Dzień szczególnej modlitwy…

Wczoraj (jak każdego dwudziestego piątego dnia miesiąca) przeżywaliśmy w naszym Zakonie tzw. Dzień Kalasantyński. Dziś kolejny ważny dla pijarów dzień.

Decyzją o. Generała i jego Asystenów (tzw. Kongregacji Generalnej) od roku 2012 dwudziesty szósty września każdego roku przeżywany jest w naszym Zakonie jako Dzień Modlitwy za Młodych Pijarów. Właśnie wtedy – w roku 2012 – przypadała dziesiąta rocznica zatonięcia statku „Le Joola”, w którym życie straciło pięciu senegalskich przednowicjuszy.

Część naszej seminaryjnej Wspólnoty

Każdy dzień i każda okazja są dobre, by modlić się za innych. W tym jednak dniu modlimy się ze szczególną świadomością tego, że idą po nas inni, nasi młodzi Współbracia, którzy będą kiedyś kontynuować to, co my dzisiaj czynimy. Już teraz – na etapie ich formacji początkowej (postulaty, nowicjaty, seminaria) – chcemy powierzać Ich dobremu Bogu.

Pijarski Zakon na całym świecie liczy obecnie:
190 – aspirantów i przednowicjuszy
76 – nowicjuszy (w tym pięciu w Polskiej Prowincji Zakonu)
255 – kleryków (w tym trzynastu w Polskiej Prowincji Zakonu)

Również i Ciebie zapraszam do modlitwy za młodych pijarów. Zapraszam Cię też do modlitwy o nowe powołania do naszego Zakonu. 🙂

 

Dzień Kalasantyński…

Dwudziesty piąty dzień każdego miesiąca przeżywamy w naszym pijarskim Zakonie jako tzw. Dzień Kalasantyński. Ma to związek z faktem, że właśnie 25 sierpnia 1648 r. ojciec Józef Kalasancjusz zakończył swoją ziemską pielgrzymkę i dołączył do grona zbawionych.

Dla nas, pijarów, jest to dzień szczególny. W większości naszych wspólnot podejmujemy refleksję (m.in. w czasie dnia skupienia) nie tylko na temat osoby naszego Założyciela, ale również – a może przede wszystkim – na temat tego, co nam zostawił i do czego zostaliśmy zaproszeni, przyjmując dar pijarskiego powołania.

Chcemy Panu Bogu dziękować za św. Józefa Kalasancjusza. Nie od dziś mówi się, że Kalasancjusz jest największym pedagogiem wśród świętych i największym świętym wśród pedagogów. Czy tak jest rzeczywiście? Czy ktoś inny nie mógłby się na takie stwierdzenie obruszyć?

Zostawmy to… Faktem jest, że Kalasancjusz dał początek niezwykłemu dziełu. I że to dzieło było niczym innym, jak tylko realizacją Bożej woli. Gdyby tak nie było, Zakon po całkowitej kasacie w 1646 roku (na dwa lata przed śmiercią Założyciela), nie powstałby znów do istnienia.

Wola Boża objawiła się jednak znów w całej swej pełni. Tym razem poprzez osobę papieża Aleksandra VII, który specjalnym breve ustanawia Szkoły Pobożne zgromadzeniem o ślubach prostych, a później poprzez osobę Klemensa IX, który podnosi zgromadzenie do rangi Zakonu o ślubach uroczystych.

Współczuję…

Jeszcze nie widziałem filmu Smarzowskiego, a już odniosłem z niego pewną korzyść. Jaką? A no taką, że wrzucając kilka dni temu tekst o ,,Klerze” i wywołując tym samym na facebooku niezłą burzę, zdemaskowałem ogrom ludzkiej głupoty.

Wielu, komentując mój wpis, obnażyło nie tylko pokłady własnej ignorancji czy wrogości do Kościoła, ale nade wszystko swoją intelektualną płyciznę. Prymitywizm w komentarzach połączony z głupotą w wielu przypadkach okazał się głębszy niż jezioro Hańcza. I niejeden się w tym zwyczajnie utopił.

I proszę nie pisać, że oceniam ludzi. Nie ludzi, lecz ludzkie osądy, postawy, zachowania i sposób myślenia.

Można by się na tych wszystkich plujących na Kościół i na kapłanów zwyczajnie obrazić, ale po co?

Przecież nie odpłaca się pięknym za nadobne. Tym wszystkim zionącym jadem nienawiści trzeba współczuć. Współczuję zatem… Naprawdę…

Książka o kapłanach..

,,Kapłan w moim życiu” – to tytuł książki, pomysłodawcą powstania której jest o. Tadeusz Rydzyk. A przynajmniej to on na antenie Radia Maryja zachęca słuchaczy do pisania świadectw o kapłanach, którzy pozostawili w naszym życiu piękny ślad.

Można się domyślać, że pomysł ten zrodził się jako contra dla osławionego już filmu Smarzowskiego ,,Kler.”

Tym, którzy byliby zainteresowani powstaniem/współtworzeniem takiej książki powiem, że teksty o kapłanach można nadsyłać do Radia Maryja do końca października.

 

Tego w kinie nie pokażą…

Zanim Smarzowski uderzy w kapłanów, przedstawiając ich na ekranach kin jako alkoholików i erotomanów, ja wrzucam do sieci kilka innych ujęć kapłańskiego życia. Zdjęcia sprzed kilku minut. Blisko siedemdziesięciu kapłanów (nie aktorów) adoruje Najświętszy Sakrament. W zupełnej ciszy, przez kilka godzin w ciągu dnia. I co, robi wrażenie? Napatrzcie się na te zdjęcia, bo – jak mniemam – w niewielu kościołach wierni mają okazję widzieć księdza na kolanach przed Najświętszym. Niestety… I jeśli miałbym dziś coś zarzucić sobie i braciom w kapłaństwie, to właśnie to, że świeccy tak rzadko widzą nas na kolanach.