KKK – Struktura Katechizmu…

Pora, by znów sięgnąć do Katechizmu Kościoła Katolickiego. Zawiera on bardzo jasny wykład całej naszej wiary. A skoro mamy się tutaj nad KKK pochylać, dobrze będzie na początek poznać strukturę tej jakże ciekawej księgi.

Otóż, cały Katechizm składa się z czterech obszernych części, podzielonych na działy tematyczne. I tak:

Część I Katechizmu: Wyznanie wiary
dział I – Objawienie i wiara jako odpowiedź na nie
dział II – Wiara w Boga, w Jezusa Chrystusa i w Ducha Świętego

Część II Katechizmu: Sakramenty wiary
dział I – Święte czynności liturgii Kościoła
dział II – Siedem sakramentów św.

Część III Katechizmu: Życie wiary
dział I – Wolność człowieka i współpraca z łaską Bożą
dział II – Miłość Boga i bliźniego w oparciu o Dekalog

Część IV Katechizmu: Modlitwa w życiu wiary
dział I – Sens i znaczenie modlitwy w życiu wierzących
dział II – Modlitwa ,,Ojcze nasz”

Punkt 23 KKK określa cele, którym ma służyć lektura Katechizmu:
– pogłębianie znajomości wiary,
– pomaganie w dojrzewaniu wiary,
– zachęcanie do promieniowania wiarą przez świadectwo.

Teraz, kiedy znamy już strukturę KKK, możemy małymi krokami przechodzić poprzez kolejne jego punkty. Zapewniam, że wiele z nich będzie nas zaskakiwać 🙂

KKK – Bóg jest blisko

Punkt 1 KKK

,,Bóg, w samym sobie nieskończenie doskonały i szczęśliwy, zamysłem czystej dobroci, w sposób całkowicie wolny, stworzył człowieka, by uczynić go uczestnikiem swego szczęśliwego życia. Dlatego w każdym czasie i w każdym miejscu jest On bliski człowiekowi. Bóg wzywa człowieka i pomaga mu szukać, poznawać i miłować siebie ze wszystkich sił. Wszystkich ludzi rozproszonych przez grzech zwołuje, by zjednoczyć ich w swojej rodzinie – w Kościele. Aby to zrealizować, posłał swego Syna jako Odkupiciela i Zbawiciela, gdy nadeszła pełnia czasów. W Nim i przez Niego Bóg powołuje ludzi, by w Duchu Świętym stali się Jego przybranymi dziećmi, a przez to dziedzicami Jego szczęśliwego życia.”

Zapisane na brązowo powyższe zdania można śmiało uczynić nie tylko motywem krótkiej refleksji, ale nawet tematem kilkudniowych rekolekcji.

Dotykamy tu niezwykle ważnej i zapominanej chyba nieraz prawdy: Bóg stworzył nas z miłości do tego, byśmy byli uczestnikami SZCZĘŚLIWEGO ŻYCIA Boga. To dlatego – jak czytamy dalej w powyższym punkcie – w każdym czasie i w każdym miejscu jest On BLISKI CZŁOWIEKOWI.

Powołaniem każdego człowieka – już tutaj na ziemi – jest szczęście, udział w szczęściu samego Boga. Bóg nie stworzył nikogo dla nieszczęścia i cierpienia. Bóg nie chce nieszczęścia, choć nieraz je dopuszcza – także na bezbronnych. Zawsze jednak jest gdzieś ten główny cel: udział w szczęściu. Tu, na ziemi a kiedyś także w tej rzeczywistości, którą potocznie nazywamy niebem.

Bóg jest bliski człowiekowi. Ta prawda – płynąca nie tylko z Katechizmu, ale przede wszystkim z Ewangelii – pozwala nam właściwie podejść do różnego rodzaju trudności, jakie napotykamy na drogach naszego życia. Nie bez powodu już w pierwszym punkcie Katechizmu mowa jest o Bożej obecności i bliskości z człowiekiem.

Jeśli przyjmiemy tę prawdę już teraz, na starcie naszych rozważań, będziemy mieli później znakomity punkt odniesienia np. w refleksji na temat cierpienia i śmierci. Jeśli zanegujemy to i uwierzymy, że Bóg nas stworzył, ale zostawił na pastę losu samymi sobie, jakiekolwiek rozważania o trudnych doświadczeniach naszego życia będą bardzo trudne.

ZAPAMIĘTAJ: Bóg stworzył człowieka, by uczynić go uczestnikiem swego szczęśliwego życia. Dlatego w każdym czasie i w każdym miejscu jest On bliski człowiekowi.

By wiedzieć w co wierzyć…

Każdy uczył się kiedyś Katechizmu. Takie były wymagania do Pierwszej Komunii św. Niestety, dla wielu z nas było to wtedy pierwsze i jednocześnie ostatnie spotkanie z katechizmowymi prawdami. Niestety, bo przecież wiedza sprzed lat pewnie już dawno gdzieś umknęła. Niepowtarzana i nieutrwalana szybko ulatuje.

Trudno się zatem dziwić, że gro spośród tych, którzy chodzą dziś do kościoła, nie za bardzo wie, w co wierzy. Wielu praktykującym np. Trójca Święta myli się ze Świętą Rodziną a Uroczystość Niepokalanego Poczęcia ze Zwiastowaniem. Nie ma się co dziwić – jeśli człowiek nie karmi się tym, czego naucza Kościół, to skąd ma wiedzieć takie rzeczy?

Blisko trzy tysiące punktów w Katechizmie Kościoła Katolickiego to ogromna dawka bardzo konkretnej wiedzy. Nie będę się tutaj koncentrował na każdym z punktów (zajęłoby to bardzo dużo czasu), ale śledząc po kolei wszystkie z nich, będę wybierał i pobieżnie tylko komentował te, które wydają się godne zauważenia i utrwalenia.

Mam nadzieję, że te moje pobieżne komentarze staną się zachętą do systematycznej lektury KKK i zaowocują osobistymi przemyśleniami. Niech tak będzie…

Pierwsze spotkanie z Katechizmem Kościoła Katolickiego już niebawem.

Ach, ten Kościół zacofany…

,,I co z tego, że mieszkam z dziewczyną bez ślubu? My się kochamy i żaden papierek nie jest nam do szczęścia potrzebny. Poza tym Kościół już dawno powinien zmienić patrzenie w tej sprawie. To przez wasze zasady młodzi ludzie odchodzą od Kościoła.”

Mniej więcej tak wyglądała argumentacja młodego chłopaka, z którym kilka dni temu dane mi było się spotkać. Nie, to nie była spowiedź, ale luźna – choć nie koniecznie przyjacielska – rozmowa. Wojtek (nadajmy mu takie imię, by był choć trochę mniej anonimowy) uważał, że jest wyrazicielem opinii większości młodych par nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Jako ich rzecznik postuluje zmiany.

A tymczasem… Mimo wielu postulatów i propozycji modyfikacji Dziesięciu Bożych Przykazań, żadne z nich nigdy nie zostanie zmienione. Dlaczego? Bo nawet Kościół (a co dopiero ktoś inny) nie ma prawa ingerować w zamysł Pana Boga. Kościół ma stać na straży Dekalogu i na pewno nie jest od tego, by cokolwiek ,,ulepszać.”

Ciekawą rzecz w jednej ze swoich książek zauważył ks. prof. E. Staniek. Zwraca on uwagę na to, że Boże Przykazania są krótkie i możliwe do zrozumienia nawet dla najbardziej prostego człowieka. Więcej, nawet najmniej wykształcony człowiek może nauczyć się ich na pamięć. Takie jest Prawo Boże. Tymczasem jakie są ludzkie prawa? Składają się z ogromnych tomów wypełnionych niezliczoną ilością paragrafów i kanonów. Wciąż jednak – mimo, że jest ich tak wiele – trzeba coś zmieniać, nowelizować, wyjaśniać. Które zatem prawo jest lepsze: Boże – krótkie, proste i czytelne czy ludzkie – trudne, zagmatwane i nie zawsze jasne?

Tak naprawdę tym wszystkim, którzy postulują zmiany w Dekalogu chodzi o nic innego, jak tylko o to, by znaleźć dla siebie pretekst i alibi do nie wypełniania Bożego Prawa. Wielu ludziom nie chce się podjąć trudu zachowania Dekalogu (choćby przykazania nakazującego życie w czystości). A że sami czasem mają z tym problem i że sumienie niejednokrotnie im to wyrzuca, postulują zmianę lub usunięcie przykazania, a przy tym zarzucają Kościołowi zacofanie i zaściankowość.

Przyznaję, wypełnianie Bożego Prawa wcale nie jest proste. Więcej, czasem jest naprawdę bardzo trudne. Ale wyjściem z sytuacji na pewno nie jest zmienianie czegokolwiek. Jeśli już chcemy coś zmieniać, to zacznijmy od siebie i od swojego nastawienia do Dekalogu. Jeśli będziemy traktowali je jako zło konieczne, to na pewno takie podejście do sprawy nam nie pomoże. Warto popatrzeć na Dekalog jak na przydrożny znak, który ostrzega przed ostrym zakrętem. Mogę, oczywiście, ten znak zignorować, ale czy potem mam prawo się dziwić, że zatrzymałem się na drzewie?

Naj­silniej­szy jest zaw­sze ten, kto umie złożyć dłonie do modlitwy – Søren Kierkegaard

Chodząc po kolędzie, w niejednym mieszkaniu widziałem lodówki obklejone różnokolorowymi karteczkami z różnymi komunikatami. Np.: kup mleko, naleśniki w mikrofali, wyrzuć śmieci, będę o 20.oo. Ot, taki śmieszny sposób komunikowania się w XXI wieku. Chyba ciut lepszy niż zimny sms. A na pewno bardziej twórczy.

lodówkaKiedyś, gdy jeszcze działałem w Pogotowiu Duchowym, też obklejałem. Tyle tylko, że nie lodówkę, ale szafę. Miałem zwyczaj obklejać szafę małymi kolorowymi karteczkami z intencjami do modlitwy. Intencje te spływały przez Pogotowie, ale też przez facebooka, sms, skeype, bloga i na wiele jeszcze innych sposobów. Generalnie każdy sposób jest przecież dobry, by prosić kogoś o pomięć, o modlitwę. Wtedy też zacząłem – niemal na każdej Mszy św., którą odprawiam – dodawać w modlitwie wiernych wezwanie: Módlmy się za tych, którzy prosili nas o modlitwę…

I tak jest do dziś. Chociaż już dawno nie posługuję w Pogotowiu Duchowym, intencji do modlitwy wciąż nie brakuje. I wciąż spływają nowe. Już nie wieszam ich na szafie, bo żeby zmieścić wszystkie, musiałbym mieć w pokoju ze trzy duże segmenty. Teraz wszystkie kartki składam w małym kartonie. I widzę – a może lepiej napisać, że czuję – jak wielki łańcuch modlitwy zatacza coraz szersze kręgi. Modlitwa dawana zwykle do nas wraca.

Przekonałem się o tym niedawno, kiedy podeszła do mnie penitentka (widziałem ją mojechyba pierwszy raz w życiu, choć ona twierdzi, że kiedyś ją wyspowiadałem) i powiedziała, że od dawna modli się za mnie. Nie znając jej osobiście – też się za nią modliłem. Jak to możliwe?

Niewielu wie, że w Katechizmie Kościoła Katolickiego jest taki punkt, który zobowiązuje spowiednika do modlitwy za tych, których spowiada. Nawet, jeśli widzi ich pierwszy raz na oczy i pierwszy raz ich słyszy.

Punkt 1466 KKK mówi nam: Spowiednik nie jest panem, lecz sługą Bożego przebaczenia. Szafarz tego sakramentu powinien łączyć się z intencją i miłością Chrystusa. Powinien mieć głęboką znajomość chrześcijańskiego postępowania, doświadczenie w sprawach ludzkich, szacunek i delikatność wobec tego, który upadł (…). Powinien modlić się za tego, kogo spowiada i pokutować za niego, powierzając go miłosierdziu Pana.