Prawdziwy obraz Kościoła…

Od niedzielnego wieczoru leżę. Dopadło mnie jakieś dziwne przeziębienie, które nie pozwala mi na normalne funkcjonowanie. Przynajmniej na razie.

 
Mam sporo czasu: na modlitwę, na poczytanie zaległych książek, na przygotowanie zbliżających się dni skupienia. Miałem też czas na obejrzenie ,,Tylko nie mów nikomu”. I to aż dwa razy. 

Nie będę tego filmu komentował.

Ja powiem tylko tyle: Judasze byli zawsze. Ja dziś kocham mój Kościół jeszcze bardziej niż przed obejrzeniem tego materiału. Kocham mój Kościół za to, że mimo, iż przez całe dekady nosił na swoim łonie wielu zwyrodniałych przestępców, wciąż trwa i wciąż pełni swoją – nadaną przez Jezusa – misję. Kocham mój Kościół, tak jak kocha się matkę; nawet wtedy, kiedy któreś z jej dzieci uczyni coś złego. Kocham mój Kościół.

Nie rozumiem, nie usprawiedliwiam i nie rozgrzeszam przestępców. Ale na pewno też nie pozwolę, by to, co zrobili i to, jak się ich dzisiaj ocenia, wykrzywiło mi prawdziwy obraz Chrystusowego Kościoła.

 

3 przemyślenia nt. „Prawdziwy obraz Kościoła…”

  1. Źle się dzieje w Kościele. Od dawna. Przecież wszyscy to wiemy. Teraz to upubliczniono i narobiło się… Ja wierzę w Boga i nie przestanę się modlić, ale niestety nabieram coraz więcej nieufności do księży. Wiem, to smutne. Bo mam świadomość i w to wierzę, że nie wszyscy są „źli”. I powiem jeszcze, że na ten moment nie umiem wybaczyć, bo przecież wiedzieli co robią. Czuję, że ten film to dopiero początek. Tu potrzeba mądrych, odważnych i sprawiedliwych sędziów, ale w jaką stronę to pójdzie…?

  2. Ojcze Piotrze, napisałeś: „Nie rozumiem, nie usprawiedliwiam i nie rozgrzeszam przestępców”. Te słowa zrozumiałem jakoby sprawowanie sakramentu pokuty i pojednania było dla Księdza jakimś prywatnym działaniem, a rozgrzeszenie penitenta kapłańskim „widzimisie”. Czy np. jakiemuś zabójcy, który się nawraca, spowiadającemu się ze skruchą, żalem, postanawiającemu poprawę i gotowemu ponieść konsekwencje swego czynu, Ksiądz nie udzieli rozgrzeszenia?

    1. Szczęść Boże. Na szczęście rozgrzeszenie to nie kwestia ,,widzimisię” księdza. Pisząc ,,nie rozgrzeszam” nie mam na myśli wstrzymania sakramentalnego rozgrzeszenia, ale bardziej potoczne rozumienie tego słowa. Czasem nawet sami mówimy, że z czegoś się rozgrzeszamy a z czegoś nie. Chyba wszyscy w takich sytuacjach rozumiemy, że nie chodzi nam wtedy o sakramentalne rozgrzeszenie, bo sakramentalnie nikt sam siebie rozgrzeszyć nie może. Dokładnie tak, jak chirurg sam siebie nie może zoperować. A swoją drogą – trzeba się modlić, żeby przestępcy spowiadali się z przestępstw. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.