Co masz zrobić jutro…
Wiem, wiem… Znów się trochę zaniedbałem w pisaniu. Tym bardziej dziękuję tym, którzy i tak tutaj zaglądają. Nie muszę Wam pisać, że dla księdza czas poporzedzający Wielkanoc i potem same Święta jest dość intensywny. Mimo, iż są rzeczy, których proboszcz sam robić nie musi – np. budowanie Ciemnicy i Grobu Pańskiego – to jednak wiele innych rzeczy pochłania sporo czasu.
Jeszcze przed Świętami – ku mojej wielkiej uciesze – kilka par narzeczonych rozpoczęło u nas spisywanie protokołów przedmałżeńskich. Sam protokół – w połączeniu ze spotkaniem organizacyjnym dot. uroczystości w naszym kościele – to zwykle trzy spotkania. Jeśli pomnożymy to przez na ten moment chyba jedenaście takich par, wychodzi nam całkiem spora liczba wieczorów spędzonych w kancelarii.
A są jeszcze oczywiście inne rzeczy… Modlitwa, sakramenty i czytanie duchowe – na to czas musi się znaleźć. Z innych ważnych to: kancelaryjna papierologia, parafialna ekonomia, pogrzeby, różnorodne spotkania jak chociażby popołudniowa herbatka z Paniami w Pijarskim Klubie Seniora czy katecheza dla bierzmowanych. Teraz jeszcze w naszej Archidiecezji rozpoczęliśmy Synod i właśnie ruszamy w parafii ze spotkaniami Zespołów synodalnych (w naszej parafii zawiązały się dwa). No i jeszcze bezpośrednie przygotowania do wizytacji biskupiej, którą będziemy w parafii przeżywać już 3 maja. Właśnie siedzę nad Sprawozdaniem z działalności parafii i ankietą przedwizytacyjną, którą biskup powinien przeczytać jeszcze zanim do nas przyjedzie.
Przyznam, że dzięki byciu proboszczem nauczyłem się wielu nowych rzeczy. Jedną z takich rzeczy, którą – oczywiście – wciąż udoskonalam jest na pewno niezostawianie niczego na ostatnią chwilę. Kiedyś bywało z tym różnie. Teraz na spychologię nie może być już miejsca. Są rzeczy i sprawy, które same się nie załatwią, a przeciąganie ich w czasie tylko generuje stres i odbiera spokojny sen. Dlatego każdego dnia próbuję żyć zasadą: Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj. Mądra zasada. I wcale nie taka trudna do realizacji. Polecam.
