Podwójna klęska kudłatego…

Kościół braci kapucynów pw. Przemienienia Pańskiego w Warszawie

Bardzo lubię ten kapucyński kościół na Miodowej w Warszawie. Niektórzy mówią, że tu śmierdzi. Powód owego smrodu upatrują w obecności wielu bezdomnych, siedzących na schodach i przed drzwiami w oczekiwaniu na otwarcie jadłodajni. Kapucyni przecież słyną i z tego.

Rzeczywiście, bezdomnych jest tutaj całkiem sporo. Pewnie schodzą tu z całej Warszawy. Głodni, nieumyci i – co tu dużo mówić – zwyczajnie śmierdzący. Chyba przydałby się i w Warszawie kardynał Krajewski, żeby zadbać o prysznice. Tak jak niedawno zadbał o to w Wiecznym Mieście.

Lubię ten kapucyński kościół, bo to jeden z niewielu tych w stolicy, w których spowiedź w ciągu dnia odbywa się dłużej niż tylko w czasie Mszy świętych rano i wieczorem. Tutaj bracia kapucyni spowiadają po kilka godzin (9-12 i 16-18.30).

Jeśli więc o smrodzie mowa to – jak dla mnie – miejsce to mocno śmierdzi siarką. Tak, siarką… Kudłaty musi przecież przeżywać prawdziwe męki, widząc jak duchowi bracia św. o Pio i św. Leopolda Mandicia (warto pamiętać, że obaj kapucyni byli patronami niedawnego Roku Miłosierdzia) jednają ludzi z Bogiem. Tutaj zły ponosi naprawdę sromotną klęskę. I to podwójną – w jadłodajni bracia troszczą się o ciało człowieka, w konfesjonale troszczą się o jego duszę.

W minioną niedzielę w Warszawie rozpoczęła się kolejna – już XXX – Międzynarodowa Parafiada Dzieci i Młodzieży. O tym, czym jest Parafiada i dlaczego wciąż cieszy się tak wielką popularnością wśród dzieci i młodzieży możecie przeczytać tutaj http://parafiada.pl/inauguracja-30-parafiady/

Tam, gdzie jest młodzież, tam powinien być też… duszpasterz powołań. Więc podziękowałem dziś rano za gościnę ojcom cystersom i przyjechałem do stolicy. Tu zalogowałem się na obiektach Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, która już od lat udziela Parafiadowiczom schronienia.

Jutro czeka mnie kilka powołaniowych rozmów. Westchnijcie za mnie i za tych młodych, którzy na temat powołania chcą rozmawiać. Niech Duch Święty będzie nad tym wszystkim.

W gościnie u ojców cystersów…

Dziś goszczę u najpopularniejszego sołtysa w Polsce. Wąchockiego… To – oczywiście – żart. Wąchock przecież nie ma sołtysa. Ma za to swojego burmistrza, bo miasteczko już od kilkudziesięciu lat jest siedzibą wiejsko – miejskiej gminy.  

Wąchock – oprócz tego, że słynie z dowcipów o sołtysie – znany jest także ze starego opactwa ojców cystersów. I właśnie w tym opactwie na dwa dni się loguję, by nieco zaczerpnąć ducha modlitwy i klimatu ciszy. Taki osobisty dzień skupienia.

Opactwo Ojców Cystersów w Wąchocku

 

 

Ewangelia jeszcze nikomu nie zaszkodziła…

Jak ktoś śledzi mojego facebooka wie, że wśród moich znajomych wywołałem prawdziwą burzę. Zwyczajnie włożyłem kij w mrowisko. No cóż…Różne są sposoby, by zmusić niektórych do myślenia. Prowokacja to też dobry sposób.

Pisząc o tym, że w pewnych sytuacjach trzeba ks. Glasa zastąpić np. abpem Rysiem (mówię o książkach, konferencjach, wykładach) miałem swoje racje. Ksiądz Glas naprawdę nie jest dla każdego. Są wokół nas ludzie (piszę o tym bynajmniej nie po to, by kogoś obrażać), którzy boją się własnego cienia. Są ludzie uwikłani w różnego rodzaju lęki i nerwice. Tacy, co to wszędzie widzą zło i to w tej najgorszej postaci.

Takich ludzi naprawdę spotykamy na co dzień, choć zwykle najlepiej widać to w konfesjonałach. W Medjugorie przekonałem się o tym namacalnie. Nie jest dobrze, jeśli ktoś, kto i tak demona widzi na każdym kroku, sięga po książki czy konferencje kogoś, kto w mniej lub bardziej udolny sposób jeszcze te lęki podsyca. Oczywiście, nie celowo i często pewnie nieświadomie. Ale tak niestety czasem bywa.

Każdy ksiądz, a już szczególnie ksiądz, który mówi czy pisze o demonach albo pełni posługę egzorcysty (przez co jest pewnym autorytetem), musi mieć świadomość odpowiedzialności za swoje słowa. I musi wiedzieć, że jego teksty trafiają nie tylko do ludzi, którzy są mocni w swojej wierze i mają prosty kręgosłup moralny. Bardzo często po wiedzę związaną np. z okultyzmem albo po wiedzę z zakresu demonologii sięgają ludzie, którzy silni w swojej wierze nie są albo wręcz dryfują już po obrzeżach Kościoła. I wtedy taka wiedza, poparta autorytetem danego kapłana, może być bardzo szkodliwa.

Nie mam żadnej wątpliwości, że w Kościele potrzebny jest tak samo ks. Glas jak i bp Ryś. Jeden i drugi robią dobrą robotę i robią to na chwałę Pana Boga. Ale patrząc na konkretną osobę zawsze trzeba patrzeć też na owoce, jakie rodzą się w niej z karmienia się czyimiś treściami. Jeśli owoce nie są dobre (a ja mam tu na myśli właśnie takie przypadki i o takich piszę), trzeba zmienić pokarm. Zaproponowałem abp Rysia, bo on mówi o Ewangelii, a ta – jak wiadomo – jeszcze nikomu nie zaszkodziła.