Tajemnice Wielkiej Soboty…


Wielka Sobota – czas ciszy, skupienia, modlitwy. Czas zatrzymania się w kołowrotku codzienności. W tych szczególnych chwilach gromadzimy się przy złożonym w Grobie Panu. W niektórych parafiach trwają całonocne czuwania.

 


Liturgia Wielkiej Soboty bogata jest w symbole:
Światło – Jezus jest Światłością świata,
Słowo – bogatsza niż zwykle Liturgia Słowa,
Woda – na pamiątkę chrztu wierni są nią pokropieni w trakcie Liturgii.

Symbole.
Te dłonie też są symbolem.
Podobnie jak Grób i Ciemnica.
Puste…
To tylko symbole…

I tylko w monstrancji NIE MA SYMBOLU.
Tam jest Jezus… Obecny – ŻYWY i PRAWDZIWY.

***

Niech udział w Liturgii Wielkiej Soboty nie będzie dla nikogo
tylko wypełnieniem tradycji (jak wielkosobotnia święconka)
i zatrzymaniem się na wielkanocnych symbolach,
ale niech stanie się rzeczywistym spotkaniem
ze Zmartwychwstałym Panem.

Prawdziwa wiara to nie nauka. To doświadczenie…


Dziś w naszych kościołach – już po raz ostatni w tym roku – znów rozważać będziemy Drogę Krzyżową. Dobrze znamy poszczególne stacje. I nawet jeśli mylą nam się ich nazwy, to przecież wiemy, że Jezus spotykał na niej różnych ludzi. Tak wyglądała Droga Krzyżowa kiedyś. A jak wygląda dziś?

Wiadomo, że żadnego człowieka nie trzeba specjalnie na Drogę Krzyżową zapraszać. Każdy człowiek już na tej Drodze Krzyżowej jest. Każdy przecież już niesie swój krzyż… Krzyż codzienności. Nie ma człowieka, który byłby w swoim życiu wolny od doświadczenia Krzyżowej Drogi. Każdy z nas po niej idzie…

Spróbuj przyjrzeć się swojej Drodze Krzyżowej. Jaka ona jest?

Może masz to wielkie szczęście, że na tej swojej życiowej drodze spotykasz samych Cyrenejczyków i same Weroniki. Ludzi, którzy zawsze przyjdą Ci z pomocą, wesprą dobrym słowem, wysłuchają, gdy trudno, otrą łzy z oczu, poklepią po ramieniu. Może masz od Boga taką właśnie wielką łaskę.

A może przeciwnie. Może nie masz tyle szczęścia. Może na tej swojej życiowej drodze spotykasz przede wszystkim tych, którzy nie tylko nie pomagają, ale nawet w tej wędrówce przeszkadzają; popychają, opluwają, krzyżują.

Tak czy inaczej, z okazji Świąt życzę Ci, abyś:
jak Weronika miał wyryte Jezusowe oblicze, lecz nie na chuście a w sercu,
jak Szymon potrafił nieść krzyże innych, lecz nie z przymusu, a z miłości,
jak płaczące niewiasty, umiał dostrzec błędy i grzechy, ale nie cudze lecz swoje.
A nade wszystko życzę Ci, byś był jak św. Jan. Byś wytrwał przy Mistrzu do końca.

Bo prawdziwa wiara to nie nauka. To doświadczenie…

Nawet najmądrzejsi winni liczyć się ze słowami…


Klasztorna rozmównica, a jeszcze bardziej konfesjonał, to są takie dwa niezwykłe miejsce. Miejsca spotkań, w których ksiądz musi znać się na wszystkim; na problemach rodzinnych, zdrowotnych, finansowych, społecznych. No a w pierwszej kolejności – na duchowych. Rozmównica i konfesjonał są dla wielu miejscem, gdzie mogą się po prostu wygadać.

Zauważyłem całkiem niedawno, że ja też lubię gadać. O słuchaczy nie trudno, wystarczy wejść na ambonę. 🙂 Tyle, że przecież nie wystarczy mówić. Trzeba jeszcze mówić mądrze, a z tym bywa różnie. 

Nikt chyba nie zliczył słów, które każdego dnia docierają do naszych uszu. I dobrze, bo pewnie trzeba by się wtedy tą wielością przerazić. Tymczasem Biblia mówi bardzo jasno o tym, że z każdego bezużytecznego słowa będziemy osądzeni.  Ile takich słów było już w moim życiu? 

Kazań nie liczę, bo przecież założenie jest takie, że coś zawsze do kogoś trafi. Więc trudno tu mówić o słowie bezużytecznym. Ale ile takich słów jest w codzienności? Poza amboną i konfesjonałem…

Wielki Post to czas wyjścia na pustynię. Czas zadumania się nad swoim życiem i może także nad swoim… słowem. Post przecież nie musi od razu łączyć się z niejedzeniem. Równie dobrze, a czasem nawet z większym pożytkiem, można zrobić sobie post od… gadania.

Ot, taka nieśmiała zachęta dla tych, którzy jeszcze nie zrobili sobie wielkopostnych postanowień.

Jestem głęboko niewierzący…


Jestem głęboko niewierzący – powiedział dziś w wywiadzie pewien krakowski (na szczęście mało znany) etyk. Głęboko niewierzący i głęboko nieszczęśliwy – zripostowała moja znajoma.

Coś w tym jest… Nie mam żalu do tego pana. W końcu to jego życie i jego (nie)wiara. Może tylko ta reklama niepotrzebna. Reklama niewiary, ignorancji, głupoty. Sam nie wiem…  Nie jest przecież tajemnicą, że każdy w coś wierzy. Nawet, gdy deklaruje, że jest inaczej. Człowiek jest za mały i za głupi, by pojąć to, co nas otacza i dlatego musi w coś wierzyć, by móc chociaż próbować wytłumaczyć sobie różne rzeczy. (np. pytanie o powstanie świata).

Kilka lat temu oglądałem w telewizji wywiad z pewnym bardzo bogatym panem, biznesmenem. Było to dawno, ale pamiętam to doskonale, bo wtedy też chyba zobaczyłem szczyt ludzkiej głupoty. Na pytanie o wiarę w życie wieczne (biznesmen był ponoć agnostykiem), ów człowiek popatrzył na dziennikarkę i powiedział, że wybudował sobie grobowiec i w tym grobowcu kazał zamontować zamki otwierane od wewnątrz. Po co? – zapytała zdziwiona pani redaktor. Kiedy będę chciał, to będę sobie wychodził – odpowiedział

Pomyślałem, że to jakiś głupi żart. Jakiś suchar. Biznesmen jednak bardzo szybko sprowadził mnie na ziemię, zwracając uwagę prowadzącej program, że on mówi bardzo serio i że w to wierzy. Mówił to rzeczywiście bez cienia ironii.

Ów biznesmen kilka dni temu umarł. Długo chorował, więc trzeba mieć nadzieję, że odszedł pojednany z Bogiem. Tak czy inaczej jedno jest pewne – klamki i zamki  od środka nie będą mu potrzebne. Ani jemu ani nikomu innemu. Wieczność to przecież nie Kraina Narnii, a pan biznesmen nie Aslan.

Monitor – okno na świat


Chodząc po kolędzie spotkałem wiele ciekawych osób. To prawda, każda ze spotkanych osób jest ciekawa, oryginalna, itp. Ale niektóre osoby są ciekawe przez to, czym się zajmują.

I tak, spotkałem zawodowego nurka, który próbował mnie zarazić pasją schodzenia pod wodę. Nie dałem się, nurkiem nie będę. Spotkałem panią, która zna esperanto (przynajmniej tak twierdzi). Spotkałem też Rafała, chłopaka z mojego rocznika, który na co dzień pracuje w pewnym, dobrze wszystkim znanym portalu internetowym. A że i ja dobrze znam ten portal (mam na nim nawet swoją pocztę), to postanowiłem zasięgnąć języka co do tego, jak ta praca wygląda od środka.

Ściąganie informacji z innych źródeł, czytanie ich, edycja tekstu, dopisywanie czegoś od siebie i… tekst gotowy. Wszystko oficjalnie musi być potwierdzone, ale czasem się zdarza, że ktoś napisze za dużo i jest wpadka. Rafał i jego koledzy mają co robić.

Dziesiątki, jeśli nie setki informacji dziennie, pojawiają się na głównych stronach wszystkich portali informacyjnych. Niektóre są ważne i nie powinno się ich ignorować. Inne bardzo prymitywne, by nie powiedzieć głupie. Jesteśmy wciąż zalewani różnymi informacjami. Tylko czy przysłowiowy Kowalski rzeczywiście musi wiedzieć o tym, że jakaś celebrytka walczy z cellulitem, albo że żona jakiegoś aktora ,,wychodzi z cienia”?

To prawda, zawsze można wyłączyć komputer. Odciąć się od tego, czym zalewa nas świat. Ale to nie jest takie proste. Internet wciąga… A nawet, jeśli komuś uda się powiedzieć internetowi STOP, to i tak pytanie o sensowność niektórych informacji  pozostanie. Warto chyba zapamiętać słowa jednego z moich Współbraci: To nie ty bawisz się internetem, to internet bawi się tobą.