Mądrość stół zastawiła obficie – czyli o moim przeżywaniu Eucharystii (cz.I)

W panelu bocznym pojawiła się dziś nowa kategoria – o Eucharystii. Rozpoczynamy nowy, dawno już zapowiadany cykl, poświęcony Mszy św. Chciałbym bardzo, aby wpisy poświęcone Eucharystii, pomogły Wam spojrzeć na ten Sakrament z jeszcze większą dozą… ciekawości. Bo chyba podstawowym naszym problemem jest to, że po prostu do Mszy św. się przyzwyczailiśmy. Stała się ona dla wielu zwykłą rutyną, spowszedniała. Chciałbym, aby te wpisy nie tylko pomogły Wam głębiej na Eucharystię spojrzeć, ale nade wszystko lepiej ją przeżywać.

xNajpierw warto wskazać jedną zasadniczą sprawę – to sam Bóg, poprzez przykazanie trzecie Dekalogu, zobowiązuje człowieka – i to pod grzechem ciężkim – do uczestniczenia w Eucharystii. Kościół, aby jeszcze bardziej wyakcentować to zagadnienie, od XVI wieku wzmocnił trzecie przykazanie Boże również przykazaniem kościelnym. Oprócz: ,,Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” mamy teraz także ,,W niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy św. i powstrzymywać się  od prac niekoniecznych.”

O tym, czy dzień święty jest pierwszym dniem tygodnia czy ostatnim, napiszę następnym razem (ciekawe, jakie Wy macie zdanie na ten temat, bo moi uczniowie są co do tego podzieleni). Teraz jednak chciałbym, abyśmy wszyscy uświadomili sobie, że chociaż Pan Bóg nie potrzebuje całej tej liturgii, której w czasie Mszy św. jesteśmy świadkami, to jednak Bóg w tejże liturgii chce spotykać się z nami.

Dlatego wszystkie tłumaczenia typu: Nie chodzę do kościoła, bo nie czuję potrzeby, są tyle idiotyczne, co egoistyczne. Bo przecież ktoś, kto tak mówi, ani przez chwilę nie pomyśli o tym, że nawet jeśli on nie ma potrzeby spotkania się z Bogiem, to Bóg na pewno taką potrzebę odczuwa. (Abstrahując już od tego, że za potrzebą chodzi się przecież gdzie indziej…)

Od razu zauważyć trzeba jeszcze inną rzecz – nikt nie przeżyje Eucharystii owocnie, jeśli nie będzie chciał tego zrobić. Spotkać się z Bogiem po prostu trzeba chcieć. Na Mszy św. można być, można ją przestać, przesiedzieć, przespać i wyjść z kościoła tak, jakby się w niej w ogóle nie uczestniczyło. A zatem pierwsza sprawa – chcieć spotkać się z Bogiem.

I już pierwsze pytanie do rachunku sumienia: Czy ja chcę spotykać się z Bogiem na Eucharystii? A może nie chce, może chodzę, bo muszę, bo wypada, bo to taka rodzinna tradycja, bo ,,co ludzie powiedzą”? Warto odpowiedzieć sobie szczerze na to pytanie.

2 przemyślenia nt. „Mądrość stół zastawiła obficie – czyli o moim przeżywaniu Eucharystii (cz.I)”

  1. ja pozyciem dopiero 30 latach poczulam i zrozumialam co to tak naprawde eucharystja w30 lat bylam tylko kilka raz okazyjnie w kosciele komonia slob bliskich mi osob moja depresja zjednoczyla mnie z jezusem uznalam moja bezsilnosc i poczulam ze to jezus moze mi tylko pomoc moja komonia po 30 latach byla wielkim przerzyciem poczulam prawdziwa obecnosc jezusa czulam go tak blisko raz pamietam uczestniczylam na mszy sw 6 godzin spotkanie charyzmatyczne wszystko sie we mnie zmienilo to milosc jezusa mnie zmienila wiem ze on mnie kocza chwala tobie jezu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.