Quo vadis, Polsko?

Niemal każdego dnia – odwiedzając po kolędzie domy naszych parafian – spotykam ludzi, którzy bardzo otwarcie krytykują to, co dzieje się dziś w Polsce i którzy popierają działania osób takich, jak Brunon K. Przeciętny Kowalski (Recki zresztą też) zrozumieć nie może, dlaczego w kraju, gdzie pada wszystko, co jeszcze paść może, prezydium Sejmu bierze sobie po 40 tysięcy na głowę tylko za to, że – jak powiedziała  marszałek – ,,sejm to jest przede wszystkim miejsce, w którym tworzy się prawo, ale jest to również zakład pracy, a kierownik zakładu pracy, ma prawo, a wręcz obowiązek oceniać pracę swoich pracowników, doceniać tych, którzy pracują dobrze i karać tych, którzy pracują gorzej”.

Kierownik… zakład pracy… Trele morele… Ktoś tu chyba zapomniał, że Sejm nie jest prywatnym folwarkiem, a bezrobotni, emeryci, renciści i wszyscy inni mają dokładnie takie same żołądki, jak ,,pani kierownik” z Wiejskiej.

Jesteś jedynakiem Pana Boga…

Tajemnica zbawienia leży w procesie nawracania się. Upadamy i upadać będziemy. Problem polega tylko na tym, co z tym upadkiem zrobimy. Bo sam fakt nawrócenia to nie tylko wyeliminowanie grzechu. Człowiek ma to do siebie, że właśnie w taki sposób rozumie ten fakt. Nawrócenie to nie tylko fizyczne odwrócenie się od grzechu, ale przede wszystkim skierowanie wzroku na samego Boga i droga, którą będziemy musieli przejść, aby Go spotkać. Jezus, nie zostawia nas z tym samych, wychodzi nam naprzeciw.

Przyznacie, że powyższy tekst zawiera pewną ważną prawdę, o której często nie myślimy. To nie są moje słowa, ani słowa żadnego księdza, teologa, spowiednika. To słowa chłopaka, który tak jak wielu spośród Was, chce być blisko Boga, który szuka Go, znajduje i gubi, szuka, znajduje i gubi, szuka, znajduje i gubi… To tekst Błażeja. Bardzo dobry tekst.
(więcej na http://pijarskie-lso.blogspot.com.)

Dlaczego przywołuję te słowa? Dlatego, że chcę, byśmy – trochę dzięki tekstowi Błażeja – uświadomili sobie jedną rzecz. W konfesjonale, w czasie każdej spowiedzi świętej mamy do czynienia z czymś niezwykłym. Z jednej strony Jezus przebacza nam grzechy. Gdy kapłan wypowiada słowa: Bóg Ojciec Miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą… i kiedy czyni znak krzyża, serce człowieka staje się na nowo czyste. I to jest to, co wydaje się oczywiste i bezsprzeczne.

Ale to nie wszystko. Jezus nie tylko ,,daje” nam czyste serce. On w Sakramencie Pojednania i Pokuty czyni coś więcej – daje nam swoją łaskę. On nas umacnia, utwierdza nas w wierze, wspiera, błogosławi. I dlatego spowiedź św. może i być powinna dla każdego człowieka swego rodzaju przełomem. Powinna coś zmienić. Coś powinno się w nas po każdej spowiedzi obudzić.

Jeśli zredukuje się ten sakrament tylko do rozgrzeszenia (to jest oczywiście sedno!!!), ale zapomni się o łasce Bożej, o Bożej sile, umocnieniu, to wtedy bardzo szybko może pojawić się pytanie: Po co się spowiadać, skoro i tak upadam? Jaki ma to sens?

Nawrócenie – jak pisze Błażej – to skierowanie wzroku na Boga. Patrząc na Niego możemy być pewni, że nie jesteśmy sami. I że nawet w najbardziej trudnej i monotonnej rzeczywistości możemy na Niego liczyć. Nigdy nie jesteśmy sami…

Ewangelia wg św. Marka 1, 4-45

Pan Jezus nie bał się trędowatego. Więcej, Pan Jezus nie bał się trądu, przed którym wszyscy ,,normalni” uciekali. Jezus łamie tę niepisaną zasadę. Jak patrzą na Niego inni? Ich sprawa… Jak patrzy na Niego trędowaty?

A jak może patrzeć na swojego Wybawiciela ten, który już od dawna traktowany jest jak śmieć. Hm, on nawet nie był traktowany jak śmieć. Nikt go nawet kopnąć nie chciał, bo mógłby się zarazić. Ludzie traktowali tego człowieka jak powietrze. Wiesz, jak czuje się człowiek traktowany przez innych jak powietrze? Jesteś, a jakoby Ciebie nie było…

Jezus nie tylko uzdrawia jego ciało. Uzdrawia jego wnętrze. Przywraca go społeczności. Dzięki Jezusowi znów będzie mógł spotykać się z ludźmi. Znów (choć nie wiemy, czy było tak wcześniej) ludzie nie będą biegli przed nim krzycząc: Nieczysty, nieczysty…
Odmienił życie człowieka.

Czytasz te słowa i co myślisz? Że tak było dawniej? Że wśród nas nie ma trędowatych? Że to nas nie dotyczy? Jeśli tak myślisz, to mylisz się. Trędowatych wokół nas jest wielu. I tym tylko różnią się od tego ewangelicznego, że wyglądają normalnie i że nie mają łaty: trędowaty.

Nie o trąd ciała tutaj chodzi. Choć pewnie też. Tutaj chodzi o trąd grzechu. Może dziś sam nie jesteś w stanie łaski. Może dziś sam jesteś trędowaty. Zrób to, co śmiałek z Ewangelii. On przyszedł do Jezusa, padł na kolana i prosił Go. Ilekroć poczujesz, że trąd ducha Cię paraliżuje, zrób jak on. To jedyne rozsądne wyjście. Innej drogi nie ma.

Okno życia

Kilka tygodniu temu, chyba po wszystkich społecznościowych portalach, krążyła prośba o modlitwę za pewną kobietę, która miała już wyznaczoną datę aborcji. Ja sam próśb o modlitwę w jej intencji na sms dostałem chyba z dziesięć. Z tej intencji zrobiono tzw. łańcuszek. Nie wiem, jak potoczyły się losy tej dziewczyny, ale wiem, że kobiet bijących się z myślami o aborcji jest niestety dużo więcej.

Dziś około pierwszej w nocy krakowskie siostry nazaretanki z klasztoru przy Przybyszewskiego znów usłyszały charakterystyczny głos dzwonka. Dźwięk, który nie może nie przyprawiać o szybsze bicie serca. Jak zawsze, wyznaczona do tego siostra pobiegła do Okna Życia.

Jest.
Dziecko.
Chłopiec.

W krakowskim Oknie Życia to już szesnasty noworodek.

Nie miejsce tutaj na ocenę postaw tych, którzy decydują się na oddanie dziecka. Zresztą, któż z nas odważyłby się wyrokować? Można co najwyżej pomyśleć o tym, co czuje matka, która oddaje swoje dziecko. Celowo piszę – oddaje. Matki szesnastu noworodków w Krakowie podjęły decyzję o oddaniu.

To chyba dobra pora, by napisać słów kilka o Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Codzienne zobowiązanie modlitewne (krótka modlitwa adopcyjna + dziesiątek różańca), czasem poparte jakimś wyrzeczeniem czy ofiarą, Bóg przyjmuje w intencji dziecka, które może być zagrożone aborcją. I choć tak po ludzku trzeba się cieszyć, że Okna Życia ratują życie, to jednak trzeba też uświadomić sobie, że życie poczętych a nienarodzonych w znacznej mierze zależy też od naszej modlitwy.

Koperta – niespodzianka…

Kolęda to czas iście błogosławiony. Może trochę trudny, wymagający, bo po siedmiu godzinach siedzenia w szkole trzeba jeszcze odwiedzić klatkę lub dwie w jakimś wieżowcu na osiedlu.

Odwiedzić to mało. Trzeba jeszcze się uśmiechać, umieć zagadnąć, wysłuchać, pocieszyć. W każdym mieszkaniu spotyka się przecież innych ludzi. W każdym domu inne problemy, inne choroby, inne tematy. W jednym domu trzeba być jak mikrofon – pozwolić ludziom mówić, mówić, mówić. W innym domu samemu trzeba prowokować rozmowę, bo domownicy są – delikatnie mówiąc – mało wylewni.

Są mieszkania, gdzie chętnie bym nie wchodził, bo już od progu widać, że zionie chłodem. Gospodarz nie jest zadowolony z wizyty księdza, ale wpuszcza bo np. żona chciała. Atmosfera wtedy jest zwykle mało przyjemna. Są też takie mieszkania, z których najchętniej by się nie wychodziło. Wczoraj miałem taki dom: trzypokoleniowa rodzina, wspólna modlitwa, pokropienie mieszkania i … procesja z darami: babcia przyniosła herbatkę, mama tacę z szarlotką, syn położył na stole bombonierkę. Można było siedzieć i słuchać. Siedzieć, słuchać i jeść…

Oj, mamy szczęście do tych naszym Parafian. Nie to co mój kolega – wikary z mojej rodzinnej diecezji. Kilka dni temu w kopercie dostał … pociętą gazetę. Uśmiałem się jak mi to opowiadał. Może dlatego, że u nas kopert się nie zbiera. Aż się boję pomyśleć, co ja mógłbym znaleźć w kopercie. Może reklamę jakiegoś zakładu fryzjerskiego?