Szczęść Boże. Czytam Ojca bloga i znajduję tutaj wiele ciekawych rzeczy. Wielu nie rozumiem, ale niektóre z nich, np. dotyczące spowiedzi staram się wprowadzać w życie. Bywa z tym różnie, ale na pewno poszerzają mi się moje horyzonty. Wiem, że można tutaj zadać jakieś pytania. Mam ich bardzo wiele, ale chciałabym Ojca zapytać o temat modlitwy – a konkretniej o Mszę św. Kiedyś, gdy byłam mała rodzice prowadzali mnie do kościoła. Teraz jestem już studentką i … chodzę do kościoła coraz rzadziej. Jest źle, zaczęło mnie to zastanawiać. Niech mi Ojciec coś napisze, bo nie wiem, jak mam to zmienić. Ewelina


Witaj Ewelino, szczęść Boże

Cieszę się, że zaglądasz na tego bloga. On właśnie jest po to, żeby zachęcić do myślenia, do refleksji. Jeśli jakiś tekst pomógł i Tobie, to bardzo się cieszę. A teraz wracam już do Twojego pytania.

Na pewno wiesz, że Sobór Watykański II nazywa Mszę św. źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego. A zatem pewną klamrą – źródło to to, co jest w dole, szczyt – w górze. Czyli klamrą, która wszystko zamyka. Pewnie niewiele mówi to komuś, kto traktuję Eucharystię jako przykry obowiązek i jakąś nie do końca zrozumiałą konieczność. Ale prawdą jest i to, że ta klamra gdzieś w środku zamyka i nas. Spróbujmy się tam odnaleźć.

Na początku wystarczy spróbować bardzo szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie o to, dlaczego Msza św. mnie nudzi. Pewnie każdy z nas dałby inną odpowiedź, bo przecież doświadczenie nudy na Mszy św. nie jest tylko Twoim, Ewelino, doświadczeniem.

Często dopada nas w kościele nuda, bo traktujemy Eucharystię jak teatr jednego aktora. Jakiś (często nieznany nam, anonimowy) ksiądz wychodzi do ołtarza, coś mówi, coś śpiewa, składa ręce, potem je rozkłada. My na to patrzymy, słuchamy, często myślami dalecy, roztargnieni. Potem trzeba jeszcze wrzucić parę groszy na tacę, jak gdyby płacąc za całe to ,,przedstawienie.”

Jeśli ktoś tak podchodzi do sprawy (wcale nie twierdzę, że to jest Twój sposób myślenia), to nie dziwi mnie to, że Msza św. nudzi. Więcej, gdybym ja tak właśnie postrzegał Mszę św. to sam pewnie nie tylko nie zostałbym księdzem, ale już dawno przestałbym chodzić do kościoła.

Spróbujmy zatem ,,wgryźć się” w to, czego w czasie Eucharystii jesteśmy świadkami.  Bo chyba problem zasadniczy polega właśnie na tym, że my tego wszystkiego po prostu nie rozumiemy. Zresztą, w modlitwie eucharystycznej ksiądz śpiewa: Oto wielka Tajemnica wiary. Czy zatem może nas dziwić to, że nic z tej Tajemnicy nie rozumiemy?

Zatrzymajmy się nad słówkiem, które dobrze znamy. AMEN… (Tak na marginesie: białej gorączki dostaję, kiedy rozdając Komunię św. albo udzielając rozgrzeszenia słyszę AMENT. Gdyby ktoś tak mówiący choć raz wziął do ręki modlitewnik i uważnie go przejrzał, zobaczyłby, że nie ma tam nigdzie żadnego AMENTA).

Słowo AMEN w każdej Mszy św. wypowiadamy bardzo wiele razy. Niestety, bardzo często wypowiadamy je bardzo mechanicznie i bezmyślnie. Bo wszyscy mówią… A tymczasem…

To krótkie słówko znaczy tyle co: niech tak się stanie. Jeśli więc ksiądz wypowiada jakąś modlitwę i ja kończę ją słowem AMEN, to nie robię nic innego, jak tylko potwierdzam słowa kapłana. Chcę, żeby ta jego modlitwa (a w zasadzie przecież nasza wspólna modlitwa) spełniła się, by stała się faktem.

Nie odpowiadamy księdzu AMEN, żeby poczuł się lepiej, żeby mu nie było przykro, żeby nie było miejsca na niezręczną ciszę. AMEN to moje przysłowiowe pięć minut w Eucharystii. To czas i miejsce, by powiedzieć Bogu: tak, chcę, żeby tak było.

Można by jeszcze wiele rad i wskazówek tutaj dawać. Ale nie będę tego robił. Dlatego, że jestem głęboko przekonany o tym, iż jeśli ktoś mający problem z przeżywaniem Eucharystii zacznie od świadomego wypowiadania tego jednego słowa, to Pan Bóg da mu poczuć prawdziwy głód. Głód wchodzenia w głąb.  Zacząć trzeba jednak od małych rzeczy, od takiego jednego prostego AMEN. Z czasem – mocno w to wierzę – przyjdzie pragnienie czegoś więcej. 

Niebawem powstanie cykl wpisów dotyczących właśnie Eucharystii. Krok po kroku postaram się dotknąć ważniejszych elementów Mszy św. Na ile mi się uda jeszcze bardziej zainteresować Was Eucharystią – nie wiem. Wiem, że na pewno warto stawiać pytania i szukać odpowiedzi. To jedyna droga do pełniejszego rozumienia tej Tajemnicy, której i tak w pełni nigdy nie pojmiemy.