Zaadoptuj…

Odkąd jestem księdzem, jeszcze bardziej dostrzegam potrzebę modlitwy za kapłanów. Pewnie dlatego, że z własnego doświadczenia wiem, na co człowieka stać. A może też dlatego, że jako ksiądz wiem więcej o innych księżach.

Tak czy inaczej nie tylko sam modlę się za kapłanów, ale też przy bardzo wielu różnych okazjach proszę innych o modlitwę za księży.

Kiedyś, gdy pewną osobę poprosiłem o taką modlitwę za kilku księży, ona szeroko otworzyła oczy i zastrzeliła mnie pytaniem: To ci księża mają jakieś problemy?

Nie – odpowiedziałem. Mamy się modlić za księży nie dlatego, że mają jakieś problemy, ale dlatego, że to my będziemy mieli problem, kiedy księży nie będzie.

 


Szczęść Boże,
witam wszystkich, którzy tutaj zaglądają i którzy jeszcze nie znudzili się czytaniem tego bloga. Piszę, by zwrócić Waszą uwagę na jedną rzecz. Otóż w kategoriach (patrz. panel w prawej części ekranu)  pojawiło się dziś coś nowego. Do tej pory na pierwszej pozycji było ,,audio – kazania.” Teraz – na pozycji drugiej – pojawiło się także ,,audio – łyk Słowa.”

Obie kategorie zawierają nagrania audio, z jedną tylko różnicą. ,,Audio – kazania” to nagrania kazań i homilii, które w dni powszednie i w niedzielę mówię w kościele. Są więc przez to nieco dłuższe. ,,Audio – łyk Słowa” to nagrania krótsze, zwykle 3, 4 minutowe, a przy tym dokonywane w zaciszu mojego pokoju. To takie łyki i łyczki Słowa Bożego, które nieraz mogą się okazać pomocne bardziej niż długie kazania.

Bo jak się kogoś kocha…

Ewangelia wg św. Łukasza 19,11-28.

Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi.  Mówił więc: «Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: „Zarabiajcie nimi, aż wrócę”.

Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: „Nie chcemy, żeby ten królował nad nami”. Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dał pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał. Stawił się więc pierwszy i rzekł: „Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min”.
Odpowiedział mu: „Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami.” Także drugi przyszedł i rzekł: „Panie, twoja mina przyniosła pięć min”. Temu też powiedział: „I ty miej władzę nad pięciu miastami.”

Następny przyszedł i rzekł: „Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał”. Odpowiedział mu: „Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał”. Do obecnych zaś rzekł: „Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min”. Odpowiedzieli mu: „Panie, ma już dziesięć min”.

[audio:http://slowojakziarno.pl/wp-content/uploads/2013/11/711_0106.mp3|titles=3 minuty o wierności]

Powiadam wam: „Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach”». Po tych słowach ruszył na przedzie, zdążając do Jerozolimy.

Refleksja na dziś…

Ewangelia wg św. Łukasza 19,1-10.

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.

Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie».

Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło».

[audio:http://slowojakziarno.pl/wp-content/uploads/2013/11/711_01051.mp3|titles=szczęściarz Zacheusz]

Wiara niczym stary babciny zegar…

Wybrałem się niedawno do jednej z krakowskich księgarni. Chodzę tam tak często, że sprzedawcy rozpoznają mnie (a przecież codziennie zaglądają tam tłumy) nawet wtedy, gdy jestem na cywila. Lubię przechadzać się między wypełnionymi po brzegi książkami regałami. A ten zapach…

Nie wyjmując książek z półki po kolei śledzę napisane na grzbietach tytuły. Ostatnio natrafiłem na taki, przy który zatrzymałem się dłużej i który mnie zastanowił: ,,Praktykujący, ale czy wierzący?” Tytuł iście prowokatorski. Wyjąłem książkę i spojrzałem na spis treści.

Dziś jednak nie tyle o książce, ile bardziej o tym tytułowym pytaniu. Kim ja tak naprawdę jestem? Człowiekiem, który praktykuje czy człowiekiem, który praktykuje i wierzy? Albo odwrotnie – wierzy i praktykuje. Ideał jest właśnie taki, ale prawda… Prawda czasem chyba taka oczywista nie jest.

Pamiętam, jak kiedyś jeden z księży ośmieszał wyniki przeprowadzonej przy warszawskich kościołach ulicznej sondy. Na pytanie o to, kogo mamy na myśli mówiąc Trójca Święta, wielu wychodzących z kościołów mówiło: Bóg Ojciec, Syn Boży i… Matka Boża. Wspomniany duchowny publicznie sobie z tego żartował, ale chyba tak szczerze, to trzeba by nad tym zapłakać. Ludzie praktykujący, bo wychodzili z kościoła. Ale czy wierzący? Jeśli tak, to w co wierzą? Bo przecież trzecia prawda NASZEJ wiary mówi, iż są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Sam mam podobne doświadczenie – kiedyś zapytałem kilka osób o to, czym jest obcowanie świętych. Jedna osoba próbowała rzeźbić jakąś odpowiedź, pozostałe osoby poddały się na starcie.

Jasne, że nie ma co dramatyzować, wyolbrzymiać tego wszystkiego. Ale tak bardzo by się jednak chciało, aby wiara nie była dla nas niczym stary babciny zegar przekazywany z pokolenia na pokolenie. Wiary przecież nie da się odziedziczyć. To prawda, że z domu można wynieść swego rodzaju przyzwyczajenie do uczestnictwa w nabożeństwach, do chodzenia do kościoła. Można, ale to jeszcze nie jest wiara. Nie da się tego wyssać z mlekiem matki.

Czasem ktoś mówi, że fakt, iż nie wierzy w Boga jest podyktowany tym, że nie dostał od Pana Boga takiej łaski. Tłumaczenie teologicznie całkiem niezłe, bo wiara rzeczywiście jest łaską. Prawda jednak jest taka, że łaskę tę trzeba chcieć przyjąć.

I chyba najczęściej  właśnie tutaj leży problem…