Papież z końca świata, ale nasz…


No i znów wszelkie przepowiednie spaliły na panewce. Po Benedykcie miał być czarny… Nie, nie czarny dym, ale czarny papież. A jednak… Hm, Duch Święty działa. Więcej, działa, prowadzi i przewodzi Kościołowi już od tylu wieków.
Wciąż niezawodnie.

Nie znałem tego kardynała. Nawet nie wiedziałem, jak wypowiedzieć Jego nazwisko. Ale w momencie, gdy stanął na balkonie i poprosił wiernych o modlitwę za siebie i gdy skłonił głowę, trwając w modlitewnej ciszy, bardzo Go polubiłem. To było coś na wzór modlitwy wstawienniczej, tak bardzo bliskiej Odnowie w Duchu Świętym. Papież – charyzmatyk…

Prostota, ciepło, uśmiech – kardynał, który jeździł autobusami, by być bliżej ludzi. Który mieszkał w bloku z innymi, choć był prymasem. Czy nie kogoś takiego potrzebuje dziś Kościół?

Bogu dzięki…

3 przemyślenia nt. „Papież z końca świata, ale nasz…”

  1. heh… niektórzy jednak naginają przepowiednie. O generale zakonu jezuitów mówi się jako o czarnym papieżu (od koloru szat). Więc czasem można usłyszeć, że gdy jezuita został papieżem to jednak spełnia się przepowiednia i mamy jednak czarnego papieża…. ale jak to z przepowiedniami…..w grudniu miał być koniec świata :p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.