O odwagę, bo jej trzeba…

Dziś pierwszy czwartek miesiąca. Tak jak co miesiąc, tak i dzisiaj szturmujemy niebo naszymi modlitwami, prosząc dobrego Boga o to, by posyłał młodych do pracy w swojej Winnicy.

Nawet, jeśli praca w Winnicy przypomina czasem pracę w kamieniołomach, nie przestajemy prosić. Nawet, jeśli kapłaństwo jest niedoceniane, a życie księży ośmieszane, my ciągle wołamy.

Prosimy nie tylko o nowe powołania. Te przecież są i będą, bo Jezus nie przestał się nagle interesować Wspólnotą, której sam dał początek. Modlimy się raczej o odwagę dla tych, którzy czują w sercu zaproszenie na tę niełatwą drogę.

A więc…

O odwagę dla młodych chłopców i dziewcząt; dla tych, których Ty sam zapraszasz do pracy w swoim Kościele Ciebie prosimy – wysłuchaj nas, Panie.

***

Pamiętajmy dziś też o modlitwie za papieża Franciszka.
Właśnie dziś obchodzi swoje imieniny.

Przyjemne z pożytecznym…

Już kiedyś wspominałem, że mam dwa ulubione rodzaje sklepów: sklepy zoologiczne i sklepy z książkami. Ostatnio odwiedziłem dość ciekawy ,,sklep”, a w zasadzie lepiej napisać: ciekawą ,,wypożyczalnię.” Taką, na świeżym powietrzu. I to w dodatku w parku, obok placu zabaw. ,,Wypożyczalnię” na warszawskim Natolinie.

Na pierwszy rzut oka wygląda jak ul dla pszczół. Nic bardziej mylnego…
To ,,wypożyczalnia” książek. Ktoś przychodzi, wkłada tam przyniesione przez siebie książki. Ktoś inny bierze je i czyta. I to za darmo. Sam znalazłem tam dla siebie kilka ciekawych pozycji.

Sprawa godna polecenia.
Może kiedyś doczekamy się takich ,,wypożyczalni” także w Krakowie?

 

 

Mój przyjaciel bez cienia…

Dziś przypada liturgiczne wspomnienie naszych Świętych Aniołów Stróżów. Chyba coraz więcej osób uświadamia sobie ich istnienie i ma osobiste nabożeństwo do tych niebieskich duchów.

Ja mogę powiedzieć, że już od lat mam taką świadomość, że przez życie nie idę sam; że jest blisko Ktoś, kto jest moim osobisty łącznikiem (nie pośrednikiem, bo Pośrednik jest tylko jeden – Jezus) między ziemią a niebem.

Jest taki jeden moment we Mszy św., kiedy bardzo mocno uświadamiam sobie prawdę o świętych obcowaniu i o tym, że aniołowie są pośród nas i towarzyszą nam w naszej modlitwie. Ten moment to słowa kończące prefację: ,,Dlatego z Aniołami i Archaniołami i z wszystkimi chórami niebios głosimy Twoją chwałę, razem z nimi wołając…”

Wow… Razem z Aniołami głosimy chwałę Boga. Czy to nie jest niesamowite?

Katechizm Kościoła Katolickiego w 336 punkcie mówi nam: ,,Każdy wierny ma u swego boku anioła jako opiekuna i stróża, by prowadził go do życia.” Można powiedzieć, że prowadzi go nie tylko do życia (wiecznego), ale także przez życie. To życie ziemskie; często tak trudne i pogmatwane.

Szczęśliwy jest ten, kto ma osobistą relację ze swoim Aniołem Stróżem. Kto wierzy w jego istnienie, kto potrafi z nim rozmawiać. Ktoś taki może nie tylko nie czuć się w swoim życiu samotnym, ale nadto może mieć przekonanie, że ma po swojej stronie potężnego obrońcę. Kogoś, z kim na pewno warto się zaprzyjaźnić.

Na koniec słowa, które zawsze jakoś mocno do mnie przemawiają. Słowa św. Jana Marii Vianneya:

,,Gdybym spotkał kapłana w towarzystwie anioła, to najpierw pozdrowiłbym kapłana. Anioł jest wprawdzie przyjacielem Boga,
lecz tylko kapłan Boga reprezentuje.”

Co jest najważniejsze…

Ewangelia wg św. Łukasza 9,46-50

Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: «Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki». Wtedy przemówił Jan: «Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami». Lecz Jezus mu odpowiedział: «Przestańcie zabraniać; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami».

Uczniowie zastanawiają się dziś nad tym, który z nich jest największy. Odpowiedź na to pytanie z góry zakłada jakieś porównywanie się z innymi, szufladkowanie siebie i bliźnich. Bez tego nie da się odpowiedzieć na pytanie o to, który jest najważniejszy.

A Jezus zawstydza pytających. Daje im odpowiedź, której się nie spodziewali – stawia przed nimi dziecko. Więcej nawet: utożsamia się z nim. Skoro sam Jezus daje nam odpowiedź na pytanie o to, kto z nas jest największy i najważniejszy, to temat trzeba uznać za zamknięty. Nie ma co do niego powracać, bo odpowiedź Jezusa i przykład dziecka są ponadczasowe. Możemy śmiało już się nad tym nie zastanawiać. Możemy jednak pójść krok dalej i odwrócić nieco to pytanie.

Skoro już znamy odpowiedź na tamto pytanie, możemy postawić sobie inne:

Co jest dla mnie w życiu najważniejsze?

To pytanie ciągle jest otwarte. Nie Jezus ma mi na nie odpowiedzieć, ale ja sam. To pytanie o moje wartości, o hierarchię ważności w moim życiu. Pytanie, które powinni sobie dziś postawić przede wszystkim studenci. Ale nie tylko oni…

Każdy z nas powinien – dla dobra swojego osobistego duchowego rozwoju – pytać siebie samego o to, co jest dla niego na ten moment najważniejsze. Co jest fundamentalne, podstawowe.

Teraz, kiedy studenci rozpoczynają nowy rok akademicki, a my wszyscy rozpoczynamy kolejny miesiąc a nawet cały kwartał naszego życia, kiedy tak wiele różnych rzeczy planujemy, tak wiele różnych rzeczy nas absorbuje, warto naznaczyć sobie priorytety. Spróbować dobrze, ewangelicznie rozłożyć akcenty.

Właściwe rozłożenie akcentów jest bardzo ważne nie tylko w życiu duchowym. Również w naszej zwyczajnej codzienności. Jeśli źle ułożymy hierarchię wartości każdy kolejny dzień – zamiast cieszyć – zwyczajnie będzie nas męczył.