By smaku wiary nie utracić…

Dziś Boże Ciało. Jak zwykle najpierw Msza św., potem uroczysta procesja ulicami parafii. Tak jest w całej Polsce, tak było dziś także w Krakowie u pijarów. U nas w tym roku szczególniej nawet, bo Eucharystii przewodniczył nasz tegoroczny neoprezbiter o. Łukasz.

Naprawdę pięknie było: słoneczna pogoda, dużo ludzi, krótkie kazanie, piękne ołtarze, pięknie śpiewający chór, całkiem spora grupa dzieci sypiących kwiatki. Można powiedzieć – wszystko tak, jak być powinno. I dobrze, tylko…

No właśnie… Tak sobie co roku patrzę na te nasze procesje. I co roku mam takie samo odczucie. Myślę sobie, że są one trochę… smutne. Tak, smutne – to dobre słowo.

Nie chcę powiedzieć, że czułem się dziś jak w kondukcie pogrzebowym, bo tak nie było, ale myślę, że radości tego dnia powinno być w nas o wiele więcej. Może to księża powinni o tym przypominać? Może organista winien zapraszać do wspólnego śpiew? Może jakieś śpiewniczki? Może bardziej się do siebie winniśmy uśmiechać?

Powodów przecież w tym dniu mamy wiele. Obecność Jezusa pośród nas jest czymś najważniejszym i najpiękniejszym w naszej wierze. Jeśli nie będziemy umieli się tym prawdziwie ucieszyć (jeśli masz radość w sercu to nie zapomnij powiadomić o tym swojej twarzy), to nie tylko nie przyciągniemy do Jezusa innych, ale także sami utracimy smak naszej wiary.

I znaleziony w Internecie okolicznościowy obrazek. On też wiele mówi.

… i oby tak pozostało

Dziś jesteśmy w Poznaniu, w rodzinnej parafii naszego Neoprezbitera o. Łukasza. Za chwilę rozpocznie się Msza św. Prymicyjna. Zapraszam do duchowej łączności z poznańską parafią św. Jana Pawła II w Naramowicach i z wszystkimi tymi parafiami, w których właśnie dziś neoprezbiterzy sprawują swoje pierwsze Msze święte.


Jutro minie siedem lat od mojej Prymicji. Szybko liczę, że (nie biorąc pod uwagę banicji) odprawiłem już w życiu jakieś 2550 Eucharystii. Pytanie tylko: Czy te Msze św. mnie zmieniają? Mam nadzieję, że tak.

Jedno wiem na pewno: te siedem lat nie wprowadziło mnie w eucharystyczną rutynę. Wciąż jeszcze Eucharystię przeżywam. Wciąż jeszcze mi ona nie spowszedniała i wciąż z wielkim przejęciem i namaszczeniem wypowiadam słowa konsekracji.

I wciąż jest gdzieś w środku to przedziwne napięcie. Nie, to już nie stres. To z jednej strony poczucie niegodności a z drugiej wdzięczność za wybraństwo. Tak było w czasie Prymicji, tak jest dziś i oby tak pozostało. Amen.

Życie oddać czy oddawać…

Chodzą za mną słowa z wczorajszej Ewangelii: Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje… Tyle razy czytałem te słowa i jakoś nigdy nie robiłem sobie rachunku sumienia z tego, co one ze sobą niosą. Dziś się nad tym bardziej zastanowiłem.

Życie swoje oddaje… Komu? Gdzie? W jakich sytuacjach? Jezus w tej wczorajszej Ewangelii mówi: ,,… życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”, ale przecież zanim przejdziemy do przykazania miłości bliźniego, najpierw trzeba dotknąć miłości Boga.

I znów kolejne pytania: Ile czasu oddaje Bogu? Czy rzeczywiście życie moje Mu oddaję? W dniu ślubów zakonnych i święceń tak właśnie zrobiłem, ale jak to wygląda dziś? Ile czasu w ciągu dnia jest dla Niego?

Wiele pytań się rodzi na kanwie tej wczorajszej Ewangelii. A do tego jeszcze ta dzisiejsza uroczystość, w czasie której Łukasz przyjmie święcenia kapłańskie, a Przemek, Dawid i Emil staną się diakonami.

Znów wrócą wspomnienia, różne myśli, pytania… I znów okazja do zrobienia sobie mocnego postanowienia, by… życie swoje oddać. Nie, nie oddać… By życie swoje oddawać… Coraz bardziej: sekunda po sekundzie, minuta po minucie, dzień po dniu.

Raz wybrawszy, w każdej chwili wybierać muszę.

O nowe powołania Ciebie prosimy…

Od kilku dni Polska żyje filmem braci Sekielskich. Filmem o złych kapłanach. Chyba nikt już nie mówi, że ten film to atak na Kościół i na biednych księży. A nawet, jeśli jeszcze ktoś tak uważa, to pewnie zrewidowanie takiego myślenia jest tylko kwestią czasu. To nie atak… To odkrycie pewnego zła, które w Kościele rzeczywiście się działo, a które musi być osądzone i napiętnowane.

Ale ani to zło, ani osoba takiego czy innego przestępcy, nie może zniekształcić prawdziwego obrazu Chrystusowego Kościoła. I dlatego – z całym Kościołem – już od 56 lat przeżywamy Tydzień Modlitw o Powołania. Wciąż modlimy się o nowe święte powołania do kapłaństwa i życia zakonnego. Mając w pamięci zło, którego dopuścili się niektórzy (nieliczni!!!) ludzie Kościoła, wciąż wołamy o świętych pasterzy.

Warto czytać, by bzdur nie powtarzać…

W sobotę wspominałem o tym, że otrzymuję na telefon sondażowe pytania. Od kilku dni dotyczą one przede wszystkim Kościoła i tego, co wiąże się z nadużyciami seksualnymi ze strony duchownych.

Dziś kolejna porcja pytań spoczęła w mojej skrzynce:
– Czy należy zerwać konkordat?
– Czy zniesienie celibatu rozwiąże sprawę pedofilii?
– Czy uważasz, że Kościół powinien zostać opodatkowany?

Hm, nie wiem, kto układa te pytania, ale miałbym prośbę, by – zanim jakieś ułoży i wyśle – najpierw zorientował się nieco w temacie.

Kościół jest opodatkowany!!! I to na różne sposoby. Dlaczego nie mówi się głośno np. o tym, że każdy proboszcz ma obowiązek płacić podatek od każdego mieszkańca parafii zamiast od każdego wiernego, który uznaje się za członka wspólnoty?

Takich wątpliwości jest więcej. Polecam tekst zamieszczony na stronie jednej z polskich parafii, który dość dokładnie wyjaśnia tę kwestię. Warto czytać, by bzdur nie powtarzać.

http://jadwigaslaska.pl/glowna/kosciol-finanse

Pożyjemy, zobaczymy…

Od paru tygodni mam wątpliwy zaszczyt brania udziału w kilku (jak do tej pory) smsowych sondażach. Nie mam pojęcia, skąd wzięli mój numer. Systematycznie jednak zasypują mnie pytaniami.

Dziś kilka pytań dotyczących Kościoła i filmu braci Sekielskich.
– Czy obejrzy pan ten materiał?
– Czy to będzie dla Kościoła trzęsienie ziemi?
– Czy coś się po tym filmie zmieni?

Chciałoby się powiedzieć: A co ja, wróżka? Ale jedno jest pewne: z zapowiadanym od dawna filmem Sekielskiego chyba każdy wiąże jakieś pytania i oczekiwania. Zobaczymy, czy będzie to – jak zapowiadał Terlikowski – bomba, czy tylko kapiszon.

A może temat pedofilii w Kościele już się nam przejadł i nikogo już nie zadziwi? Pożyjemy, zobaczymy….