Ta wyjątkowa noc…

Pierwszy raz odprawiałem Mszę św., w czasie której – oprócz akompaniamentu kościelnych organów – był jeszcze inny akompaniament: huk petard i fajerwerków. Sylwestrowa pasterka. Punktualnie o 00.00.

Kiedy w wielu domach, klubach i na placach strumieniami lał się szampan, kiedy ludzie w najlepsze bawili się w tylu różnych miejscach i na tyle różnych sposobów, grupa naszych parafian uczestniczyła w Eucharystii. I to nie tylko ludzie starsi.

Okazuje się, że coraz więcej osób szuka jakiejś alternatywy dla głośnego świętowania. Coraz więcej klasztorów (męskich i żeńskich) organizuje dla osób z zewnątrz coś na wzór sylwestrowych rekolekcji czy dni skupienia. Znam klasztory, w których jeszcze na kilka tygodni przed Sylwestrem zarezerwowane są wszystkie miejsca.

To oczywiście wcale nie znaczy, że wszyscy w tych dniach powinni siedzieć w klasztorach, modlić się, skupiać. Każdy ma przecież prawo wybrać czy chce spędzać tę wyjątkową noc w domu, na prywatce, pod chmurką czy w kościele. Osobiście uważam jednak, że dobrą jaskółką jest fakt, że w te wyjątkowe dni tak wiele osób szuka ciszy. Wszak cisza jest dziś towarem deficytowym.

Jedno przemyślenie nt. „Ta wyjątkowa noc…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.