Różańcowa kierownica
Rozpoczynamy cykl wpisów o modlitwie różańcowej. Każdy z nas doskonale wie, co to jest różaniec. Niektórzy noszą go na palcu, niektórzy na szyi, wielu w kieszeni czy w torebce. Wielu ma go na lusterku w samochodzie. Różaniec – Bogu dzięki – obecny jest w przestrzeni publicznej i chyba nikt z nas nie doświadczył prześladowania za to, że nosi czy nawet modli się na różancu. Takiego prześladowania doświadczył kiedyś młody kleryk Jerzy Popiełuszko, gdy odbywał służbę w jednostce w Bartoszycach. On był za różaniec prześladowany.
Jakie skojarzenia nasuwają się nam, gdy myślimy o różańcu? Czy w ogóle różaniec wywołuje w nas jakieś skojarzenia? Ja mam dwa takie skojarzenia – dla mnie osobiście bardzo ważne i cenne.
Po pierwsze różaniec kojarzy mi się z… kierownicą. Tak, właśnie z kierownicą. Pamiętam, że gdy byłem małym chłopakiem i pewnego dnia na chwilę przycupnąłem w kościelnej ławce (na chwilę, bo byłem ministrantem i biegłem do zakrystii), zauważyłem, że kilka rzędów przede mną klęczy starsza pani. Opierając swoje łokcie o poręcz ławki, trzymała w dłoniach różaniec. Trzymała go właśnie tak, jak trzyma się kierownicę. Nie zwinięty w garści, nie przełożony przez palce i nie przewieszony przez nadgarstki. Trzymała go tak, jak trzyma się kierownicę.
Pamiętam to dobrze. Różaniec = kierownica. Zawsze, kiedy biorę do ręki różaniec myślę o tym, że to właśnie ta modlitwa i przywiązane do niej ewangeliczne rozważania scen z życia Maryi i Jezusa mają być dla mnie jak kierownica. Kierując się nimi w naszym życiu bez wątpienia dojedziemy bezpiecznie do celu, którym jest zbawienie. Bo ta różańcowa kierownica zawsze prowadzi tylko w jedną stronę – do nieba.
