Historia z cyklu: Kościół w oczach Kościoła…

 
Od kilku dni mam w Krakowie gości. Wykorzystując piękną pogodę, s
poro chodzimy po mieście, zwiedzamy, oglądamy. Dziś – w sposób całkiem nieplanowany – trafiliśmy do Sukiennic. Spacerując, zatrzymywaliśmy się przy jednym, drugim kramie. Przechodząc obok pewnego stoiska usłyszałem taką oto rozmowę sprzedawczyni ze starszą panią.

– (…) Ja sobie nawet kupiłam ostatnio książkę o nim. Bo to jest prawdziwy autorytet, autobusem jeździł. Nie to co te nasze czarne pasibrzuchy. Samochody im potrzebne…

– Ma pani rację. Tylko pieniądze i pieniądze. Oni powinni żyć w ascezie i umartwieniu. Po co im te samochody? Na pieszo niech chodzą – dorzuciła do pieca starsza pani.

– Ale widzi pani, co to nasze gadanie zmieni? Możemy sobie tylko ponarzekać i na tacę nie dawać, hahaha – skwitowała kramarka i wypłaciwszy rozmówczyni resztę, ładnie się pożegnała.

Stałem obok nich. Na cywila, bez koloratki. I dobrze, bo może widząc księdza, nie byłyby tak odważne. Tak czy inaczej, usłyszałem troszkę na temat ,,pasibrzuchów.”

 

Z życia Kościoła (nie tylko lokalnego)…

 
Od dłuższego czasu śledzę to, co dzieje się wokół parafii w Jasienicy. Ksiądz proboszcz kontra arcybiskup. Słowo przeciw słowu. Coś niezwykłego… Zjawisko, które w Kościele nigdy nie powinno mieć miejsca. Pewnie dlatego nawet nie przypuszczałem, że decyzja ks. Wojciecha o podporządkowaniu się ordynariuszowi wywoła we mnie taką radość. A jednak…

Bo nie jest tajemnicą, że tam, gdzie nie ma posłuszeństwa, tam nie ma Boga. Dobrze rozumiał to o. Pio, który niesłusznie na pewien czas dostał zakaz kontaktowania się z pielgrzymami i spowiadania. Decyzja przełożonych musiała go boleć, musiała trawić go od środka, sprawiając ból. A jednak poddał się woli przełożonych. Jestem głęboko przekonany, że gdyby żył  w naszych czasach, ze swoimi problemami nie biegałby do TVN i Wyborczej i nie opowiadałby, jacy to źli są jego przełożeni. I to jest ewangeliczna postawa. Pokora, cichość, uznanie decyzji – choćby najtrudniejszej.

Ksiądz Wojciech przez ostatnie tygodnie stał się bardzo medialny. Niepotrzebnie, bo na tym całym zamieszaniu bardzo mocno żerowali lewaccy dziennikarze, a tracili prości ludzie, którzy nawet mogli zgorszyć się całym tym konfliktem. Jednak wczorajsza decyzja ks. Wojciecha o podporządkowaniu się biskupowi daje nadzieję. Trzeba wierzyć, że będzie dobrze.

A wypowiedziane ostatni przez księdza Wojciecha słowa do jego własnych byłych już parafian mogą być mottem dla tych, którzy chcą nadal siać zamęt w Kościele:

,,Jeśli cokolwiek chcecie jeszcze powiedzieć na mój temat w tej spawie, to niech to będzie różaniec.” 

Księże Wojciechu, wielki plus i dar pamięci w modlitwie. Z nadzieją, że to wszystko nie jest graniem pod publikę ale rzeczywistym przejawem troski o dobro Kościoła.

W gościnie u ojców karmelitów…


Kaplica w Karmelitańskim Domu Modlitwy w Piotrkowicach k. Kielc. W maju 2012 r, w tym właśnie miejscu przeżywałem ośmiodniowe rekolekcje przed święceniami kapłańskimi. Dziś znów wracam tutaj. Tym razem nie po to, by rekolekcji słuchać, ale po to, by je głosić.
Siebie i przeżywającą swoje święte skupienie Wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym powierzam Waszej modlitwie.

Względy praktyczne czyli ukłon w stronę świata…

Chrześcijanin tańczy, tańczy, tańczy, tańczy – śpiewa z dziećmi na swojej płycie
bp Antoni Długosz. Tylko czy ów chrześcijanin musi tańczyć także w piątki ???

Przyznaję, można bardzo różnie odbierać decyzję polskich biskupów co do ostatniej zmiany jednego z przykazań kościelnych. Zmiana ta – podpisana kilka dni temu w podkrakowskiej Wieliczce – pozwala wiernym na udział w hucznych zabawach organizowanych w piątki. Dobrze to czy źle ? Osobiście mam mieszane uczucia.

Sam pomysł może i nie jest najgorszy, ale za to uzasadnienie wydaje mi się trochę (by nie powiedzieć, że bardzo) chybione. Uzasadnieniem decyzji mają być tak zwane względy praktyczne czyli fakt, że coraz więcej imprez organizuje się właśnie w piątki i ludzie i tak łamią to przykazanie. Oczywiście, że łamią. Pierwsze przykazanie: W niedzielę i święta nakazane uczestniczyć we Mszy świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych – też łamią. I cóż z tego?

 Już na drugi dzień od ogłoszenia decyzji biskupów spotkałem dziewczynę (swoją drogą bardzo zaangażowaną w życie Kościoła), która wyznała, że czeka z utęsknieniem na moment, kiedy biskupi zajmą się przykazaniem ,,nie cudzołóż”, bo to – ze względów praktycznych – też trzeba już zmienić. ,,Wtedy – jak zauważyła – do kościoła przychodziłoby o wiele więcej młodych ludzi. Warto o nich zawalczyć” – skwitowała.

Słysząc to, szybko rozwiałem jej złudne nadzieje, bo przecież jest zasadnicza różnica między przykazaniami kościelnymi a przykazaniami Bożymi. W te pierwsze człowiek może ingerować, te drugie są nietykalne.  

Osobiście uważam jednak (i nikt nie musi się ze mną zgadzać), że zmiana wspomnianego przykazania jest niepotrzebnym kompromisem i ukłonem w stronę coraz bardziej zlaicyzowanego świata. Świata, który coraz bardziej wdziera się w nasze życie i próbuje porządkować je po swojemu. Kogo jak kogo, ale chrześcijanina chyba powinno być stać na odrobinę wyrzeczenia i ofiary. Szczególnie w piątek i szczególnie z miłości do Jezusa…


V Ogólnopolska Pielgrzymka Liturgicznej Służby Ołtarza

 
Ciągle jeszcze odsypiam ostatni mój wyjazd. W miniony piątek wyjechałem razem z grupą naszych ministrantów do Gniezna. W sobotę uczestniczyliśmy tam w V Ogólnopolskiej Pielgrzymce Liturgicznej Służby Ołtarza.

Z Krakowa wyjechaliśmy w piątek w samo południe. Po ośmiu godzinach jazdy dojechaliśmy do miejsca naszego noclegu – do parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Czerniejewie (15 km przed Gnieznem). Przywitał nas tam i bardzo życzliwie przyjął proboszcz parafii ks. Adam Kapka oraz przedstawiciele Gminy i Straży Pożarnej. Pijarzy są w Czerniejewie dobrze znani, ponieważ właśnie tam w roku 1735 urodził się ks. Onufry Kopczyński – pijar, poeta, łacinnik, prekursor badań nad gramatyką języka polskiego i autor pierwszego podręcznika gramatyki języka polskiego. Przez kościołem w samym centrum miasteczka znajduje się plac jego imienia a ks. Onufry patronuje również tamtejszej szkole.

W sobotę rano pożegnaliśmy się z Czerniejewem i wyposażeni przez proboszcza w Krówki z tamtejszej fabryki cukierków, udaliśmy się do Gniezna. Po rejestracji grup i zawiązaniu wspólnoty, na gnieźnieńskich Błoniach przy katedrze sprawowana była uroczysta Msza św. Przewodniczył jej w  imieniu ks. Prymasa biskup pomocniczy Archidiecezji Krzysztof Jakub Wętkowski w asyście biskupa seniora Bogdana Wojtusia i bp Adama Bałabucha, odpowiedzialnego z ramienia KEP za Duszpasterstwo Liturgicznej Służby Ołtarza.

Po Eucharystii i obiedzie w ogrodach seminaryjnych każda z grup, pielgrzymując po kolei do siedmiu znajdujących się w centrum miasta kościołów, rozpoczęła ,,Drogę Wiary.” W każdej ze świątyń rozważaliśmy jeden z sakramentów św. W katedrze na przykład pochylaliśmy się nad ważność sakramentu chrztu św. Na jego pamiątkę zostaliśmy pokropieni wodą z jeziora lednickiego. Po ,,Drodze Wiary,” od kościoła św. Michała rozpoczął się uroczysty procesyjny korowód, który z relikwiami św. Wojciecha przeszedł przez centrum miasta aż na Błonia przy katedrze. Tam na zakończenie wszyscy odśpiewaliśmy Nieszpory o św. Wojciechu, po których rozpoczął się koncert Siewców Lednicy.

Do Krakowa wróciliśmy dokładnie o północy. Dlaczego Wam o tym wszystkim piszę? Pewnie dlatego, że chcę się podzielić moją osobistą radością z faktu, że praca z taką grupą jaki ministranci czy lektorzy – choć trudna i wymagająca – daje piękne owoce. Cieszyłem się stojąc w Gnieźnie przy ołtarzu i patrząc z wysoka na Błonia wypełnione ubranymi w alby i komże ministrantami. Ktoś powie – jedna wielka biała plama. A ja dodam od siebie: Nie plama, lecz owoc konsekwentnej i niełatwej pracy bardzo wielu kapłanów.

W takich chwilach, jak ta pielgrzymka widać, że nasza codzienna, tak mało zauważalna przez innych praca, nie idzie na marne. A kiedy Wy przy ołtarzu zobaczycie jakiegoś ministranta, który zamiast patrzeć na ołtarz, gapi się po kościele i obgryza paznokcie, westchnijcie za niego w Górę. Niech to będzie Wasz, taki mały niepozorny, ale zawsze, wkład w formowanie tych chłopaków. Warto, naprawdę warto…