Spotkania radosne i smutne
Na zegarze już 23.40. Pora spać. Tyle, że sen jeszcze nie przychodzi. Może jeszcze – zanim przyjdzie – uda się choć rozdział książki przeczytać albo kawałek różańca odmówić.
Dziś dzień pełen wrażeń, bogaty w różne spotkania. Te miłe, przyjazne, kolędowe. Odwiedziłem dziś dziewiętnaście mieszkań i – szczerze powiem – z żadnego z nich nie chciało mi się wychodzić. Mam naprawdę fantastycznych Parafian. Niestety, ukradkiem trzeba było spoglądać na zegarek, bo przecież następni czekają.
Ale były też dzisiaj smutne spotkania. W ciągu godzinnego dyżuru w kancelarii przyjąłem dziś trzy pogrzeby. Kolejnych trzech Parafian przeszło na drugi brzeg. W gronie tych, którzy odchodzą, co jakiś czas zdarzają się ci szczególnie mi bliscy. Mam na myśli moich chorych, których przez ostatnie miesiące (a czasem i lata) odwiedzałem z Komunią św. Dziś np. dotarła do mnie wiadomość o śmierci p. Stanisława. Niedawno skończył 80 lat. Lubiłem do niego przychodzić. Przez chorobę uziemiony w mieszkaniu, nie mógł już odwiedzać kościoła. Możliwość przyjmowania Komunii św. w domu poczytywał sobie za wielką łaskę. Cieszyły go te spotkania, a i ja lubiłem do niego chodzić.
Wymazuję dziś p. Stanisława z listy moich chorych. Jeden adres mniej. Wierzę mocno, że p. Staszek ogląda już Pana Boga z bliska, bez pośredników. Że już jest wolny od swojej choroby, od słabości i starości. I że odbiera nagrodę za swoją wierność Jezusowi.
Może nawet – kto wie – szepnie czasem Panu Bogu do ucha jakieś dobre słowo o proboszczu…
