KKK – Bóg jest blisko

Punkt 1 KKK

,,Bóg, w samym sobie nieskończenie doskonały i szczęśliwy, zamysłem czystej dobroci, w sposób całkowicie wolny, stworzył człowieka, by uczynić go uczestnikiem swego szczęśliwego życia. Dlatego w każdym czasie i w każdym miejscu jest On bliski człowiekowi. Bóg wzywa człowieka i pomaga mu szukać, poznawać i miłować siebie ze wszystkich sił. Wszystkich ludzi rozproszonych przez grzech zwołuje, by zjednoczyć ich w swojej rodzinie – w Kościele. Aby to zrealizować, posłał swego Syna jako Odkupiciela i Zbawiciela, gdy nadeszła pełnia czasów. W Nim i przez Niego Bóg powołuje ludzi, by w Duchu Świętym stali się Jego przybranymi dziećmi, a przez to dziedzicami Jego szczęśliwego życia.”

Zapisane na brązowo powyższe zdania można śmiało uczynić nie tylko motywem krótkiej refleksji, ale nawet tematem kilkudniowych rekolekcji.

Dotykamy tu niezwykle ważnej i zapominanej chyba nieraz prawdy: Bóg stworzył nas z miłości do tego, byśmy byli uczestnikami SZCZĘŚLIWEGO ŻYCIA Boga. To dlatego – jak czytamy dalej w powyższym punkcie – w każdym czasie i w każdym miejscu jest On BLISKI CZŁOWIEKOWI.

Powołaniem każdego człowieka tutaj na ziemi jest szczęście, udział w szczęściu samego Boga. Bóg nie stworzył nikogo dla nieszczęścia i cierpienia. Bóg nie chce nieszczęścia, choć nieraz je dopuszcza – także na bezbronnych. Zawsze jednak jest gdzieś ten główny cel: udział w szczęściu. Jeśli nie tutaj, na ziemi, to pewnie tam, po śmierci.

Bóg jest bliski człowiekowi. Ta prawda – płynąca nie tylko z Katechizmu, ale przede wszystkim z Ewangelii – pozwala nam właściwie podejść do różnego rodzaju trudności, jakie napotykamy na drogach naszego życia. Nie bez powodu już w pierwszym punkcie Katechizmu mowa jest o Bożej obecności i bliskości z człowiekiem.

Jeśli przyjmiemy tę prawdę już teraz, na starcie naszych rozważań, będziemy mieli później znakomity punkt odniesienia np. w refleksji na temat cierpienia i śmierci. Jeśli zanegujemy to i uwierzymy, że Bóg nas stworzył, ale zostawił na pastę losu samymi sobie, jakiekolwiek rozważania o trudnych doświadczeniach naszego życia będą bardzo trudne.

ZAPAMIĘTAJ: Bóg stworzył człowieka, by uczynić go uczestnikiem swego szczęśliwego życia. Dlatego w każdym czasie i w każdym miejscu jest On bliski człowiekowi.

Bolesna rocznica…

Dziś – 13 grudnia – przypada kolejna smutna rocznica wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. To jedna z tych okazji w dziejach naszej Ojczyzny, w których naszej modlitwy za Polskę zabraknąć nie może:

Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały,
Coś ją osłaniał tarczą swej opieki
Od nieszczęść, które przygnębić ją miały,

Przed Twe ołtarze zanosim błaganie,
Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie.

Ty, któryś potem, tknięty jej upadkiem,
Wspierał walczących za najświętszą sprawę
I chcąc świat cały mieć jej męstwa świadkiem,
Wśród nieszczęść nawet pomnażał jej sławę.

By wiedzieć w co wierzyć…

Każdy uczył się kiedyś Katechizmu. Takie były wymagania do Pierwszej Komunii św. Niestety, dla wielu z nas było to wtedy pierwsze i jednocześnie ostatnie spotkanie z katechizmowymi prawdami. Niestety, bo przecież wiedza sprzed lat pewnie już dawno gdzieś umknęła. Niepowtarzana i nieutrwalana szybko ulatuje.

Trudno się zatem dziwić, że gro spośród tych, którzy chodzą dziś do kościoła, nie za bardzo wie, w co wierzy. Wielu praktykującym np. Trójca Święta myli się ze Świętą Rodziną a Uroczystość Niepokalanego Poczęcia ze Zwiastowaniem. Nie ma się co dziwić – jeśli człowiek nie karmi się tym, czego naucza Kościół, to skąd ma wiedzieć takie rzeczy?

Blisko trzy tysiące punktów w Katechizmie Kościoła Katolickiego to ogromna dawka bardzo konkretnej wiedzy. Nie będę się tutaj koncentrował na każdym z punktów (zajęłoby to bardzo dużo czasu), ale śledząc po kolei wszystkie z nich, będę wybierał i pobieżnie tylko komentował te, które wydają się godne zauważenia i utrwalenia.

Mam nadzieję, że te moje pobieżne komentarze staną się zachętą do systematycznej lektury KKK i zaowocują osobistymi przemyśleniami. Niech tak będzie…

Pierwsze spotkanie z Katechizmem Kościoła Katolickiego już niebawem.

Był kiedyś taki moment…

Ewangelia wg św. Mateusza 18, 12 – 14

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jak wam się zdaje? Jeśli ktoś posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich, to czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się błąka? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło nawet jedno z tych małych».

Niesamowite jest to, co Pan Bóg dla nas robi. Zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec na górach po to, by odnaleźć tę jedną, jedyną zagubioną. Poświęca niemal całe stado, by uratować pojedyncze zwierzę. Ta Boża logika nie mieści nam się w głowach.

Właśnie takiego Jezusa znamy, takiego Jezusa spotykamy na kartach Ewangelii. Takiego Jezusa kochamy. Jezusa Dobrego Pasterza.

Ale popatrzmy na to także z innej strony. Był taki moment w historii zbawienia, w którym Bóg postąpił wbrew tej logice. Jeden jedyny raz nie zostawił dziewięćdziesięciu dziewięciu, żeby ratować Jednego. Zrobił coś odwrotnego – Jedynego (swojego Syna) skazał na śmierć, żeby ratować wielu. Dwie jakże różne postawy – Dobry Pasterz szukający jednej kosztem wielu i Bóg Ojciec poświęcający swego Jednorodzonego dla wielu.

Zawsze jakoś mocno dotykało mnie to, że Bóg nie pozwolił Abrahamowi zabić jego własnego jedynaka – Izaaka, a swojego Jedynaka – Jezusa oddał na śmierć za całą ludzkość. Abrahamowi oszczędził  żałoby. Sobie jej nie oszczędził.


Nie jesteśmy w stanie podziękować Bogu za ten ogrom Jego miłości do nas. Jedyne, co możemy, to postawić retoryczne pytanie: Co jeszcze Bóg miałby zrobić, żeby udowodnić człowiekowi swoją bezgraniczną miłość?

Ja nie znajduję odpowiedzi na to pytanie.
Niech ono lepiej pozostanie retorycznym.

Książka, którą warto…

,,Papieżem powinien zostać Karol Wojtyła, nie ja!” – miał powiedzieć papież Jan Paweł I, zagadnięty na ten temat przez jednego ze swoich sekretarzy.

Skąd wzięło się w nim takie przeświadczenie? Czy prawdą jest, że poprzedni papież – Paweł VI – widział w Wojtyle swojego następcę? Czy Jan Paweł II rzeczywiście mógł zostać głową Kościoła już w sierpniu 1978 r.? Czy jadąc na październikowe konklawe zakładał, że nie wróci już do Polski?

Na te i jeszcze na wiele innych pytań odpowiada w swojej książce długoletni korespondent polskich mediów w Watykanie red. Jacek Moskwa.