Refleksja na dziś

Ewangelia wg św. Mateusza 4,18-22.

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem Jezus i Piotrrybakami.
I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.
A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.

Tajemnicze słowo czyli… nie dajmy się zwariować

IMGP6452Podzielę się z Wami pewnym moim spostrzeżeniem. Nie wiem, czy zgodzicie się ze mną, ale wydaje mi się, że dziś – w świecie mediów i nie tylko – jednym z najczęściej powtarzanych i odmienianych przez wszystkie możliwe przypadki słowem jest magiczne słowo gender.

Magiczne, bo jeszcze kilka miesięcy temu słowo to niewielu osobom cokolwiek mówiło. Teraz – nawet jeśli jeszcze wszyscy nie bardzo je rozumieją – obecne jest niemal wszędzie. Ponoć – o zgrozo! – padło nawet z ust arcybiskupa na pogrzebie Mamy księdza Jerzego. To już nie ma innych tematów? Zastanawiam się czasem, o czym pisałyby niektóre portale internetowe i niektóre gazety, gdyby tego słowa nie było.

Jasne, że tutaj idzie o być albo nie być nie tylko młodego pokolenia, bógale całego naszego narodu. Jasne, że trzeba mocno bronić wartości chrześcijańskich i tego, co zwie się umiłowaniem Ojczyzny. To oczywiste… Ale czy przypadkiem pisanie o tym wszystkim i lamentowanie nie jest dolewaniem oliwy do ognia?

Myślę o tym wszystkim również w kontekście pewnym osób, które pojawiają się na ekranach naszych telewizorów, a które opluwają to, co dla wielu Polaków jest wartością największą. Czy to nie jest tak, że to media same kreują takie osoby? Promują je, zapraszając do takiego czy innego studia, prosząc o wywiad na taki czy inny temat. Przecież gdyby się o tych ludziach nie mówiło, gdyby nie byli medialni, szybko zniknęliby z politycznego podwórka.

telewizorSądzę, że sytuacja z tajemniczym gender mogłaby być analogiczna. Jest to oczywiście wielkie zło i ideologia, na którą nie wolno nam się zgodzić, ale czy przypadkiem nie jest tak, że wielu zaczęło się tym interesować tylko dlatego, że zrobiło się o tym głośno?

Piszę ten tekst bazując tylko i wyłącznie na mojej obserwacji. Nie przeczytałem na ten temat żadnej książki, nie sięgnąłem po żadne badania naukowe. Może dlatego, że uważam, iż problem ten jest sztucznie nadmuchiwany. A z tego cieszą się coraz bardziej tylko ludzie pokroju tej pani, która pokusiła się o to, by w swoim liście wyłuszczyć papieżowi wyssane z palca mądrości.

 

Spotkania, których się nie zapomina…

MAMAKiedy piszę te słowa (23 XI 2013), w Radio Maryja trwa transmisja z Suchowoli, z uroczystej Mszy św. pogrzebowej śp. Marianny Popiełuszko. Postać to wyjątkowa, ale pewnie nie pisałbym dziś o Niej, gdyby nie fakt, że dane mi było kiedyś spotkać Ją osobiście i nawet z Nią rozmawiać.

Było to kilka lat temu, gdy – jeszcze przed święceniami – odbywałem w Łowiczu swoją praktykę duszpasterską. Właśnie wtedy tamtejsza społeczność postanowiła przy naszym pijarskim kościele postawić obelisk upamiętniający życie i męczeńską śmierć ks. Jerzego. Choć do końca nie było wiadomo, czy p. Marianna przyjedzie na uroczystości, wszyscy liczyli na Jej obecność. Przyjechała. Razem ze swoją wnuczką.

W czasie Mszy św. zamyślona, jakby nieobecna. A może właśnie szczególnie obecna… Na pewno zmęczona. Przy bliższym kontakcie – już przy posiłku – bardzo ciepła, uśmiechnięta. Takie wrażenie pozostało we mnie po spotkaniu. Nie przemawiała publicznie. Opowiadała tylko przy stole – sama pewnie nie wiedziała po raz który – o tym, co czuła, gdy dowiedziała się o śmierci syna – kapłana. Kiedy mówiła, że przez te październikowe dni wcale nie wypuszczała z rąk różańca i że wtedy potrafiła odmawiać tylko tajemnice bolesne, patrzyłem na Nią i myślałem sobie, że człowiek, który się modli, przetrzyma w życiu wszystko. Nawet tak tragiczne doświadczenie, jak śmierć męczeńska własnego dziecka.

Grób bł. ks. Jerzego PopiełuszkiNiestety, nie mogę pochwalić się – jak wielu – tym, że widziałem na własne oczy jakiegoś świętego czy błogosławionego. Nigdy na żywo nie spotkałem Jana Pawła II, nie spotkałem się z Matką Teresą z Kalkuty ani nawet z bł. ks. Jerzym. Ale jestem przekonany, że wtedy tam w Łowiczu rozmawiając z p. Marianną, rozmawiałem ze świętą.