Prawdziwy obraz Kościoła…

Od niedzielnego wieczoru leżę. Dopadło mnie jakieś dziwne przeziębienie, które nie pozwala mi na normalne funkcjonowanie. Przynajmniej na razie.

 
Mam sporo czasu: na modlitwę, na poczytanie zaległych książek, na przygotowanie zbliżających się dni skupienia. Miałem też czas na obejrzenie ,,Tylko nie mów nikomu”. I to aż dwa razy. 

Nie będę tego filmu komentował.

Ja powiem tylko tyle: Judasze byli zawsze. Ja dziś kocham mój Kościół jeszcze bardziej niż przed obejrzeniem tego materiału. Kocham mój Kościół za to, że mimo, iż przez całe dekady nosił na swoim łonie wielu zwyrodniałych przestępców, wciąż trwa i wciąż pełni swoją – nadaną przez Jezusa – misję. Kocham mój Kościół, tak jak kocha się matkę; nawet wtedy, kiedy któreś z jej dzieci uczyni coś złego. Kocham mój Kościół.

Nie rozumiem, nie usprawiedliwiam i nie rozgrzeszam przestępców. Ale na pewno też nie pozwolę, by to, co zrobili i to, jak się ich dzisiaj ocenia, wykrzywiło mi prawdziwy obraz Chrystusowego Kościoła.

 

Ostatnie pożegnanie…

Wczoraj pożegnaliśmy panią Feliksę. Miała 97 lat. Od wielu lat przykuta do łóżka. W każdy pierwszy piątek miesiąca przyjmowała Pana Jezusa w Komunii św., a przez fakt, że mieszkała blisko naszego Seminarium, mogła przyjmować Komunię także w każdą niedzielę.

Przez ostatnie miesiące moje wizyty u niej zawsze kończyły się tak samo:
Proszę ojca (zawsze zawstydzały mnie te słowa wypowiadane przez blisko stuletnią staruszkę) chciałabym już odejść.

Żartowałem sobie wtedy i mówiłem:
Czyżby już Pani omodliła wszystkich potrzebujących?

Uśmiechała się wtedy i mówiła:
No jeszcze chyba nie.

Przekonywałem, że skoro Pan Bóg daje jej tak długie życie, to znaczy, że ma ona coś na ziemi jeszcze do zrobienia. Przyjmowała to, ale i tak kiedyś powiedziała, że MARZY O TYM, żeby już odejść.

Jej marzenie się spełniło. W niedzielę 28 kwietnia odwiedziłem ją po raz ostatni. Była to Niedziela Miłosierdzia: spowiedź, Komunia św. i odpust, o którym Pan Jezus mówił s. Faustynie.

Odeszła do wieczności dwa dni później – w święto św. Wojciecha, męczennika. Pogrzeb był wczoraj – w uroczystość św. Stanisława. Wielcy polscy święci wprowadzili p. Feliksę do nieba.

Można, oczywiście, w tych datach widzieć zwykły zbieg okoliczności. Ale ja patrzę na tę śmierć oczyma wiary. Czy potrzebny był jakiś lepszy scenariusz na zakończenie tak długiego i przepełnionego modlitwą życia? Nie mam wątpliwości, że tam, gdzie teraz jest, ogląda Pana Jezusa twarzą w twarz.

W końcu Feliksa (z łac.) znaczy szczęśliwa.

Znów w Hebdowie…

Niedawno wróciłem z Hebdowa, a za chwilę znów tam jadę. Tym razem jednak nie na Kapitułę, ale na majówkę. Podtrzymujemy tradycję dorocznych Spotkań Rodziców naszych kleryków i wspólnie wyjeżdżamy na kilka dni wypoczynku i integracji.

To bardzo dobre spotkania. To przede wszystkim czas poznawania się, czas  doświadczania wspólnoty i czas modlitwy.  Już teraz widać, że pogoda będzie sprzyjała naszym planom, więc za wszystko Bogu niech będą dzięki.

Sanktuarium Matki Bożej Hebdowskiej

Cóż masz, czego byś nie otrzymał? (1 Kor 4, 7)

Kolejny miesiąc naszego życia przechodzi już do historii. Miesiąc piękny, wielkopostny: czas rekolekcji i wielu godzin spędzonych w konfesjonale. Miesiąc Wielkiego Tygodnia i Świąt Zmartwychwstania. U nas pijarów także miesiąc Kapituły Prowincjalnej: czasu podsumowań, wyborów i planowania.

Pisząc dziś te słowa uświadamiam sobie, jak wiele w ostatnim miesiącu otrzymałem od Ojca, a za jak wiele rzeczy wcale Mu nie podziękowałem. Zdołałem podziękować może tylko za kilka procent tego, co w minionym miesiącu stało się moim udziałem.

Chyba wszyscy mamy tak, że o wiele prosimy, czasem przepraszamy, a z tym dziękczynieniem bywa bardzo różnie. I pewnie nie dlatego, że serce jakieś małoduszne. Bardziej dlatego, że tych wszystkich dobrodziejstw zwyczajnie nie zauważamy. Tak już do tego pięknego świata się przyzwyczailiśmy, że w wielu dobrodziejstwach Bożego działania już nie dostrzegamy. A szkoda…

Niech nowy miesiąc będzie jeszcze bogatszy w Boże łaski i dary.

 

Śpiewanie jako powołanie…

Rozpoczęliśmy Wielki Tydzień. Czas, w którym częściej niż zwykle będziemy myśleć o przemijaniu, o śmierci. Jeśli nie w kontekście swojego życia, to na pewno w kontekście życia, męki i śmierci Jezusa.

Zupełnie przypadkiem natknąłem się kilka dni temu na słowa światowej sławy tenora p. Andrzeja Batora. Powiedział on kiedyś:

,,Wszystko przeminie, brawa umilkną, kwiaty zwiędną, a pozostaną tylko wartości duchowe. Kiedy stanę przed Bogiem, nie będzie ważne, gdzie śpiewałem, jakie miałem owacje, bisy i recenzje. Ważne będzie natomiast to, jak żyłem, jakim byłem człowiekiem. Dlatego śpiewanie traktuje jak powołanie, jak misję. Moja kariera to zdobycie sukcesu wiecznego zbawienia.”

Życzmy sobie nawzajem takiego właśnie podejścia do spraw najważniejszych. A tutaj https://www.youtube.com/watch?v=ODAJHTRk0zk możemy p. Andrzeja posłuchać.