Mt 8, 5 – 11

Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: «Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi». Rzekł mu Jezus: «Przyjdę i uzdrowię go». Lecz setnik odpowiedział: «Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: „Idź!” – a idzie; drugiemu: „Przyjdź!” – a przychodzi; a słudze: „Zrób to!” – a robi». Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: «Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i z Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim».

Chciałbym widzieć twarze Apostołów, którzy idąc za Jezusem słyszą Jego wyznanie o setniku: ,,U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary.” Co czuł Piotr, gdy usłyszał te słowa? Albo co czuli Jakub i Jan – ci dwaj przecież byli specjalistami od ubiegania się o pierwsze miejsca. Pewnie miny mieli nietęgie, kiedy Jezus nie chwali ich wiary, ale wiarę jakiegoś żołnierza.

Czy Apostołowie poczuli się zawstydzeni? Pewnie tak… Ja w każdym bądź razie tak bym się poczuł i nie ma to nic wspólnego z urażoną dumą czy osobistą pychą. Zresztą, medytując ten dzisiejszy fragment Ewangelii doszedłem do wniosku, że i tak wiele różnych osób zawstydza mnie w temacie relacji z Jezusem. Znam przecież wielu fantastycznych – młodych i nie koniecznie młodych ludzi – którzy modlą się więcej ode mnie. Znam takich, którzy – nawet nie będąc księdzem czy siostrą zakonną – znają Pismo św. o wiele lepiej niż ja. Znam ludzi świeckich, którzy już od lat codziennie adorują Najświętszy Sakrament i takich, którzy już po raz kolejny odmawiają nowennę pompejańską. Znam w końcu takich, którzy uparcie szukają stałego spowiednika, gdy poprzedni zmienia miejsce pracy i takich, którzy o wiele bardziej niż ja żyją ubóstwem, chociaż wcale go nie ślubowali.

I chociaż każde porównywanie się z innymi jest szatańskie, lubię czasem popatrzeć na innych w taki właśnie sposób. Nawet nie tyle po to, by się porównywać. Raczej po to, by się podbudować. I po to, by się może czasem choć trochę zawstydzić. I czegoś się nauczyć. I uświadomić sobie, że komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie.

Bardzo lubię ten fragment Ewangelii, bo każe mi on szerzej otworzyć oczy i dostrzec prawdę o tym, że samo chodzenie za Jezusem to nie wszystko. Że noszenie habitu i codzienne korzystanie z brewiarza nie wystarcza do tego, by wierzyć. Tutaj potrzeba czegoś więcej… Trzeba otwartości na Boże natchnienia i łaski. Potrzeba też hojności serca. Dopiero w ten sposób może się narodzić prawdziwa wiara. Taka wiara, jaką dziś Jezus chwali u tego bezimiennego setnika.