Dziś będzie o modlitwie, bo temat jest jak rzeka i ciągle wymaga od nas rzucania się w jej nurt. Niejako wypływania na głębię. A zatem… o modlitwie słów kilka…

ewaNie wiem, czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, kto, kiedy i gdzie po raz pierwszy się modlił. Pytanie tylko na pozór wydaje się łatwe. Bo jeśli potraktujemy modlitwę tak czysto katechizmowo – czyli modlitwa równa się dialog (rozmowa) z Panem Bogiem – to wystarczy otworzyć pierwsze strony Księgi Rodzaju, by wyczytać z nich piękny i niezwykle głęboki, a co dla nas ważne; pierwszy – dialog człowieka z Bogiem.


– Adamie, gdzie jesteś?

– Ukryłem się, bo jestem nagi.
– Któż ci powiedział, że jesteś nagi?
(…)

Te zdania i jeszcze kilka następnych obrazują dialog człowieka z Bogiem i dialog AbrahamBoga z człowiekiem. Czy jednak możemy włożyć ten święty tekst do szufladki z napisem: modlitwa? Wydaje się, że tak, choć pewnie nie zabraknie osób, mających zupełnie odmienne zdanie. Tak czy inaczej, nie trzeba przerzucać wielu kartek w Biblii, by jeszcze na stronach Księgi Rodzaju (już na początku piętnastego rozdziału) znaleźć teksty właściwej w naszym rozumienia modlitwy. Tym razem szczęściarzem mogącym rozmawiać ze Stwórcą jest Abraham. Ów dialog tam, przywołany jest bez wątpienia modlitwą prośby.

ZAUFANIENie będę się tutaj rozpisywał na temat rodzajów modlitwy, ale chciałbym dotknąć w tym temacie jednego tylko aspektu. Abraham miał tę niebywałą możliwość, że – jak czytamy w Księdze Rodzaju – w odpowiedzi na swoją modlitwę, USŁYSZAŁ słowa. Wyraz USŁYSZAŁ jest tutaj dla nas kluczowe. Nie mamy żadnych podstaw i powodów do tego, by sądzić, iż był to tylko jakiś wewnętrzny, tajemniczy głos, dający się słyszeć sercem a nie uszami. Trzeba – i jest to w pełni uzasadnione – słowo ,,USŁYSZAŁ” odnieść czysto literalnie. Bóg rzeczywiście do niego przemówił. Dał się słyszeć Jego głos.

Dziś wiele osób pyta (i to nie tylko w konfesjonale) o to, co zrobić, by Pana Boga rzeczywiście usłyszeć. – Proszę księdza, ja się dużo modlę, mówię do Niego, ale On nie mówi do mnie. Ja Go wcale nie słyszę. Co mam zrobić? Z takimi pytaniami spotykam się dość często.

Bez wątpienia każdy z nas chciałby, tak jak Abraham, Mojżesz, s. Faustyna i jeszcze wielu innych mistyków, rzeczywiście i realnie usłyszeć głos z Góry. I jeśli ktoś, mówiąc o tym, że nie słyszy Boga ma na myśli takie właśnie rzeczywiste słowa, ciągle ich wypatruje, to prawdopodobnie nigdy się ich nie doczeka. Bo z nami Bóg rozmawia inaczej niż z Abrahamem czy Mojżeszem.

Można powiedzieć, że my z jednej strony mamy przez to łatwiej (bo nawet już samo jakieś wydarzenie możemy traktować jako słowo Boga do nas), a jednocześnie mamy nieco trudniej (właśnie przez to, że słów Boga musimy nadsłuchiwać z jeszcze wielką uwagą niż wówczas, gdyby rzeczywiście słyszalnie do nas mówił).

Pierwsze SŁOWO Boga do nas to często nasze pragnienia. Pragnienie ciszy, skupienia. Modlitwa często bywa rozumiana jako wyciszenie, oderwanie od codziennych spraw, zajęć. Wielu ludzi w dzisiejszych czasach nosi w sercu takie pragnienie ciszy. Pewnie dlatego w klasztorze w Tyńcu benedyktyni już pod koniec stycznia mają komplet chętnych na Sylwestra w klasztorze. Pewnie dlatego też taką popularnością cieszą się różnego rodzaju domy modlitwy i pustelnie.

Bez wątpienia takie pragnienie ciszy i rodząca się w sercu człowieka chęć wyjścia na pustynię jest Słowem Pana Boga do nas. Jeśli masz czasem takie pragnienie, by zostawić wszystko, zatrzymać się w swojej codzienności, to bez wątpienia jest to znak, że właśnie Pan Bóg zaczyna się o Ciebie upominać. On mówi do Ciebie. Jest to jedno ze słów, jakie On do Ciebie kieruje. Wypowiada słowo – zaproszenie do wyjścia na pustynię. Zaproszenie, które może być pierwszym krokiem do czegoś o wiele większego. Ale o tym już następnym razem…