Prawdziwy obraz Kościoła…

Od niedzielnego wieczoru leżę. Dopadło mnie jakieś dziwne przeziębienie, które nie pozwala mi na normalne funkcjonowanie. Przynajmniej na razie.

 
Mam sporo czasu: na modlitwę, na poczytanie zaległych książek, na przygotowanie zbliżających się dni skupienia. Miałem też czas na obejrzenie ,,Tylko nie mów nikomu”. I to aż dwa razy. 

Nie będę tego filmu komentował.

Ja powiem tylko tyle: Judasze byli zawsze. Ja dziś kocham mój Kościół jeszcze bardziej niż przed obejrzeniem tego materiału. Kocham mój Kościół za to, że mimo, iż przez całe dekady nosił na swoim łonie wielu zwyrodniałych przestępców, wciąż trwa i wciąż pełni swoją – nadaną przez Jezusa – misję. Kocham mój Kościół, tak jak kocha się matkę; nawet wtedy, kiedy któreś z jej dzieci uczyni coś złego. Kocham mój Kościół.

Nie rozumiem, nie usprawiedliwiam i nie rozgrzeszam przestępców. Ale na pewno też nie pozwolę, by to, co zrobili i to, jak się ich dzisiaj ocenia, wykrzywiło mi prawdziwy obraz Chrystusowego Kościoła.

 

Warto czytać, by bzdur nie powtarzać…

W sobotę wspominałem o tym, że otrzymuję na telefon sondażowe pytania. Od kilku dni dotyczą one przede wszystkim Kościoła i tego, co wiąże się z nadużyciami seksualnymi ze strony duchownych.

Dziś kolejna porcja pytań spoczęła w mojej skrzynce:
– Czy należy zerwać konkordat?
– Czy zniesienie celibatu rozwiąże sprawę pedofilii?
– Czy uważasz, że Kościół powinien zostać opodatkowany?

Hm, nie wiem, kto układa te pytania, ale miałbym prośbę, by – zanim jakieś ułoży i wyśle – najpierw zorientował się nieco w temacie.

Kościół jest opodatkowany!!! I to na różne sposoby. Dlaczego nie mówi się głośno np. o tym, że każdy proboszcz ma obowiązek płacić podatek od każdego mieszkańca parafii zamiast od każdego wiernego, który uznaje się za członka wspólnoty?

Takich wątpliwości jest więcej. Polecam tekst zamieszczony na stronie jednej z polskich parafii, który dość dokładnie wyjaśnia tę kwestię. Warto czytać, by bzdur nie powtarzać.

http://jadwigaslaska.pl/glowna/kosciol-finanse

Pożyjemy, zobaczymy…

Od paru tygodni mam wątpliwy zaszczyt brania udziału w kilku (jak do tej pory) smsowych sondażach. Nie mam pojęcia, skąd wzięli mój numer. Systematycznie jednak zasypują mnie pytaniami.

Dziś kilka pytań dotyczących Kościoła i filmu braci Sekielskich.
– Czy obejrzy pan ten materiał?
– Czy to będzie dla Kościoła trzęsienie ziemi?
– Czy coś się po tym filmie zmieni?

Chciałoby się powiedzieć: A co ja, wróżka? Ale jedno jest pewne: z zapowiadanym od dawna filmem Sekielskiego chyba każdy wiąże jakieś pytania i oczekiwania. Zobaczymy, czy będzie to – jak zapowiadał Terlikowski – bomba, czy tylko kapiszon.

A może temat pedofilii w Kościele już się nam przejadł i nikogo już nie zadziwi? Pożyjemy, zobaczymy….