Kolejne pytanie z mojej mailowej skrzynki:

Chciałabym Księdza o coś zapytać. Jak sobie poradzić ze skrupułami? Z tym, żeby nie dostrzegać wszędzie grzechów, ale tylko tam, gdzie one naprawdę są.  Mam z tym problem. Jest mi z tym źle. Nie potrafię przez to normalnie zrobić rachunku sumienia. Nieraz wydaje mi się, że coś nie jest grzechem, że nie musiałabym tego mówić na spowiedzi, ale z drugiej strony czuje przymus, że muszę to powiedzieć, że lepiej będzie to powiedzieć. Mówię tak dużo, że nieraz nie dam rady wszystkiego powiedzieć nie mam siły i boję się chodzić do spowiedzi. Czuje, że moje ostatnie spowiedzi nie były dobre, ponieważ bardzo się bałam pójść nie wiedziałam, co mam mówić. Czułam, że nie dam rady wszystkiego powiedzieć, ale zaryzykowałam i poszłam do spowiedzi, ale nie powiedziałam wszystkiego, nie dałam rady, spowiadałam się szybko i byle jak bo się bałam bardzo.
Teraz mam wyrzuty sumienia, że wszystkiego nie powiedziałam. Czuję, że mogłam się bardziej postarać i wtedy może dała bym radę wszystko powiedzieć. Czuję, że to były złe spowiedzi, że te niektóre grzechy powinnam powiedzieć, że były ważne. Nie wiem, co mam robić. Czy powiedzieć moje grzechy jeszcze raz od tych spowiedzi, które czuje, że nie były dobre ??

Szczęść Boże
Zanim zacznę odpowiadać na Twoje pytania, chciałbym podać  definicję tego, czym są skrupuły. Możemy je zdefiniować jako stan wewnętrznej udręki i niepewności związany z wątpliwościami natury moralnej.  Samo słowo skrupuł pochodzi z łaciny (skrupulus = kamyczek) i ozn
wagaacza dosłownie niezwykle drobny odważnik, który przechylał szale tylko najczulszych wag. Zastosowanie tego terminu w dzisiejszej dziedzinie moralności odnosi się do przesadnej drobiazgowości w rozstrzyganiu spraw moralnych.

Myślę, że warto w kontekście Twojego pytania nadmienić, że Twoja świadomość tej drobiazgowości jest czymś niezwykle cennym. Jest podstawą, na której możesz budować coś więcej. A zatem mając już świadomość  tego, co Cię męczy i chcąc ,,coś z tym zrobić”, trzeba na początek pamiętać o dwóch najważniejszych rzeczach.

Pierwsza sprawa to modlitwa. I nie jest to dla Ciebie nic nowego. Często szukamy złotych środków i pomocy w różnych rzeczach i chyba czasem zapominamy, że ,,dla Boga nie ma nic niemożliwego.” Rozmawiaj zatem z Panem o tym wszystkim. Mów Mu o swoich trudnościach, zmaganiach i doświadczeniach. Tutaj musi być bardzo konkretna terapia – CHRYSTOTERAPIA.
A zatem modlitwa….

Pamiętaj przy tym, że nikt  z nas – bez względu na to, jakby się starał i próbował – nie jest w stanie całkowicie ,,rozliczyć się” z Bogiem ze swoich grzechów. Nigdy Panu Bogu nie odpłacimy za nasze grzechy. Nie jesteśmy w stanie (zobacz wpis na blogu z 4 grudnia br.). Trzeba przełożyć trochę akcenty: bardziej wyakcentować to, że jako grzeszni ludzie musimy liczyć i zawierzyć wszystko Bożemu Miłosierdziu.
I musimy przyjąć za prawdę to, że człowiek nie może się zbawić inaczej, jak tylko przez Jego łaskę.

I druga sprawa – stały spowiednik i kierownik duchowy oraz posłuszeństwo jemu.  Jeśli takiego spowiednika nie będziesz miała, każdorazowa Twoja spowiedź będzie po prostu męką. W Twoim przypadku chodzi o pewien komfort przy spowiedzi. Powinno się za wszelką cenę unikać takich sytuacji, że oto idę do nowego spowiednika i muszę mu od nowa opowiadać o sobie to, co boli. Taka sytuacja jeszcze bardziej będzie podsycała Twój obecny stan.
To są dwie podstawowe zasady.

I po to, aby nie pojawiły się w Tobie wątpliwości co do faktu, że są to tylko moje rady, chcę wspomnieć, że dokładnie o tych samych dwóch zasadach mówili kiedyś inni: św. Bernard, św. Antoni, św. Franciszek Salezy, św. Filip Neri czy św. Jan od Krzyża. A zatem nie są to tylko moje mądrości.

Co powinnaś – mając świadomość swoich skrupułów –  zrobić ze swoimi poprzednimi spowiedziami? Odpowiedź jest prosta – zostaw to wszystko, co było. Rozgrzebywanie minionych grzechów nie jest tutaj ani wskazane ani potrzebne. Szatan, znając Twoje słabe punkty, za każdym razem będzie podsuwał takie właśnie myśli: ,,Nie wiem, co mam robić. Czy powiedzieć moje grzechy jeszcze raz od tych spowiedzi, które czuje, że nie były dobre ??.”

Odpowiedź brzmi: NIE. Jeśli będziesz ciągle wracała do tego, co było i minęło, nigdy nie zajmiesz się teraźniejszością i tym, co przed Tobą. Dlatego ten stały spowiednik jest tak niezwykle ważny. Jeśli już go znajdziesz, ważne będzie posłuszeństwo jemu. I umiejętność przystępowania do Komunii św. nawet wówczas, gdy sumienie będzie Ci coś wyrzucać. Ale to wszystko powinien pilotować właśnie stały spowiednik.