Oto są baranki młode…


Jest prawie 22.00. Właśnie przed chwilą wróciłem z kościoła, gdzie młodzi pijarzy właśnie skończyli próbę generalną przed święceniami. Już jutro w naszym kościele ks. biskup Antoni Długosz z Częstochowy włoży swoje ręce na pięć pijarskich głów.

Dzięki jego posłudze Waldek Klajst, Przemek Belcyr i Dawid Borkowski staną się kapłanami, a klerycy Andrzej Lisiak i Radek Boboń będą od tej pory mogli przed nazwiskiem pisać skrót dk.

Westchnijcie w intencji tych szczęściarzy. Niech wierni będą Temu, który ich powołał.

Puste ręce przynoszę przed Twój w niebie tron…


Pierwszy raz przeżywam Wielki Czwartek jako kapłan. Rok temu o tej porze byłem jeszcze diakonem. Od 26 maja już nim nie jestem. Nie jestem też w stanie zliczyć wszystkich Eucharystii, które od tamtej pory sprawowałem. Nie zliczę też tych, których rozgrzeszyłem. Jest ich naprawdę bardzo wielu.

Ostatnio zamieściłem na tym blogu jedną z kartek z mojego kalendarza. Ktoś, czytając ją, powie: Sporo tego. Ja zresztą też tak mówię, szczególnie wtedy, gdy po takim dniu wracam do pokoju. Ale właśnie dziś najnormalniej w świecie uświadomiłem sobie, że … jestem potrzebny. Przede wszystkim tym, dla których mocą Ducha Świętego konsekruję na ołtarzu chleb i wino. I tym, którzy przychodzą, by w spowiedzi oczyścić swoje serca, umocnić się, podnieść. I tym, którzy czasem na chybił trafił naciskają na domofonie moje nazwisko, by się pożalić, wypłakać, wygadać. Im wszystkim jestem potrzebny.

I choć nie ma ludzi niezastąpionych i choć przy ołtarzu i w konfesjonale może mnie zastąpić każdy inny kapłan, to jednak naprawdę czuję się potrzebny. Potrzebny i szczęśliwy. Mimo moich małych i większych zdrad. Mimo tego, że tak często dezerteruje z tej drogi za Jezusem. Czuję się potrzebny i szczęśliwy.

Dziś dostałem bardzo wiele smsów i telefonów. W skrzynce kilka pięknym maili z życzeniami wierności Chrystusowi. To dowody pamięci wielu z Was. Ale moja wierność to także owoc Waszej modlitwy. Dziś, w ten Wielki Czwartek przeżywany w Roku Wiary, znów proszę Was o modlitwę. Ona naprawdę czyni cuda. Nadal wypraszajcie mi u Pana wierność mojemu kapłaństwu.

Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę…


Czym jest dla mnie chrzest? Co to w ogóle znaczy być ochrzczonym? Do czego zobowiązuje mnie miano dziecka Bożego? Dlaczego mimo łaski chrztu doświadczam pokus i grzechów? Na te i na wiele innych pytań próbowali znaleźć odpowiedź uczestnicy Wiosennych Dni Skupienia, jakie odbywały się w miniony weekend w Krakowie.

Mimo wielu różnych obowiązków zgodziłem się te rekolekcje poprowadzić. I jak zawsze w czasie takich spotkań, i tym razem był to czas rekolekcyjnego skupienia również dla mnie. Można powiedzieć nawet, że dla mnie były to podwójne rekolekcje, bo przecież najpierw trzeba było te wszystkie mądre treści przygotować (przemyśleć, przemodlić, przetrawić), a potem trzeba było je przekazać. Stąd podwójne spotkanie z tym tematem.

Czas świetny i święty równocześnie. Dzielenie się wiarą, wspólne pochylanie się nad Słowem Bożym, towarzyszenie innym w odnajdywaniu Bożej woli. Dla takich chwil warto czasem nie przespać nocy przygotowując konferencję. Że o długich wieczornych rozmowach i spowiedziach nie wspomnę.

Bogu dzięki za ten czas. Na pewno potrzebny – szczególnie teraz, kiedy tyle różnych prac, zadań, obowiązków do wykonania. I Bogu dzięki za każdego uczestnika tych rekolekcji. Oby każdy z nich był wierny…

Maryja naszą Przewodniczką na drogach wiary

Jeśli chcemy obrać Boga jako Ideał naszego życia, jeśli pragniemy postawić Go na pierwszym miejscu, to również pierwsze miejsce w naszym sercu musi zajmować Jego Słowo. Ono powinno być ponad wszystkim innym. Wobec Niego każda inna rzecz powinna stać się dla nas w pewnym sensie obojętna. Nic innego nie powinno mieć w naszym życiu większego znaczenia. Istotne jest, żeby żyć Słowem – tak pisała przed laty Chiara Lubicz, założycielka Ruchu Focolari.

Słowa te odnoszą się do każdego, kto chce uczynić Jezusa Panem swojego życia. Ale w sposób szczególny słowa te skierowane są do tych, którzy w swoim sercu odczytują głos Bożego powołania. Nie da się dobrze odczytać woli Bożej bez wcześniejszego wsłuchania się w Słowo. Nie można rozeznać życiowej drogi bez konfrontacji z Ewangelią Jezusa Chrystusa. Jego Słowo rozprasza ciemności i jest lampą dla naszych stóp.

Ten tekst jest tylko jednym z wielu, jakie pojawiać się będą w tej kategorii. Bardzo bym chciał, aby Osoby, o których tutaj będę pisał stały dla rozeznających swoje powołanie nie tylko drogowskazami, ale przede wszystkim przewodnikami.

W naszym poszukiwaniu woli Bożej towarzyszy nam dziś Maryja. To od Niej możemy nauczyć się najwięcej. To ona wypowiedziała te najpiękniejsze słowa, jakie człowiek może powiedzieć Bogu: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego słowa. Tutaj zaczęły się tajemnice radości. Łatwo jest zgodzić się na Bożą wolę, kiedy jest ona radosna, przepełniona pokojem. Ale w przypadku Maryi na radości się nie skończy. Będą i tajemnice bolesne. I wtedy Maryja nie wycofa danego Bogu fiat. Na zawsze pozostanie wierna i odda się do Jego dyspozycji.

Może i Ty czujesz się powołany do wielkich tajemnic. Może – jak Maryja – przeżyłeś kiedyś swoje zwiastowanie i w radosnym uniesieniu oddałeś się do dyspozycji Bogu. A teraz szukasz, pragniesz potwierdzenia, przypieczętowania danej kiedyś odpowiedzi na Jego zaproszenie. Szukasz, ale przecież odpowiedź na Twoje wątpliwość masz w zasięgu ręki. Odpowiedź znajdziesz na kartach Ewangelii, kontemplując pełną pokory i zawierzenia postawę Maryi. Ona jest najlepszą Przewodniczką na drogach wiary i na ścieżkach powołania. Ona nie tylko mówi: Uczyńcie, cokolwiek wam powie, ale nade wszystko sama wypełnia Bożą wolę. Niech więc Ta, Która pod krzyżem została nam dana za Matkę, pomaga wszystkim wezwanym po imieniu w odważnym odpowiadaniu na głos powołania.