Samotność jest najgorsza…

Samotność jest w życiu księdza najgorsza. Brak seksu jest rzeczą wtórną. Oczywiście wiadomo, że to cześć natury ludzkiej – ale bardziej chodzi o więź, bliskość.

Cały dzień jesteś z ludźmi. Tylko wieczorem przychodzisz do pustego domu. Co możesz robić? Pozostaje ci wiara. Bez wiary szybko traci to sens. Wypalasz się. Szukasz jakichś zastępczych rzeczy. Stąd się biorą nałogi. Stąd się biorą chore relacje. Tu jest przyczyna pedofilii. Odejścia od kapłaństwa. Stąd się bierze samotność i zerwanie z Panem Bogiem.

                                                                    (,,Czarni” Paweł Reszka, Warszawa 2019, s. 217)

Ludzie mają tylko mnie do kopania…

– Chciałby się ksiądz przytulić wieczorem do kogoś?

– Są takie momenty na pewno. Z drugiej strony myślę, że to dobrze, że jestem sam. Tak to sobie tłumaczę – że gdyby nie było celibatu, całe zło, które spada na mnie, spadałoby też na moją rodzinę. Już słyszę swoich parafian: ,,Aaa, futro sobie księdzowa kupiła! Pewnie z ostatniej tacy.”

Albo jakby mój syn wybił szybę. Ile byłoby gadania, że ksiądz gnojka nie wychował! A tak jestem sam i ludzie mają tylko mnie do kopania. Może to brzmi trochę heroicznie, ale tak sobie to sam tłumaczę.

(,,Czarni” Paweł Reszka, Warszawa 2019, s. 217)

Mówię przecież, że po drodze…

Zwykły dzień w życiu księdza? Czasem zaczyna się bardzo wcześnie. Są ambitni parafianie, który potrafią o 6.05 zadzwonić na plebanię dzwonkiem do drzwi. Bo oni akurat jadą do roboty i mają po drodze. A ksiądz przecież zawsze jest w pracy.

No więc ,,po drodze” jak najbardziej wypada wpaść, bo czemu nie? A że na drzwiach jest kartka, kiedy czynne, a kiedy zamknięte, to dla ludności miejscowej raczej nie jest problem, bo kto by tam czytał karteczki na drzwiach, jeśli może zadzwonić, prawda? Człowiek ma być ojcem chrzestnym i potrzebuje zaświadczenia, no to dzwoni. Może i mógłby zadzwonić później, ale później mniej mu pasuje. A teraz? Idealnie! No mówię przecież, że po drodze!

(,,Czarni” Paweł Reszka, Warszawa 2019, s. 213)

Cudownie jest być kapłanem…

Chyba nie tylko ja odnoszę czasem wrażenie, że wielu traktuje dziś Kościół jak zwyczajną firmę usługową. Przychodzą wtedy, gdy trzeba wyspowiadać, ochrzcić, pochować, poświęcić. Celowo piszę ,,wielu”, a nie ,,wszyscy”, bo przecież jest też ogromne grono bardzo oddanych wiernych, którzy z Kościołem są blisko. Ba, oni sami są Kościołem i Kościołem się czują.

Dziś nie tyle chcę pisać o Kościele, ile bardziej o kapłaństwie. O kapłaństwie, które wciąż warto wybierać, mimo szalejącej wokół nagonki na księży. Warto wybierać kapłaństwo, bo:

– przychodzą do ciebie ludzie, mimo, że często cię zupełnie nie znają. Jesteś dla nich obcy, a mimo to proszą cię o modlitwę, rozmowę, poradę. Często przy tym jesteś świadkiem ich szklących się oczu. A najpiękniej jest wtedy, kiedy przychodzą do konfesjonału i otwierają przed tobą swoje serca, mówiąc o tym, co najbardziej trudne, brudne i wstydliwe. A potem słuchają twojej nauki, choć ty czujesz, że wobec wielu ludzkich problemów i dylematów jesteś zwyczajnie bezsilny.

Ale mówisz… mówisz… mówisz…. i coraz bardziej otwierasz oczy ze zdumienia, bo dobrze wiesz, że to nie ty mówisz, ale Duch Święty mówi przez ciebie. I to mówi takie rzeczy, o których ty jeszcze kilka chwil wcześniej nigdy byś nie pomyślał. Czujesz, że On działa przez ciebie i w tobie. Aż ciarki przechodzą po plecach. A potem wyciągasz swoją rękę i wypowiadasz jedne z najpiękniejszych słów, jakie kapłan wypowiadać może, słowa rozgrzeszenia: ,,Bóg Ojciec Miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen”

To nic, że być może usłyszałeś przed chwilą opis najbardziej odrażającej i ohydnej rzeczy na świecie. To nic, że usłyszałeś ludzki szloch i zobaczyłeś ludzkie łzy. To nic… Najważniejsze, że dałeś słowa pociechy i że w serce człowieka wlałeś nadzieję. I rozgrzeszyłeś…

Już dla takich tylko chwil warto być kapłanem.

Nawet, jeśli dla ciebie jako kapłana ludzie mają mniej wyrozumiałości i życzliwości – bo przecież od księży zawsze wymaga się więcej – już dla takich tylko chwil warto być kapłanem. Można dawać ludziom to, co najpiękniejsze – Boże Miłosierdzie. Ale to jeszcze nie wszystko.

Są przecież jeszcze inne sakramenty. Chrzest – choć swojego chrztu świętego nie pamiętasz, skrzętnie zapisujesz w notesie nazwiska dzieci, które ochrzciłeś. Ja tak właśnie robię. Stałeś się przecież dla każdego z nich duchowym ojcem. To nic, że nie zawsze rodzice będą prowadzać je do kościoła; to nic, że z czasem zapomnisz nazwiska i po latach nie rozpoznasz na ulicy ,,swoich.” Na to nie masz wielkiego wpływu – taka kolej rzeczy. Najważniejsze, że przez ciebie stały się dziećmi samego Boga. Teraz to, co możesz im dać najpiękniejszego, to modlitwa i dobre świadectwo.

Eucharystia – mówią o niej: źródło i szczyt. A ty w tym źródle i szczycie masz swój udział. Kiedy stajesz przed ludźmi przy ołtarzu i świadomy swojej ludzkiej słabości bierzesz do ręki biały opłatek i kielich z winem, i kiedy z przejęciem wypowiadasz słowa, które kiedyś sam Jezus wypowiedział: ,,Bierzcie i jedzcie…”, ,,Bierzcie i pijcie…”, to nie ma dla człowieka piękniejszej chwili. Potem jeszcze mówisz, że to ,,Wielka Tajemnica Wiary.” I sam łapiesz się na tym, że to także dla ciebie samego wielka tajemnica, której także twoje serce jeszcze nie odkryło. I nie ma znaczenia, czy wypowiadasz te słowa po raz pierwszy czy ostatni w życiu. Tajemnica na zawsze pozostanie Tajemnicą.

I właśnie wtedy widzisz, że jesteś tylko sługą i że tak naprawdę tylko wiara pozwala ci każdego dnia na nowo stawać za ołtarzem. Tylko wiara… A potem wychodzisz przed ołtarz, a wierni podchodzą do ciebie, byś dał im Jezusa. Znów dotykasz Świętych Postaci i podnosząc w górę, wypowiadasz słowa: ,,Ciało Chrystusa.” I widzisz, z jaką wiarą ludzie przyjmują Go do swojego serca. Czasem, gdy tej wiary nie widać, ty i tak głęboko wierzysz, że Jezus przyjęty do serca, zrobi w nim porządek.

Są też inne ważne momenty w kapłańskiej posłudze. Takie chociażby, gdy wezwą Cię do chorego. Kiedy ze łzami w oczach mówią, że umiera, że namaścić trzeba. A ty gdzieś w głębi serca wiesz, że choć ludzi przy łóżku chorego jest wielu, tylko ty z tego grona masz Moc, która nie tylko oczyszcza z grzechów, ale też uzdrawia. Sięgasz do bursy, wyciągasz święte oleje i namaszczasz schorowane ciało. Tylko ty jako kapłan możesz przed konającym otworzyć bramy nieba. Możesz czynić to własnymi rękoma. Tymi samymi, które ludzie starsi jeszcze z takim szacunkiem całują i które z takim namaszczeniem robią znak krzyża na niejednym czole.

Kapłańskie ręce… Kiedy więc ktoś pyta o to, czy warto być dziś kapłanem, patrzę ukradkiem na moje namaszczone dłonie. Niby takie zwyczajne, a jednak skrywające w sobie przedziwną tajemnicę. Ręce kapłańskie mogą czynić prawdziwe cuda. Pod warunkiem, że kapłan nie będzie się bał zrobić z nich użytku. Niestety, także w życiu kapłana zawsze istnieje pokusa schowania namaszczonych rąk do kieszeni.