Nasze kościoły przeżywają w te dni prawdziwą inwazję aniołów. Generalnie, trzeba by się z tego cieszyć, ale raczej cieszyć się nie wypada, bo to … fałszywi aniołowie. Aniołowie samozwańczy…

Jak inaczej nazwać kogoś, kto ostatni raz był u spowiedzi rok albo lata temu i w konfesjonale wymienia dwa lub trzy grzechy? Jak inaczej – jeśli nie aniołem właśnie – nazwać kogoś, kto przed dziewięcioma miesiącami spowiadał się po raz ostatni a teraz, klękając do spowiedzi, wymienia dwa grzechy? Święty. I nie ma w tym żadnej przesady. Po prostu anioł…

Nie pomaga tłumaczenie, że nawet papieże się spowiadają. Robią to co dwa tygodnie i bynajmniej ich spowiedź nie trwa pół minuty. Kiedyś usłyszałem od kogoś, że skoro papieże się spowiadają tak często i tak długo, to widocznie ciężko grzeszą. Ten człowiek za to po dwóch lata grzech miał tylko jeden !!!

Jakieś totalne, niestety powszechne, niezrozumienie tego, czy jest spowiedź. Pytam czasem kogoś, kto przychodzi do spowiedzi od święta do święta, czy pomył talerze po wczorajszym obiedzie. – Oczywiście – pada odpowiedź. – Po co? – pytam wtedy. Czy nie lepiej było zostawić te gary w zlewie a pomyć dopiero przed świętami, kiedy goście mają przyjść. Przecież codzienne mycie naczyń jest bez sensu. I tak się na drugi dzień znów je pobrudzi.

Penitent wtedy robi dziwną minę i próbuje mnie przekonywać, że jednak w domu musi być czysto, schludnie, że nie ma zwyczaju odkładania porządków na później.
A Twoje serce? – pytam. – Dlaczego sprzątanie swojego serca odkładasz na później? Na dalekie później.

Jedni traktują spowiedź jak bezrefleksyjne umycie rąk w łazience. Idę, klękam, recytuje wierszyk, ksiądz stuka, odchodzę. Są też inni. Tacy, którzy myślą, że do spowiedzi trzeba przyjść z całym workiem grzechów.

Z jednym grzechem ciężkim mam iść do spowiedzi? – zapytał ktoś kiedyś. – TAKz jednym grzechem ciężkim masz iść do spowiedzi. Bo już ten jeden ciężki grzech sprawia, że nie masz w sercu łaski uświęcającej. Jeden ciężki grzech zamyka Cię na Boga. Jeśli na stole stoi zakręcony słoik, to choćbyśmy wylali na niego dziesięć wanien wody, on nadal pozostanie pusty. Dlaczego? Bo jest zamknięty. Z naszym sercem jest dokładnie tak samo.

Czymś głupim i bezsensownym jest gromadzenie grzechów, ich chomikowanie. Z myślą, że przecież na święta można się wyspowiadać. Tzw. zuchwałe grzeszenie w ufności o Boże Miłosierdzie. Grzech przeciwko Duchowi Świętemu.

Kiedy idę w pielgrzymce i wpadnie mi do buta nawet mały jeden kamyk to przecież nie czekam, aż wpadnie mi tam jeszcze dziesięć innych, ale zatrzymuję się, zdejmuję buta i usuwam tego jednego kamyka. Inaczej dalsza droga będzie męką. Dokładnie tak samo ma się rzecz z naszymi ciężkimi grzechami. A potem ktoś się dziwi, że ksiądz w konfesjonale ciągnie za język. Że pyta, że nie może uwierzyć, iż po dwóch latach można mieć dwa ciężkie grzechy.

Przed Świętami, kiedy niektórzy księża robią za dzięcioły i w ciągu minuty spowiadają czterech penitentów, ja wcale się nie spieszę. Przyznam szczerze, że nawet czasem spowiadam dłużej niż normalnie. Bo to jedyna okazja, by pokazać człowiekowi bzdurność jego myślenia. I czasem po spowiedzi ktoś płacze, ktoś dziękuje, ktoś nawet prosi o stałe spowiednictwo.

I wtedy widać, jak tym bezgrzesznym niemal aniołom opadają skrzydła. Jak stają się tacy mali, bezsilni, bezbronni wobec ogromu Bożego Miłosierdzia. I dla choćby jednej tylko takiej chwili, warto być kapłanem.

Ps. Pamiętajcie, proszę, w modlitwie o tych, dla których spowiedź jest prawdziwą męką i o tych, którzy w tym roku znów do spowiedzi nie przyjdą. Ufam, że nasza wspólna modlitwa przekuta zostanie na wiele ludzkich nawróceń.