Ja dam wam wymowę i mądrość…

Ewangelia wg św. Łukasza 21,12-19

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie».

Tylko w jakimś niewielkim stopniu spełnia się w moim życiu dzisiejsza Ewangelia. Nie doświadczam najmniejszych prześladowań z powodu tego, że wierzę i że chodzę w habicie. Przeciwnie, wielu kłania mi się w pas, a niektórzy nawet – o zgrozo!!! – miejsca w autobusie ustępują. Myślałem, że po ,,Klerze” się to zmieni. Nie zmieniło się… Nadal jest miło 😉

Nie muszę bronić mojej wiary. Nie muszę bronić mojej tożsamości. Nie muszę stawać przed sądem, zeznawać. Czasem tylko irytują mnie jakieś głupie memy uderzające w Kościół i kapłaństwo, ale na ludzką głupotę lekarstwa jeszcze nie wynaleziono.

Próbuję znaleźć w tym fragmencie coś, co może jednak dotyczy mnie bardziej niż myślę. Czytam raz i drugi… I… Mam: ,,Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość…” Tak, te słowa spełniają się w moim życiu. Są takie dwie przestrzenie, w których już od lat doświadczam tego, że On daje wymowę i mądrość.

Pierwsza z nich to ambona, druga to konfesjonał. Kazania staram się przygotowywać przez cały tydzień. Najpierw się modlę, potem czytam Słowo, potem myślę, potem siadam i piszę… Kiedy w niedzielę wychodzę na ambonę, mam przed sobą kartkę, ale i tak zwykle nawet na nią nie spoglądam, a mimo to, do głowy przychodzą takie rzeczy, o których przez cały tydzień nawet nie pomyślałem.

A potem przychodzi ktoś do zakrystii albo na przystanku spotyka i mówi: ,,Dziękuje ojcu za to, co ojciec powiedział.” Po ludzku oczywiście ciepło na sercu się robi, ale przecież ja dobrze wiem, że to, co powiedziałem nie było moje. To było od Niego. ,,Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość…”

Podobnie dzieje się w konfesjonale. Tam ksiądz musi być nie tylko spowiednikiem. Nieraz musi być też psychologiem, lekarzem, doradcą rodzinnym, itp. Musi wiedzieć, co poradzić, kiedy ktoś, kto mógłby być jego ojcem, opowiada o trudnościach z własnymi dziećmi i pyta: Co ja mam robić?

Po ludzku chciałoby się odpowiedzieć: ,,A skąd ja mam to wiedzieć? Przecież nie mam swoich dzieci. Nie znam się na tym.” A jednak czasem człowiek tak coś powie, że potem ludzie wracają i za radę dziękują. Wiele razy tak miałem.

Setki razy namacalnie czułem asekurację Ducha Świętego w konfesjonale. Aż boję się pomyśleć, jakie cuda by się tam działy, gdyby nie moje ludzkie ograniczenia, zmęczenie, brak zrozumienia i empatii, itp. Nie znaczy to, oczywiście, że zawsze wszyscy odchodzą od konfesjonału zadowoleni. Przeciwnie, nie raz i nie dwa zdarzyło się, że ktoś trzasnął drzwiami (spowiadam w konfesjonałach – szafach).

O wiele częściej jednak w konfesjonale dzieją się cuda: wystarczy jakieś słowo i człowiek się otwiera… i wyznaje… i płacze. Nie mam wątpliwości, że to, co kapłan mówi na ambonie czy w konfesjonale jest (a jeśli nie jest to tylko z winy samego księdza) od Ducha. Bo na pewno nie ode mnie. ,,Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość…”

To pewnie owoc modlitwy. Tej odmawianej bezpośrednio przed wejściem do konfesjonału i też ciągłej, do której każdy spowiednik jest zobowiązany 1466 punktem z Katechizmu Kościoła Katolickiego: ,,Spowiednik powinien modlić się i pokutować za penitenta, powierzając go miłosierdziu Bożemu.”

Jedno jest pewne. To, o czym dziś piszę jest kolejnym dowodem na to, że Jezus nie rzuca słów na wiatr. Że to, o czym dziś mówi nam na kartach Pisma, staje się Ciałem. I Bogu niech za to będą dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.