Wachlarz coraz szerszy….

Nie da się ukryć, że jako pijarzy mamy młodym wiele do zaproponowania. Wachlarz propozycji rozbudowujemy coraz bardziej. Na szczęście nie brakuje tych, którzy już z naszych propozycji korzystają. Wciąż jednak mamy świadomość, że są i tacy, którzy znaleźliby u nas coś dla siebie, ale … jeszcze do nas nie trafili  Może zatem ten wpis sprawi, że odezwie się jakaś kolejna nowa osoba?

Podróż sentymentalna…

Wczoraj późnym popołudniem – razem z kilkoma chłopakami z Krakowa – wysiadłem na stacji Łowicz Główny. Na stacji tak dobrze mi znanej. Swego czasu przecież często odjeżdżałem i przyjeżdżałem na te łowickie perony. Ostatni raz już nawet nie pamiętam kiedy.

Teraz znów kilka dni w Łowiczu. Podróż sentymentalna – bez wątpienia. Cel: kolejny turnus rekolekcji dla chłopaków – w ramach naszego duszpasterstwa powołań.

Łowicz to miejsce, do którego wracam chętnie, choć z racji moich aktualnych obowiązków, dość rzadko. Przed sześciu laty spędziłem tutaj cały jeden rok mojej zakonnej formacji. Rok szczególny. Nie tylko przez to, że był dla mnie przerwą w krakowskich studiach. Nie dlatego, że był czasem odkrywania tego, jak życie zakonne wygląda poza seminarium. Nawet nie dlatego, że po raz pierwszy stawałem wtedy przy tablicy w roli nauczyciela. I to w dodatku w roli nauczyciela gimnazjalistów i licealistów.

To był rok szczególny, bo właśnie wtedy umocniło się moje powołanie. Obserwując z bliska pracę starszych Współbraci, ich zaangażowanie i poświęcenie, zdecydowałem, że w swoim życiu chcę robić to, co oni. Na kilka miesięcy przed ślubami wieczystymi właśnie w Łowiczu dałem sobie i Panu Bogu ostateczną odpowiedź. Zadecydowałem, że jest to właśnie ta droga, po której chcę iść. To właśnie stąd mój sentyment do Łowicza.

Nie modlę się o powołania !!!

Skąd mam mieć pewność, że mam powołanie?
Dlaczego Bóg wybiera takiego grzesznika, jak ja?
Czy w seminarium dam sobie radę?
Czy studia nie okażą się ponad moje siły?

Jak powiedzieć rodzicom o swojej decyzji?
Co ludzie powiedzą, kiedy po miesiącach spędzonych
w seminarium będę musiał wrócić do domu?

Z takimi i bardzo podobnymi pytaniami ze strony młodych spotykam się często.
I coraz częściej widzę, że nie trzeba modlić się o powołania.

Trzeba modlić się od ODWAGĘ dla powołanych.

łodka

 

 

 

 

 

 

Nie wolno zapominać…

Jakiś czas temu przeczytałem książkę – wywiad z arcybiskupem przemyskim Józefem Michalikiem. Wiele ciekawych wypowiedzi i spostrzeżeń. Wiele uwag i sugestii, wartych przemyślenia i wcielenia w życie. Od razu po odłożeniu książki na półkę, powiesiłem sobie na drzwiach kartkę ze słowami, które najbardziej mnie uderzyły. Przywołuję te słowa dzisiaj, bo dziś właśnie Dzień Dwóch Sakramentów:

IMGP1273

Serce jak … tramwaj

tramwajWciąż jeszcze kilka myśli o kapłaństwie. Bo jakże tu o nim nie pisać? Przecież to całe moje życie.

Jan Paweł mówił o kapłańskiej samotności: ,,Po to kapłan jest sam, żeby inni sami nie byli.” A dziś inny cytat, równie znanego kapłana. I to cytat wcale nie stojący w sprzeczności z powyższym. Ojciec Leon Knabit OSB, bo o nim myślę, w jednej ze swoich książek napisał: ,,Ksiądz musi mieć serce jak tramwaj, to znaczy, że powinien wszystkich do niego wpuszczać.

Ciągnąc dalej ten wątek można śmiało powiedzieć, że serce – tramwaj to nie tylko przywilej kapłana. Każdy powinien mieć takie serce. Bo przecież do tego zobowiązuje nas przykazanie miłości Boga i bliźniego.