Małe a cieszy…


Dwie dziewczynki z klasy pierwszej pokłóciły się dziś o to, która z nich będzie siedziała przy ławce stojącej najbliżej mojego biurka. Żadna z nich nie chciała dać za wygraną i zaczęły się przekomarzać. Słysząc to wkroczyłem do akcji i zacząłem mediować:

– Dziewczynki, pamiętajcie, że ta osoba, która jest mądrzejsza zawsze ustępuje innym.
– Widzisz moja droga – odezwała się Zuzia – ty jesteś mądrzejsza ode mnie, bo umiesz już czytać i dlatego powinnaś mi ustąpić.

*****

Przyznam, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem.
Ale cóż… życie.

Nauczyciel też przecież ciągle się uczy.

Święty Józefie, Patronie nasz…


Choć już późno, to jednak pod dzisiejszą datą nie mogę nie umieścić choćby kilku zdań o dwóch ważnych – przeżywanych dziś w Kościele – wydarzeniach. Ot, taki komentarzyk do tego, czym żyjemy.

Pierwsze wydarzenie – chcąc naprowadzić na nie dzieci w szkole powiedziałem, że nigdy więcej się ono już nie powtórzy. Chodziło mi oczywiście o inaugurację pontyfikatu. Podpowiedź okazała się mało pomocna. Tak czy inaczej inauguracja była. Obowiązki nie pozwoliły mi na siedzenie przed telewizorem i śledzenie tego wydarzenia na żywo, ale wyczytałem, że papież Franciszek znów zaskakuje. Otoczmy Go jeszcze bardziej naszą modlitwą. Niech tchnie nowego Ducha Bożego w wielką rodzinę dzieci Bożych.

Wydarzenie drugie to oczywiście Uroczystość św. Józefa Oblubieńca. Z racji tego, że to także mój Patron otrzymałem dziś od pewnej osoby piękną, własnoręcznie zrobioną ikonkę. Oto ona…


Kończąc, życzę wszystkim nieustannej opieki św. Józefa i tego byśmy wszyscy – na Jego wzór – uczyli się bardziej słuchać niż mówić.

Góra z górą się nie zejdzie…


Ufff, prawie sześć godzin siedzenia i słuchania. Za mną dłuższy niż myślałem kurs BHP dla nauczycieli. I na dodatek zakończony egzaminem.

Zmęczony, ale mądrzejszy wróciłem właśnie z drugiego końca Krakowa do siebie.
I żeby było ciekawiej – kurs prowadził nasz parafianin. Człowiek, który mieszka dwie ulice dalej.
Trzeba było jechać aż na drugi koniec miasta, żeby się spotkać… Ciekawie Pan Bóg to wszystko wyreżyserował.

A jutro… Jutro znów troszkę sobie posiedzę. Czeka mnie udział w dwóch Radach Pedagogicznych w szkołach, w których uczę…

Kogo spotkam tym razem? Aż boję się pomyśleć…

Krzyż jest tajemnicą miłości, a gdzie jest miłość – tam nieustanne ,,Alleluja”.


Dziś kilka rwanych myśli o mocnym postanowieniu poprawy. Dobrze wiemy, że jest to trzeci warunek dobrej spowiedzi św.
Jeśli ten warunek nie jest wypełniony, to i spowiedź dobra do końca nie jest. Ta zależność jest – wydaje mi się – dość zrozumiała. A zatem…

Co to znaczy ,,mocne postanowienie poprawy.” Dzieci przygotowując się do Pierwszej Komunii św. uczą się, że mocne postanowienie poprawy jest wtedy, gdy człowiek z miłości do Pana Boga postanawia nie popełniać więcej grzechów. Ot, to takie powiedzenia sobie: Od jutra będę grzeczna.
Owo postanowienie – nawet, jeśli nie jest bardzo mocne – jest bardzo istotne.

Poprawić się…  Chyba nikt z nas, którzy przystępujemy do konfesjonału, nie lubi mówić o swoich grzechach. To sprawa bardzo osobista i delikatna. Nikt z nas opowiadania o grzechach nie traktuje jak przyjemności, spowiedź jest raczej rzeczywistością mało przyjemną i stresującą (choć wcale nie musi tak być).

Pomyślmy zatem chwilę o tym, co może nam przeszkadzać w mocnym postanowieniu poprawy. Zanim zaczniesz czytać dalej ten tekst, pomyśl o tym, co Tobie przeszkadza w mocnym postanowieniu poprawy. A może nie masz z tym problemów i chcesz podzielić się swoją radością z innymi? Jeśli tak jest, ten blog jest między innymi po to, by dzielić się z innymi doświadczeniem Pana Boga. Zapraszam.

Czymś, co na pewno przeszkadza nam w mocnym postanowieniu poprawy jest fakt, że już kiedyś zasmakowaliśmy takiego czy innego grzechu, że przysłowiowy szlak już został przetarty. Jeśli były to momenty jakichś sporadycznych upadków, to problem jest niewielki. Gorzej, jeśli te upadki urosły do rangi nałogu. Wówczas mówienie o mocnym postanowieniu poprawy jest dość trudno. Na pewno trzeba zacząć od tego, co zasadnicze i fundamentalne – od pytania o moje chcenie. Jeśli rzeczywiście chcę się poprawić – jak to mówię w konfesjonale – i jeśli mi na tym zależy, to nawet jeśli grzeszę, Bóg będzie widział moje starania. I to już będzie moje zwycięstwo. Jeśli jednak nie robię nic, by się poprawić, przegrywam.

W realizacji mocnego postanowienia poprawy przeszkadza nam też rozpamiętywanie tego, co było. Czasem ktoś jest po spowiedzi, ale wcale ,,nie czuje” tego, że Bóg mu odpuścił taki czy inny grzech.  Zło potrafi ciągnąć się za człowiekiem wiele lat (i nie chodzi tutaj tylko o grzech aborcji). Szatan, w godzinach próby, podsuwa nam to, co było w naszym życiu złe i grzeszne i za wszelką cenę próbuje nam udowodnić, że nasz konkretny grzech jest tak wstrętny, że Boże Miłosierdzie jest tutaj bezradne. Jeśli w takich sytuacjach skupiać się będziemy na tych szatańskich podszeptach (oczywiście bezpodstawnych i fałszywych), kolejny grzech jest tylko kwestią czasu.

Co może nam pomóc w trwaniu w mocnym postanowieniu poprawy? Może nam pomóc Słowo Boże. Prorok Izajasz mówi: Nie rozpamiętujcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie (Iz 43,18-19). Oto jest odpowiedź na nasze problemy z postanowieniem poprawy. Odciąć się od grzechu, zerwać z nim, jeśli rozgrzeszony w konfesjonale, puścić go w niepamięć i zacząć od nowa. 

Nawet jeśli jest jak szkarłat, zatopiony w Bożym Miłosierdziu staje się biały jak śnieg. To przecież Jezusowe słowa. Czy potrzeba nam jeszcze innego zapewnienia?