Jesteśmy do Waszej dyspozycji…

Wakacje to piękny czas… Są jednak tacy, dla których czas laby i błogiego lenistwa niebawem się skończy. Myślę tu o tych młodych, którzy już za kilka bądź kilkanaście dni rozpoczną formację w różnych postulatach, nowicjatach i seminariach duchownych. Myślę tu przede wszystkim o tych, którzy już 29 lipca br. rozpoczną swój przednowicjat w pijarskim seminarium w Krakowie.

Młodych, którzy decyzje o wstąpieniu mają już za sobą, ogarnijmy w tych dniach naszą szczególną modlitwą, a tym, którzy jeszcze rozeznają swoje powołanie przypominam, że w poszukiwaniu woli Pana Boga wcale nie muszą być sami.

Pijarskie Duszpasterstwo Powołań jest do Waszej dyspozycji także w czasie wakacji. Jesteśmy po to, by Wam pomóc…

Bramy piekielne nie przemogą…

Nie brakuje dziś takich, którzy patrząc na to, co dzieje się w Kościele będą mówić, że ta istniejąca od dwóch tysięcy lat instytucja przeżywa największy w swojej historii kryzys.

Można się z tym zgadzać lub nie (znam trochę historię Kościoła i z takimi teoriami się nie zgadzam), ale na pewno warto widzieć pewne grożące dziś Kościołowi niebezpieczeństwa. I właśnie z rozmów o takich niebezpieczeństwach powstała książka Alarm dla Kościoła.

Uwaga, książka ta nie ma Imprimatur. Żaden biskup ani prowincjał nie zdecydował się firmować tych wywiadów swoim nazwiskiem. Może i dobrze, bo jeden czy drugi prelegent musiałby mocno zmienić swoje myślenie, żeby cokolwiek z jego wypowiedzi w książce pozostało. Ale takich, co mają łatwość plecenia trzy po trzy jest tu zdecydowana mniejszość.

Większość autorów wypowiada się bardzo rzeczowo i kompetentnie. I rzeczywiście otwiera oczy na różne dotykające nas dziś problemy. Bardzo ciekawie mówi m.in. o. Dariusz Kowalczyk SJ, Paweł Lisicki, Grzegorz Górny czy ks. Andrzej Kobyliński.

Książkę tę polecam wszystkim ludziom… myślącym. Nie takim, co to chłoną wszystko, co usłyszą czy przeczytają, ale takim, którzy umieją myśleć i wyciągać wnioski. I tym, którzy nie dają się wystraszyć katastroficznym scenariuszom kreślonym przez niektórych autorów.

Zanim jednak ktoś otworzy Alarm dla Kościoła niech najpierw otworzy Biblię. Najlepiej na szesnastym rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza i niech przeczyta i zapamięta słowa samego Jezusa:

,,Ty jesteś Piotr czyli Opoka.
I na tej Opoce zbuduję mój Kościół,
a bramy piekielne go nie przemogą.”

To nie jest tak…


To nie jest tak, że jak ksiądz jedzie gdzieś z dziećmi czy młodzieżą, to tylko on jest tym, który coś podopiecznym daje i czegoś ich uczy. Kiedyś myślałem, że taka właśnie zasada obowiązuje i że tym dającym coś od siebie zawsze jest tylko ksiądz, opiekun, druh, wychowawca, itp. Że młodzi tylko biorą.

Już dawno tak nie myślę… A moje myślenie chyba najbardziej zmieniają właśnie obozy ze skautami. Będąc z nimi w lesie jako duszpasterz daję im rzeczywiście wiele: przede wszystkim daję im Pana Boga.

Codziennie sprawuję dla nich Eucharystię, głoszę słowo, w którym stawiam wymagania, podnoszę poprzeczkę, wskazuję właściwy kierunek myślenia i działania. Jednym słowem – wychowuję. Ale nie tylko to. Na obozie jestem też po to, by było im łatwiej. By mieli z kim porozmawiać, kiedy np. zaczyna doskwierać tęsknota za domem. Bo przecież to nic niezwykłego, że tęsknimy za tymi, których kochamy.

Mógłbym jeszcze wiele wymienić spośród tego, co daję tym chłopakom. Nie wiem jednak, czy w tym wszystkim to ja nie jestem tym bardziej obdarowanym.

Nie chodzi mi o to, że można dać lub otrzymać coś bardziej cennego od samego Jezusa obecnego w sakramentach. Chodzi mi bardziej o to, że i ja niesamowicie wiele uczę się od tych chłopaków. Mam tu na myśli to, czego byłem świadkiem rozmawiając z wieloma z nich i widząc ich troskę o pierwsze miejsce w sercu dla Boga, jak i to, czego mógłbym się uczyć od nich w takim zwyczajnym, praktycznym przeżywaniu obozu (np. kopanie latryny ;).

Za każdą chwilę spędzoną w lesie, za Kadrę i za każdego Uczestnika jestem wdzięczny Panu Bogu. I za to wszystko, czego na tym obozie doświadczyłem i czego mogłem się nauczyć.

Bogu niech będą dzięki…

Czuwaj !!!

Pozdrowienia z lasu…

Kolejny dzień naszego leśnego życia. Czas biegnie nam tu inaczej niż zwykle. M.in. z dala od wynalazków cywilizacji.

Patrzę na tych młodych harcerzy i widzę, że możliwe jest funkcjonowanie nie tylko bez przyrządzonych przez mamę obiadków (chłopcy gotują sobie sami), ale także bez dostępu do Internetu.

Za kilka dni dorzucę nieco zdjęć, byście zobaczyli, jak radzą sobie nasi skauci. Tymczasem teraz już się rozłączam, bo mój powerbank też ma swoje ograniczenia. Pozdrawiamy…