Na darmo buzia się rusza, jeśli nie modli się dusza…

Tym, którzy zaglądają na bloga (a po liczniku widzę, że tacy są) i zastanawiają się nad tym, dlaczego nie pojawiają się kolejny wpisy, spieszę donieść, że mam się dobrze, a brak wpisów to tylko – chwilowy jak ufam – brak weny.

Ostatnio jakoś bardziej pochłania mnie czytanie niż pisanie. Co i rusz pojawia się na rynku jakaś kolejna dobra książka, więc kupuję i czytam, czytam, czytam. W samym tylko lipcu kupiłem osiem ciekawych pozycji – będę je tu reklamował, gdy uznam, że warto. Nie, nie za gotówkę. Moi znajomi więdzą, że najlepszy dla mnie prezent to… karta podarunkowa do księgarni. A że niedawno miałem imieniny…

W parafii dość spokojnie. Nie ma teraz wszystkich tych wieczornych spotkań. Nie przychodzą kandydaci do bierzmowania – rozjechali się gdzieś po świecie. Nie ma naszych wspólnotowych zebrań w klasztorze, nie ma wielu innych obowiązków. To wszystko sprawia, że jest więcej czasu wolnego, który można poświęcić np. na pielęgnację niedawno zasadzonej przy kościele laurowiśni, na kolejną pompejankę lub czytankę.

Dzisiejszy dzień spędziłem w Kalwarii. Zaraz po zamknięciu kancelarii o 10.00 wsiadłem w auto i wyjechałem. To dobre miejsce, by zacząć nowy maryjny sierpień. By przeżywać pierwszą sobotę miesiąca i w dodatku dzień, w którym wypada dokładnie połowa mojej pompejanki. Dzisiejszy dzień to spowiedź w kalwaryjskim Sanktuarium, potem dużo ciszy, modlitwy, Bożego Słowa. A po powrocie do parafii jeszcze – jak co miesiąc – wieczorne nabożeństwo pierwszosobotnie z naszym Maryjnym Hufcem Różańcowym.

To bliskie obcowanie z Matką Bożą sprawia, że modlitwa różańcowa staje się codziennością. I tak jak dawniej odmówienie jednej części Różańca nieraz było nie lada wyczynem, tak teraz są dni, że odmówienie wszystkich czterech części staje się… normalnością. Po pewnym czasie wierności Różańcowi, tej modlitwy po prostu zaczyna brakować. Potem wykorzystuje się już każdą wolną chwilę, by rozważać kolejne tajemnice. A modlić się można wszędzie: czekając na penitentów w konfesjonale i stojąc gdzieś w centrum miasta na czerwonym świetle, można spacerując po parku bądź siedząc na adoracji. Możliwości jest wiele.

Intencji do modlitwy też nie brakuje. Ale nie brakuje też ludzi świeckich, którzy – mając przecież mnóstwo swoich świeckich obowiązków – też są wierni modlitwie. Zawsze zawstydzać mnie będzie mój znajomy – Tomek, który odmówił już w sumie siedem pompejanek. Jeśli uświadomimy sobie, że jedna nowenna pompejańska to trzy części różańca odmawiane nieprzerwanie przez 54 dni, to wyczyn Tomka naprawdę zasługuje na uznanie. A dodam, że Tomek jest studentem i od kilkunastu miesięcy pracuje.

Wspominam o tym wszystkim, bo rozpoczynamy kolejny maryjny miesiąc. Może to dobra okazja, by jeszcze bardziej zdecydowanie chwycić za Różaniec i jeszcze odważniej przytulić się do Mamy. A mamy przecież o co Mamę prosić. Choćby o trzeźwość w naszej Ojczyźnie, bo sierpień przecież jest miesiącem trzeźwości.