Góra z górą się nie zejdzie…


Ufff, prawie sześć godzin siedzenia i słuchania. Za mną dłuższy niż myślałem kurs BHP dla nauczycieli. I na dodatek zakończony egzaminem.

Zmęczony, ale mądrzejszy wróciłem właśnie z drugiego końca Krakowa do siebie.
I żeby było ciekawiej – kurs prowadził nasz parafianin. Człowiek, który mieszka dwie ulice dalej.
Trzeba było jechać aż na drugi koniec miasta, żeby się spotkać… Ciekawie Pan Bóg to wszystko wyreżyserował.

A jutro… Jutro znów troszkę sobie posiedzę. Czeka mnie udział w dwóch Radach Pedagogicznych w szkołach, w których uczę…

Kogo spotkam tym razem? Aż boję się pomyśleć…

Krzyż jest tajemnicą miłości, a gdzie jest miłość – tam nieustanne ,,Alleluja”.


Dziś kilka rwanych myśli o mocnym postanowieniu poprawy. Dobrze wiemy, że jest to trzeci warunek dobrej spowiedzi św.
Jeśli ten warunek nie jest wypełniony, to i spowiedź dobra do końca nie jest. Ta zależność jest – wydaje mi się – dość zrozumiała. A zatem…

Co to znaczy ,,mocne postanowienie poprawy.” Dzieci przygotowując się do Pierwszej Komunii św. uczą się, że mocne postanowienie poprawy jest wtedy, gdy człowiek z miłości do Pana Boga postanawia nie popełniać więcej grzechów. Ot, to takie powiedzenia sobie: Od jutra będę grzeczna.
Owo postanowienie – nawet, jeśli nie jest bardzo mocne – jest bardzo istotne.

Poprawić się…  Chyba nikt z nas, którzy przystępujemy do konfesjonału, nie lubi mówić o swoich grzechach. To sprawa bardzo osobista i delikatna. Nikt z nas opowiadania o grzechach nie traktuje jak przyjemności, spowiedź jest raczej rzeczywistością mało przyjemną i stresującą (choć wcale nie musi tak być).

Pomyślmy zatem chwilę o tym, co może nam przeszkadzać w mocnym postanowieniu poprawy. Zanim zaczniesz czytać dalej ten tekst, pomyśl o tym, co Tobie przeszkadza w mocnym postanowieniu poprawy. A może nie masz z tym problemów i chcesz podzielić się swoją radością z innymi? Jeśli tak jest, ten blog jest między innymi po to, by dzielić się z innymi doświadczeniem Pana Boga. Zapraszam.

Czymś, co na pewno przeszkadza nam w mocnym postanowieniu poprawy jest fakt, że już kiedyś zasmakowaliśmy takiego czy innego grzechu, że przysłowiowy szlak już został przetarty. Jeśli były to momenty jakichś sporadycznych upadków, to problem jest niewielki. Gorzej, jeśli te upadki urosły do rangi nałogu. Wówczas mówienie o mocnym postanowieniu poprawy jest dość trudno. Na pewno trzeba zacząć od tego, co zasadnicze i fundamentalne – od pytania o moje chcenie. Jeśli rzeczywiście chcę się poprawić – jak to mówię w konfesjonale – i jeśli mi na tym zależy, to nawet jeśli grzeszę, Bóg będzie widział moje starania. I to już będzie moje zwycięstwo. Jeśli jednak nie robię nic, by się poprawić, przegrywam.

W realizacji mocnego postanowienia poprawy przeszkadza nam też rozpamiętywanie tego, co było. Czasem ktoś jest po spowiedzi, ale wcale ,,nie czuje” tego, że Bóg mu odpuścił taki czy inny grzech.  Zło potrafi ciągnąć się za człowiekiem wiele lat (i nie chodzi tutaj tylko o grzech aborcji). Szatan, w godzinach próby, podsuwa nam to, co było w naszym życiu złe i grzeszne i za wszelką cenę próbuje nam udowodnić, że nasz konkretny grzech jest tak wstrętny, że Boże Miłosierdzie jest tutaj bezradne. Jeśli w takich sytuacjach skupiać się będziemy na tych szatańskich podszeptach (oczywiście bezpodstawnych i fałszywych), kolejny grzech jest tylko kwestią czasu.

Co może nam pomóc w trwaniu w mocnym postanowieniu poprawy? Może nam pomóc Słowo Boże. Prorok Izajasz mówi: Nie rozpamiętujcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie (Iz 43,18-19). Oto jest odpowiedź na nasze problemy z postanowieniem poprawy. Odciąć się od grzechu, zerwać z nim, jeśli rozgrzeszony w konfesjonale, puścić go w niepamięć i zacząć od nowa. 

Nawet jeśli jest jak szkarłat, zatopiony w Bożym Miłosierdziu staje się biały jak śnieg. To przecież Jezusowe słowa. Czy potrzeba nam jeszcze innego zapewnienia?

Milczenie owiec? Chyba nie tym razem…


Od środy dość uważnie słucham tego, co papież Franciszek mówi. Trochę po to, by lepiej go poznać. A trochę też po to, by zobaczyć, na ile papież będzie kontynuatorem różnych inicjatyw swoich poprzedników, a na ile będzie chciał coś zmieniać.

Przyznać trzeba, że papież mówi niezwykle mądre rzeczy. To, na co zwróciłem uwagę, to fakt, że już kilkakrotnie w jego przemówieniach pojawiło się słowo: diabeł.

Osobiście czasem mam wrażenie, że o szatanie mówi się w Kościele za mało. Dobrze, że Franciszek nie boi się tego, by ukazywać światu szatana jako bardzo realne zagrożenie.

Diabeł działa. Tutaj nie mam najmniejszej wątpliwości. Widać to zresztą gołym okiem. Dwa dni po wyborze nowego papieża, demon chce zohydzić światu ten wybór. Chce podważyć autorytet nowego papieża w naszych oczach, byśmy poczuli się oszukani, opuszczeni i pozostawieni sami sobie.

Opluć można każdego. Wyciągnąć coś, co nie koniecznie było kiedyś faktem. Każdego można oczernić, przedstawić jako kogoś, kto szkodzi Kościołowi. Tak wielu oczerniało Benedykta (książka Atak na Ratzingera dobrze to pokazuje – polecam!). Kilka dni temu jacyś ,,uczeni” opluwali w mediach Matkę Teresę z Kalkuty. Po prawie 16 latach od jej śmierci jacyś ,,naukowcy” (tytuł profesora w tej kwestii o niczym nie przesądza, więc piszę to w cudzysłowie) wykryli ponoć, że Zgromadzenie Matki Teresy miało wiele tajemniczych kont w bankach, a ona sama – owszem – nie szczędziła biednym modlitwy, ale z pieniędzmi  było już zupełnie inaczej. Tych ponoć żałowała nawet na najpotrzebniejsze rzeczy.

Gdybym kilka lat temu nie zafascynował się osobą Matki Teresy, gdybym nie przeczytał kilku książek o jej posłudze, gdybym nie natrafił na świadectwa osób, które ją znały, zapewne choć trochę uwierzyłbym w te dyrdymały. Pisząc te słowa, oczywiście, wcale nie wykluczam, że jakieś konta były. Podejmowano przecież wielkie inwestycje i nawet nieroztropne byłoby to, gdyby Zgromadzenie nie troszczyło się o jakieś zabezpieczenie finansowe. Tak czy inaczej stawianie teraz w złym świetle kogoś, kto całe życie poświęcił potrzebującym, jest przejawem jakiegoś głębokiego prymitywizmu i chęcią szukania sensacji, a co za tym idzie, chęcią szkodzenia.

Dziś dzieje się dokładnie to samo. Tyle tylko, że na celowniku nie jest już Matka Teresa, ale Ojciec Franciszek. Im większy atak i im bardziej wymyślne próby zohydzenia osoby nowego papieża, tym bardziej widać, jak Ewangelia dzieje się na naszych oczach. Papież Franciszek posłany jak owca między wilki. Owca, która jednak milczeć na pewno nie będzie…

Pokora nie jest słabością, ale wielką potęgą człowieka. A to dlatego, że miłość jest potęgą. – Jan Twardowski


Bardzo się cieszę… 
Zresztą, chyba wszyscy (no może poza prezydent Argentyny) cieszą się z decyzji Kolegium Kardynalskiego. Duch  Święty wskazał na niezwykłego człowieka.

Na wszystkie możliwe sposoby media podkreślają fakt, że nowy papież nie mieszkał w pałacu biskupim i nie miał do dyspozycji limuzyny z szoferem. Wydaje nam się to bardzo niezwykłe. Jak to – kardynał, prymas…  bez szofera i kucharki?
Z patelnią w kuchni i w autobusie?
To tak można?

Okazuje się, że można. Ba, można, a nawet trzeba. I chyba właśnie przez to, że prymas nie bał się ludzi i wychodził do najbiedniejszych, podbija dziś serca wszystkich. A on przecież tak naprawdę nie robił nic niezwykłego. On po prostu swoim życiem głosił Ewangelię. Ewangelię, która opowiada o Jezusie ubogim, który głowy nie miał gdzie skłonić.  

Świadectwo Franciszka osobiście bardzo mnie cieszy i napawa nadzieją. Nadzieją na to, że za papieżem pójdą także inni. Nadzieją na to, że w Kościele na dobre zagości prostota i pokora (niestety, chyba troszeczkę gdzieś nam się one po drodze zagubiły).  I choć trudno domagać się teraz, by wszyscy hierarchowie przesiedli się z limuzyn do tramwajów, to jednak warto wziąć Franciszka za przykład.

Mam tu na myśli bardziej duchową przesiadkę; zmianę mentalności, próbę uważniejszego dostrzegania tych, którym się w życiu nie udało, a z którymi utożsamia się sam Chrystus.

Tak bardzo potrzeba nam w Kościele prostoty i normalności. I chyba – zgodnie z sentencją, że słowa uczą a przykłady pociągają –  tylko wtedy będziemy naprawdę autentyczni, gdy będziemy normalni, prości… czyli ewangeliczni.

Papież z końca świata, ale nasz…


No i znów wszelkie przepowiednie spaliły na panewce. Po Benedykcie miał być czarny… Nie, nie czarny dym, ale czarny papież. A jednak… Hm, Duch Święty działa. Więcej, działa, prowadzi i przewodzi Kościołowi już od tylu wieków.
Wciąż niezawodnie.

Nie znałem tego kardynała. Nawet nie wiedziałem, jak wypowiedzieć Jego nazwisko. Ale w momencie, gdy stanął na balkonie i poprosił wiernych o modlitwę za siebie i gdy skłonił głowę, trwając w modlitewnej ciszy, bardzo Go polubiłem. To było coś na wzór modlitwy wstawienniczej, tak bardzo bliskiej Odnowie w Duchu Świętym. Papież – charyzmatyk…

Prostota, ciepło, uśmiech – kardynał, który jeździł autobusami, by być bliżej ludzi. Który mieszkał w bloku z innymi, choć był prymasem. Czy nie kogoś takiego potrzebuje dziś Kościół?

Bogu dzięki…

Prawdziwa miłość pochodzi od Boga…


Czy miłość może być zła? Czy bycie szczęśliwym wbrew przykazaniu przy nie czynieniu krzywdy bliźniemu może być złe?

Takie pytanie ktoś zapisał w komentarzu do wcześniejszego wpisu. Z takimi pytaniami spotykam się bardzo często. Szczególnie w kontekście różnych spotkań i rozmów z ludźmi, którzy bez ślubu mieszkają razem.

Wielu wyciąga wówczas właśnie taki argument: ,,Proszę Ojca, przecież my się kochamy, przecież my nikogo nie krzywdzimy.”

Czy oby na pewno?

Trudno po ludzku będzie przyjąć komuś odpowiedź na powyższe pytania. Odpowiedź, która w takiej sytuacji jest jedna – nasza ludzka miłość musi zawsze współgrać z miłością Boga. Jeśli nasza ludzka miłość nie jest zgodna z przykazaniem, to trudno mówić, że nie ma problemu. Tak głośne ostatnio starania środowisk homoseksualnych o legalizację związków tej samej płci, też wielu ludzi nazwie walką o miłość i zabieganiem o prawo do kochania. Ale dobrze wiemy, że jest to coś sprzecznego nie tylko z przykazaniami, ale nade wszystko z prawem naturalnym. Podobnie w relacji chłopak – dziewczyna. Jeśli nie są w świetle nauki Kościoła małżeństwem, a mieszkają ze sobą nie zachowując czystości, to taka miłość zamiast prowadzić ludzi do Boga, staje się bliską okazją do grzechu.
I niestety, w konsekwencji często do grzechu prowadzi…
,,Miłość” prowadzi do grzechu. A skoro tak, trzeba by się zapytać, czy jest to rzeczywiście miłość.

Szczerze w to wątpię. Bo przecież chłopak, który naprawdę kocha dziewczynę nigdy nie będzie narażał jej na utratę łaski Bożej. Nigdy miłość ludzka (choćbyśmy argumentowali ją w najpiękniejsze nawet sposoby), nie może oddalać człowieka od Boga. Jeśli oddziela i sprawia, że człowiek zrywa kontakt z Bogiem, to na pewno nie ma to nic wspólnego z prawdziwą, Bożą miłością.

Nawała pokus równie jako morska burza dzielnych pływaków wznosi, a słabych zanurza.


W ostatnim wpisie pisałem o tym, że szatan na różne sposoby próbuje nam sprzedać coś, co jest nam zupełnie niepotrzebne, a nawet dla nas szkodliwe. My jednak bardzo często mądrzy jesteśmy dopiero po szkodzie i zanim przyjdzie refleksja i wyrzut sumienia, sięgamy po to, co on nam proponuje.

Biorąc coś od złego, zawsze musimy SPŁACIĆ DŁUG wdzięczności. I nie jest ważne to, że żałujemy wcześniejszego wyboru, że wycofujemy się z tej grzesznej transakcji. Tak czy inaczej dług spłacić trzeba. Dług ten przybiera bardzo różną formę. Czasem jest to po prostu świadomość swojej małości, grzeszności, głupoty. Czasem bezsens i beznadzieja. Czasem zwykła deprecha. Czasem jest to wręcz bunt i chowanie się przed Bogiem (człowiek się wstydzi i uświadamiając sobie swoje ciągłe upadki nie spieszy się z powrotem do Boga). Różne są skutki zadawania się z szatanem.

Nigdy nie przepadałem za T.Love. Ostatnio jednak odkryłem świetną (moim zdaniem) piosenkę. Muniek Staszczyk na jednej ze swoich płyt zamieścił ,,Lucy Phere.” Tekst – dialog szatana z człowiekiem – mówi o tym, w jak przewrotny sposób zły próbuje kusić człowieka, obiecując mu wiele i zwodząc go. Jednak słowa puenty mówią wszystko: ,,Teraz, chłopcze, czas spłacić swój dług. Teraz należysz do mnie, ja cię srodze upodlę. Możesz mówić, że Bóg to twój Wódz. Będziesz taplał się w błocie, kiedy trzeba – pomogę. Ale potem upodlę Cię znów.”

https://www.youtube.com/watch?v=GcSrcN-xP5Y

Szatan nigdy nie daje niczego za darmo. Zawsze domaga się spłacenia długu. Warto o tym pamiętać, gdy znów najdzie nas ochota, by wyciągnąć rękę po kolejny szatański prezent.