W minioną niedzielę w Warszawie rozpoczęła się kolejna – już XXX – Międzynarodowa Parafiada Dzieci i Młodzieży. O tym, czym jest Parafiada i dlaczego wciąż cieszy się tak wielką popularnością wśród dzieci i młodzieży możecie przeczytać tutaj http://parafiada.pl/inauguracja-30-parafiady/

Tam, gdzie jest młodzież, tam powinien być też… duszpasterz powołań. Więc podziękowałem dziś rano za gościnę ojcom cystersom i przyjechałem do stolicy. Tu zalogowałem się na obiektach Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, która już od lat udziela Parafiadowiczom schronienia.

Jutro czeka mnie kilka powołaniowych rozmów. Westchnijcie za mnie i za tych młodych, którzy na temat powołania chcą rozmawiać. Niech Duch Święty będzie nad tym wszystkim.

Pan Bóg błogosławi…

Co tu dużo mówić – pijarzy mają Panu Bogu za co dziękować. Pan błogosławi. Widać to dobrze po naszym seminarium. Pewnie, że zawsze można by chcieć więcej i biadolić, że mało, ale jednak – od paru lat – zawsze ktoś do nas dołącza. Ani pijarski nowicjat, ani tym bardziej pijarskie seminarium nie są puste. I za to Bogu dzięki.


Pan błogosławi nam jeszcze w inny sposób. Ciągle powstają w Polsce nowe pijarskie dzieła. Można by tylko z ostatnich kilku lat wymienić Poznań, Elbląg, Katowice, Bolesławiec. To jednak nie wszystko… Po warszawskim przedszkolu – na terenie naszej stołecznej parafii – powstaje kolejna pijarska szkoła. Mury rosną z dnia na dzień, dyrektor dogląda, pijarzy się cieszą a rodzice już wiążą z placówką swoje plany. Wszystko zaczyna wyglądać bardzo imponująco.

o. Mariusz Siódmiak – odpowiedzialny za powstanie pijarskich szkół w Rzeszowie i pijarscy nowicjusze

Możemy też pochwalić się najnowszą inwestycją – szkołą pijarską w Rzeszowie. Tu jeszcze murów nie widać, ale i tutaj prace nabrały konkretnego rozmachu. Tylko czekać, aż naszym oczom ukaże się piękny gmach – docelowo szkoła podstawowa i liceum.

Potrzeba czasu, pieniędzy i determinacji tych, którzy – dla dobra dzieci przecież, a nie dla własnej chwały – porywają się na takie inwestycje. Jest dobra wola różnych instytucji i osób prywatnych, jest determinacja budowniczych, jest Boże błogosławieństwo. Wszystko zatem jest tylko kwestią czasu.

Powołania i nowo powstające szkoły to tylko dwa przykłady tego, jak bardzo Pan Bóg błogosławi polskim pijarom. Trudno się dziwić, w końcu mamy tam w górze swojego Patrona – św. Józefa Kalasancjusza.

Specjalistka od spraw beznadziejnych…

Różne koleje losu sprawiają, że człowiek czasem szuka pomocy nie tylko u Pana Boga, ale też u różnych świętych Pańskich – szczególnie u tych, którzy od wieków uchodzą za specjalistów od spraw trudnych i beznadziejnych.

Figura świętej Rity w kościele augustianów w Krakowie na Kazimierzu

Nigdy jakoś szczególnie nie miałem nabożeństwa do św. Judy Tadeusza. Kiedyś nawet zbierałem i wyrzucałem wykładane na ławkach w kościołach kartki z informacją: Jeśli dziewięć razy odmówisz – zostaniesz wysłuchany.

Dla mnie wtedy była to zwykła magia, nie mająca nic wspólnego z prawdziwą wiarą. Bo niby dlaczego za dziewięć razy miałbym dostać łaskę, a za osiem już nie? Czy w ogóle tam u góry ktoś to wszystko liczy?

Teraz już tych kartek nie zbieram i nie wyrzucam – niech sobie leżą, jeść nie wołają. Ale do św. Judy Tadeusza nadal nie mam jakiegoś wielkiego nabożeństwa. Dałem pierwszeństwo kobiecie i wybrałem św. Ritę.

Tym bardziej, że jej kult w Krakowie jest bardzo żywy. Do kościoła augustianów na krakowskim Kazimierzu 22 dnia każdego miesiąca (w maju szczególnie) ściągają prawdziwe tłumy.  Nie inaczej było dzisiaj.

Kiedy celebrans przed błogosławieństwem poprosił, by każdy podniósł w górę przyniesioną przez siebie różę, nad głowami wiernych ułożył się przepiękny, różnokolorowy kwiatowy dywan. Od ołtarza wyglądało to wszystko cudnie…

O tym, kim była Rita i dlaczego kojarzona jest tak bardzo z królową kwiatów, można przeczytać w internecie. Internet jednak nie odda klimatu panującego w kościele w czasie nabożeństwa i tego, co kryje się w sercach ludzi, którzy w Ricie upatrują dla siebie często ostatnią deskę ratunku. O tym się nie przeczyta, bo żaden tekst tego nie odda. To trzeba po prostu przeżyć. Najbliższa okazja już 22 lipca.


Ps. 22 lipca przypada w niedzielę, dlatego też Msze św. w kościele augustianów będą sprawowane wg porządku niedzielnego.

 

Zły ciągle o nas pamięta…

Od dziecka obracam się w kościółkowych kręgach. Od dziecka poznawałem wielu różnych kapłanów. Najpierw salezjanów z rodzinnej parafii, potem – gdy ci zakończyli już u nas swoją posługę – księży diecezjalnych. Było ich wielu. Z czasem przyszła kolej na poznawanie pijarów.

Wraz ze wstąpieniem do Zakonu poznawałem ich coraz więcej. Coraz bardziej poszerzały się te horyzonty. Np. kiedy już jako kleryk wyjeżdżałem na sympozja, czuwania, pielgrzymki, kursy migowego dla duchownych. Wszędzie tam też poznawałem wielu księży. Kontakt z niektórymi mam do dziś.

Potem, już w życiu kapłańskim, kiedy przychodziły kolejne nominacje (m.in. na prowincjalnego moderatora Liturgicznej Służby Ołtarza czy duszpasterza powołań) zacząłem poznawać nowych kolegów po fachu – moich odpowiedników z diecezji, zgromadzeń i zakonów. Już nie tylko pijarów. Uczestnicząc w corocznych zjazdach duszpasterzy LSO, oddzielnie w zjazdach duszpasterzy powołań i jeszcze oddzielnie w zjazdach ojców duchownych, krąg znajomości powiększył się niewyobrażalnie. Jeśli doliczę do tego grona tych osiemdziesięciu księży, z którymi przechodzę właśnie formację w Szkole dla Wychowawców Seminaryjnych, będę mógł powiedzieć, że znam osobiście setki kapłanów z całej Polski. I tak jest rzeczywiście…

Właśnie wczoraj jeden z tych setek opuścił nasze szeregi. Odszedł z kapłaństwa. Smutna sprawa, ale na pewno nie beznadziejna i nie przesądzona. Jest szansa na powrót, ale potrzeba modlitwy. Jego osobistej, ale także naszej wspólnej.

Módlcie się za nas, kapłanów. I pamiętajcie o nas, bo i zły ciągle o nas pamięta. Niestety !!!