Czekam na ,,Kler II”

,,Jezus z pewnością nie poszedłby na Kler. Nie musiałby. On taki Kler ogląda codziennie w wielu kuriach i parafiach” – taka myśl mogła się zrodzić w niejednej głowie po obejrzeniu filmu Smarzowskiego. W mojej głowie się zrodziła…

Poszedłem wczoraj do kina mimo głosów, że nie powinno się dopłacać do szkalujących Kościół paszkwili. Może i tak, ale już od jakiegoś czasu spotykam się ze strony młodych z pytaniami o tę ekranizację. Uznałem więc, że powinien to zobaczyć. I nie żałuję. Choć prawda jest taka, że drugi raz już bym do kina na ten film nie poszedł.

Przez dziewięć kwadransów siedziałem w szczelnie wypełnionej do ostatniego miejsca sali Multikina i obserwowałem na dużym ekranie to, jak bardzo ludzkie/kapłańskie życie może się pogmatwać. Wcale nie musiałem jakoś bacznie tego obserwować. Grzechy i słabości kapłanów podkreślono tam aż nader mocno. Naprawdę, zero jakichkolwiek duchowych wartości odżywczych. Prawie sama zgnilizna… Nic budującego, nic pięknego. Bo grzech sam w sobie piękny być nie może. Ale cóż… Przecież właśnie tego się spodziewałem.

Poszedłem do kina z jednym założeniem. Postanowiłem sobie, że będę patrzył na ten film, szukając jakichś pozytywów. To prawdziwa sztuka, by w takim śmierdzącym bagnie znaleźć jakiegoś pachnącego kwiatka. Szukałem czegoś, co dla każdego z bohaterów mogłoby stać się swoistym ,,kołem ratunkowym.” Szukałem jakiejś szansy. Szukałem i znalazłem.

Może to drobnostki, może na pierwszy rzut oka niewielu widzów zwróciło na nie uwagę, ale są takie kilkusekundowe sceny, które mogłyby dawać nadzieję, jeśli tylko bohaterowie bardziej zwróciliby na nie uwagę.

Jeden z głównych bohaterów wchodzi do pustego kościoła, w którym posługuje jako proboszcz. Zamyka za sobą drzwi i… na środku przyklęka. Może bezrefleksyjnie, może w sposób wyuczony, ale jednak. W innym miejscu ten sam bohater ukazany jest w kilkusekundowej scenie, gdy klęczy na klęczniku z modlitewnikiem w ręku i wpatruje się w święty obrazek. Kilka sekund modlitwy. Podobny święty wizerunek przez kilka sekund przykuwa uwagę drugiego z bohaterów, gdy ten podchodzi do lodówki, by wyjąć kolejną półlitrówkę. Po zapatrzeniu się w Matkę Bożą, odkłada butelkę i odchodzi. Również trzeci z bohaterów ma moment ,,koła ratunkowego”, kiedy siedzi na łóżku w szpitalnej sali i ze łzami w oczach wspomina swoje dzieciństwo.

Te sceny, bardzo subtelnie pokazane, nie wszyscy zauważą. Bo te momenty nie krzyczą tak, jak krzyczą kapłańskie grzechy. Te ciche sceny giną w grzesznej codzienności każdego z bohaterów. Ale wydaje się, że właśnie te kilkusekundowe momenty w życiu każdego z bohaterów mogłyby stać się swoistym przełomem, gdyby tylko zwrócili na nie większą uwagę i bardziej je docenili.

Te momenty to tak naprawdę chwile wyborów. Chwile decyzji, z których przecież składa się życie każdego z nas. Decyzji wielkich i małych. Tych na całe życie i tych codziennych. 

Ktoś powiedział, że to film o braku nadziei. Dla mnie jest to film przede wszystkim o wielkiej samotności każdego z bohaterów. Każdego… Bez wyjątków.

Film ten pokazuje jeszcze coś ważnego. Pokazuje prawdę o tym, że nawet najbardziej samotny człowiek tak naprawdę nigdy nie jest sam. Na wszystkich ścieżkach jego życia zawsze jest przy nim Bóg. Bóg, który nie potępia. Bóg, który prowadzi nawet przez najbardziej zawiłe życiowe zakręty.

Czas modlitwy i czas zatrzymania się, refleksji – choćby trwało to tylko krótki moment – to za każdym razem szansa dla człowieka. Dla bohaterów filmu, ale też i dla nas. Im więcej takiego czasu na osobistą modlitwę i refleksję, tym większa szansa, że da się powstać nawet z największego upodlenia. Bóg jest Panem niekończących się szans. Bóg daje szanse, ale to człowiek podejmuje decyzje i wybiera. Zawsze !!!

Jeśli podchwyci rzucone mu przez Opatrzność ,,koło ratunkowe”, będzie uratowany. Jeśli nie, pogrąży się w odmętach swoich nieprawości.

Z niecierpliwością czekam na ,,Kler II.” Chciałbym, aby tym razem Smarzowski dał szanse swoim bohaterom. Na co? Na złapanie ,,koła ratunkowego.” Chciałbym, aby tym razem przedstawił ich jako tych, którzy jednak znaleźli w sobie siłę, by odbić się od dna. Jako tych, którzy skorzystali z szansy. Czekam na film, który będzie oparty na tych kilkusekundowych migawkach. Na tych sekundach nadziei. Czekam na taki film, bo osobiście znam kapłanów, który w podobnych sytuacjach nie dali się zatopić, ale z życiowych zakrętów znów wyszli na prostą.

Bo we współpracy z łaską Bożą wszystko jest możliwe.

2 przemyślenia nt. „Czekam na ,,Kler II””

  1. Szczęść Boże,
    Nie oglądałam tego filmu świadomie. Znajomy był na nim z żoną i był poruszony. Zdecydowanie odradzał. A ja myślę, że ten film jest kolejnym (i będzie tego więcej) kamieniem rzuconym w twarz ludzi chcących żyć dobrze. To nie prawda przecież, że świat jest zły. To ludzie kreują ten świat. A obecnie (i nie wiem kogo jest więcej) krzyczą ci nazwijmy ich – źli. To oni zaburzają harmonię, to oni biją brawa medialnym idiotom, to oni wmawiają nam, że nie jesteśmy wolni! Ludzie, unikajcie takich sytuacji i takich ludzi. Wiem że trudno od tego zupełnie uciec, ale nawet te marsze pseudokościelne biednych starszych pań i panów, którym chyba trochę się nudzi na emeryturach, przerażają mnie mocno. To też są osoby zmanipulowane przez jakieś chore środowiska, przez media, już nie umiejąco myśleć trzeźwo. A tak w ogóle wszystko mamy podane jak na tacy, gdzie? W Piśmie Św., w Tajemnicach Różańca Św., w życiu Świętych. I na prawdę nie potrzeba więcej filozofować, aby się nie zapętlić. Co ja chciałam powiedzieć? Żyjmy dobrze. Kochajmy Boga i módlmy się w skupieniu tak żeby usłyszeć bicie serca… nic innego.

    1. Szczęść Boże, proszę powiedzieć znajomemu, że ,,Kler” to tylko wycinek z wycinka. I niech za jego poruszeniem pójdzie modlitwa za kapłanów. Szczególnie za tych, którzy w drodze za Jezusem słabują. Dzięki za koment. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.