Wczoraj, wraz z uczestnikami naszych powołaniowych rekolekcji, pojechaliśmy do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Nie wiem już, po raz który tam byłem… Często odwiedzam Faustynę. Kiedyś – jeszcze jako chłopak przed maturą – bardzo dużo się do Niej modliłem i bardzo szybko moja modlitwa została wysłuchana. W modlitewniku, z którego wtedy korzystałem była adnotacja: ,,Każdy, kto otrzyma jakąkolwiek łaskę przez wstawiennictwo św. Faustyny proszony jest o przesłanie informacji o tym na adres: ul. św. s. Faustyny…” Napisałem więc o tym, co Faustyna dla mnie zrobiła i obiecałem sobie, że jeśli kiedykolwiek pojadę do Krakowa, zawitam na ul. s. Faustyny. Tak też zrobiłem. A odkąd zamieszkałem w Krakowie, ul. św. s. Faustyny przemierzam często.

Ale dziś nie o tym… Będąc przy klasztorze po raz pierwszy wszedłem do auli, w której odprawiane są tzw. Msze św. plenerowe. Nigdy wcześniej tam nie zaglądałem, bo i nie wiedziałem, że oprócz ołtarza i rzędów ławek może tam być coś ciekawego. Okazało się jednak, że się myliłem… W tejże auli stoi… konfesjonał, w którym spowiadała się s. Faustyna.

Już wyjaśniam, dlaczego to dla mnie takie ważne i dlaczego dziś o tym wspominam. Otóż, dobrze wiemy, że Ziemia Święta przesiąknięta jest obecnością Pana Jezusa. Wiemy, że urodził się w Betlejem, że mieszkał w Nazarecie, pielgrzymował do Jerozolimy, modlił się w Ogrójcu, umarł na Golgocie, itp. To bardzo ważne, ale z drugiej strony nie znamy wielu konkretnych i DOKŁADNIE SPRECYZOWANYCH miejsc, w których Jezus na pewno przebywał. Chyba nikt nie potrafi wskazać bardzo precyzyjnie tego miejsca, w którym stał np. w czasie powołania pierwszych apostołów. Wiemy, że gdzieś tam był, ale wskazanie dokładnego miejsca jest raczej niemożliwe. Na szczęście są takie miejsca, w których będąc, możemy być na sto procent pewni, że Jezus też tam był. Takim miejscem jest np. otwór po drzwiach w murach domu Marii, Marty i Łazarza. Stając w progu tego domu, każdy z nas może być pewien, że stoi właśnie w tym samym miejscu, przez które na pewno wiele razy przechodził sam Jezus Chrystus.

Podobnie z s. Faustyną. Wiemy, że mieszkała w łagiewnickim klasztorze. Wiemy, że pracowała w kuchni, w ogrodzie, na furcie. Ale znów, byłby problem z precyzyjnym wskazaniem dokładnego miejsca czy przestrzeni, gdzie na pewno stała. Tymczasem wspomniany konfesjonał jest jednym z takich miejscem, gdzie – dotykając klęcznika – możemy być pewni, że właśnie tam – w tym konkretnym miejscu i na tym konkretnym klęczniku – klęczała kiedyś s. Faustyna.

Takie przejście od ogółu do szczegółu nie jest do zbawienia koniecznie potrzebne, ale mnie osobiście bardzo pomaga. Tym bardziej, że – jak wspomniałem – siostrze Faustynie wiele zawdzięczam.

Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak zachęcić Was – szczególnie tych, którzy jeszcze tam nie byli – do tego, by choć na chwilę wstąpić do auli. Może i Wy odkryjecie tam coś niezwykłego…