Ludzie mają tylko mnie do kopania…

– Chciałby się ksiądz przytulić wieczorem do kogoś?

– Są takie momenty na pewno. Z drugiej strony myślę, że to dobrze, że jestem sam. Tak to sobie tłumaczę – że gdyby nie było celibatu, całe zło, które spada na mnie, spadałoby też na moją rodzinę. Już słyszę swoich parafian: ,,Aaa, futro sobie księdzowa kupiła! Pewnie z ostatniej tacy.”

Albo jakby mój syn wybił szybę. Ile byłoby gadania, że ksiądz gnojka nie wychował! A tak jestem sam i ludzie mają tylko mnie do kopania. Może to brzmi trochę heroicznie, ale tak sobie to sam tłumaczę.

(,,Czarni” Paweł Reszka, Warszawa 2019, s. 217)

Tak pachnie Pan Bóg…


KKK – któż z nas nie zna tego skrótu. To – oczywiście – kardynał Konrad Krajewski. Chyba każdy, kto choć trochę interesuje się życiem Kościoła i najbliższym otoczeniem papieża Franciszka, zna tę postać. To najmłodszy polski kardynał, papieski jałmużnik. A ostatnio także autor książki ,,Zapach Boga.”

Muszę powiedzieć, że choć czytam bardzo dużo, już dawno nie udało mi się przeczytać całej książki w jeden dzień. A tę właśnie przeczytałem w ciągu jednego dnia. I jeszcze notatki robiłem. Może się kiedyś przydadzą do jakichś kazań 🙂 . Czyta się ją bardzo lekko – bez wątpienia łączy element formacyjny z przyjemnościowym.

Polecam tę książkę. Niektóre homilie i przemówienia kardynała w niej zawarte znaleźć można na you tube, ale wiele rzeczy jest tu nowych. I – co ważne – rzucających nowe światło na to, czym obecnie żyje Kościół i jak w zmieniającym się świecie powinien żyć chrześcijanin.

Dobrej lektury…

Mówię przecież, że po drodze…

Zwykły dzień w życiu księdza? Czasem zaczyna się bardzo wcześnie. Są ambitni parafianie, który potrafią o 6.05 zadzwonić na plebanię dzwonkiem do drzwi. Bo oni akurat jadą do roboty i mają po drodze. A ksiądz przecież zawsze jest w pracy.

No więc ,,po drodze” jak najbardziej wypada wpaść, bo czemu nie? A że na drzwiach jest kartka, kiedy czynne, a kiedy zamknięte, to dla ludności miejscowej raczej nie jest problem, bo kto by tam czytał karteczki na drzwiach, jeśli może zadzwonić, prawda? Człowiek ma być ojcem chrzestnym i potrzebuje zaświadczenia, no to dzwoni. Może i mógłby zadzwonić później, ale później mniej mu pasuje. A teraz? Idealnie! No mówię przecież, że po drodze!

(,,Czarni” Paweł Reszka, Warszawa 2019, s. 213)

Bez wiary wszystko stanie nam na głowie…

Ewangelia wg św. Łukasza 17,5-10

Apostołowie prosili Pana: «Dodaj nam wiary». Pan rzekł: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze”, a byłaby wam posłuszna. Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: „Pójdź zaraz i siądź do stołu”? Czy nie powie mu raczej: „Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił”? Czy okazuje wdzięczność słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”».

Przykład bezimiennego sługi, który – po powrocie z pola – usługuje swojemu panu, pokazuje nam coś niezwykle istotnego dla naszego duchowego rozwoju – pokazuje nam prawdę o tym, że wszystko ma jakiś swój określony porządek. Sługa jest tym, który pracuje w polu i który obsługuje stoły. Czymś, co zakrawa o absurd byłoby odwrócenie ról i sytuacja, w której pan usługuje swojemu służącemu.

Ten wynikający z pozycji społecznej obu panów porządek nie powinien być zachwiany. Gdyby się tak stało, ów gospodarz mógłby stać się – w najlepszym wypadku – obiektem kpiny ze strony innych.

W naszym życiu duchowym też musi być zachowany pewien porządek. Nie można pozwolić sobie na postawienie wszystkiego na głowie. A niestety tak właśnie dzieje się w życiu wielu osób – odwrócenie hierarchii ważności i wartości nigdy nie jest dobre, a w przypadku życia duchowego może być wręcz niebezpieczne.

Przykładów takiego zagmatwania w świecie wartości wcale nie trzeba daleko szukać. Można tu przywołać choćby tych, którzy w niedzielę – zamiast do kościoła – idą na zakupy. I tych, którzy traktują Dekalog jak stół szwedzki, z którego wybierają dla siebie tylko to, co lubią i co im pasuje.

Przypomina mi się rozmowa z pewnym chłopakiem, który zapytał kiedyś, czy go wyspowiadam.

Oczywiście – odpowiedziałem – i nawet udzielę ci rozgrzeszenia, jeśli tylko będę mógł.
I wtedy usłyszałem (jeszcze poza spowiedzią), że chciałby się wyspowiadać, ale nie może dostać rozgrzeszenia, bo bez ślubu żyje z dziewczyną jak z żoną.
Nie mogę cię rozgrzeszyć – powiedziałem.
To proszę – nalegał chłopak – niech mnie ksiądz rozgrzeszy z wszystkich innych grzechów, a z tego jednego nie. Zależy mi, bo jutro mam pogrzeb babci i chcę iść do Komunii.

Tak zakończyła się moja rozmowa z tym niedoszłym penitentem. Niedoszłym, bo nawet nie doszliśmy do konfesjonału. A on nie doszedł do zrozumienia tego, że życie duchowe to nie hipermarket, w którym wybieram tylko niektóre produkty.

Pewien porządek musi być zachowany. Porządek Bożych Przykazań powinien dla chrześcijanina być priorytetem. Niestety, często jest zupełnie odwrotnie i przykazania stają się nie pomocą, ale balastem i ciężarem. A wszystko to bezsprzecznie wynika z naszej wiary. Albo – lepiej powiedzieć – z jej braku.

Bez wiary szybko stanie nam wszystko na głowie. Bez wiary prędzej czy później zwyczajnie wszystko się rozsypie.

Pielgrzymki maturzystów…

Dziś jestem w Częstochowie. Przyjechałem tutaj, bo właśnie w tych dniach zjeżdżają na Jasną Górę maturzyści z wielu polskich diecezji.

 


Wczoraj np. do Matki Bożej pielgrzymowała młodzież z archidiecezji białostockiej, dziś są tu młodzi z archidiecezji przemyskiej, a za kilka dni maturzyści z Warszawy.

To doskonała okazja do promocji naszych młodzieżowych akcji, m.in. Duchowej Adopcji Maturzysty.

Grupa maturzystów z Białegostoku chciała mieć ze mną zdjęcie

Westchnijcie, proszę, by owoce tych moich spotkań i rozmów z młodymi były jak najlepsze. Ja też obiecuję modlitwę za Was w kaplicy Cudownego Obrazu.

Ojciec to ten, który jest blisko…

Ewangelia wg św. Łukasza 10,13-16

Jezus powiedział: «Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze i popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz! Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który mnie posłał».

Dzisiejsza Ewangelia każe nam postawić sobie pytanie o to, czy dostrzegamy w naszym życiu działanie Pana Boga. Korozain i Betsaida nie dostrzegały. To dlatego usłyszały Jezusowe ,,biada.”

Z co najmniej dwóch powodów warto wysilić się i spróbować działanie Bożej Opatrzności w naszej codzienności jednak dostrzegać. Pierwszy powód to sam Bóg, drugi powód to my sami.

1. Warto starać się widzieć działanie Boga w naszej codzienności już choćby tylko dlatego, żeby zapobiec zafałszowywaniu się Jego obrazu w naszym życiu. Człowiek, który nie doświadcza (albo nie chce doświadczać) Bożego działania, narażony jest na skarykaturyzowanie osoby Boga jako Ojca. Prawdziwy obraz Boga tworzy się w nas i utrwala przede wszystkim poprzez dostrzeganie Jego działania w naszym życiu. Analogicznie: małemu dziecku wiele można opowiadać o jego ojcu, ale nic nie zastąpi realnej obecności ojca przy boku własnego dziecka.

2. Warto widzieć działanie Boga w naszym życiu także ze względu na nas samych – bez tego działania narażeni jesteśmy na życie w poczuciu ciągłej samotności, odrzucenia, zapomnienia przez Boga. Nieumiejętność dostrzegania tego, że Pan Bóg w naszym życiu naprawdę realnie działa, może nas doprowadzić do duchowego sieroctwa i do utwierdzenia się w przekonaniu, że Bóg się nami nie zajmuje, nie interesuje, nie pomaga. Stąd już tylko jeden mały krok do pomyślenia o tym, że Bóg nie istnieje.

Nie ma chyba niczego gorszego w życiu człowieka nad poczucie, że pozbawiony jest on ojcowskiej troski i zainteresowania ze strony Boga. Nad poczucie, że jest sam.

Cudownie jest być kapłanem…

Chyba nie tylko ja odnoszę czasem wrażenie, że wielu traktuje dziś Kościół jak zwyczajną firmę usługową. Przychodzą wtedy, gdy trzeba wyspowiadać, ochrzcić, pochować, poświęcić. Celowo piszę ,,wielu”, a nie ,,wszyscy”, bo przecież jest też ogromne grono bardzo oddanych wiernych, którzy z Kościołem są blisko. Ba, oni sami są Kościołem i Kościołem się czują.

Dziś nie tyle chcę pisać o Kościele, ile bardziej o kapłaństwie. O kapłaństwie, które wciąż warto wybierać, mimo szalejącej wokół nagonki na księży. Warto wybierać kapłaństwo, bo:

– przychodzą do ciebie ludzie, mimo, że często cię zupełnie nie znają. Jesteś dla nich obcy, a mimo to proszą cię o modlitwę, rozmowę, poradę. Często przy tym jesteś świadkiem ich szklących się oczu. A najpiękniej jest wtedy, kiedy przychodzą do konfesjonału i otwierają przed tobą swoje serca, mówiąc o tym, co najbardziej trudne, brudne i wstydliwe. A potem słuchają twojej nauki, choć ty czujesz, że wobec wielu ludzkich problemów i dylematów jesteś zwyczajnie bezsilny.

Ale mówisz… mówisz… mówisz…. i coraz bardziej otwierasz oczy ze zdumienia, bo dobrze wiesz, że to nie ty mówisz, ale Duch Święty mówi przez ciebie. I to mówi takie rzeczy, o których ty jeszcze kilka chwil wcześniej nigdy byś nie pomyślał. Czujesz, że On działa przez ciebie i w tobie. Aż ciarki przechodzą po plecach. A potem wyciągasz swoją rękę i wypowiadasz jedne z najpiękniejszych słów, jakie kapłan wypowiadać może, słowa rozgrzeszenia: ,,Bóg Ojciec Miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen”

To nic, że być może usłyszałeś przed chwilą opis najbardziej odrażającej i ohydnej rzeczy na świecie. To nic, że usłyszałeś ludzki szloch i zobaczyłeś ludzkie łzy. To nic… Najważniejsze, że dałeś słowa pociechy i że w serce człowieka wlałeś nadzieję. I rozgrzeszyłeś…

Już dla takich tylko chwil warto być kapłanem.

Nawet, jeśli dla ciebie jako kapłana ludzie mają mniej wyrozumiałości i życzliwości – bo przecież od księży zawsze wymaga się więcej – już dla takich tylko chwil warto być kapłanem. Można dawać ludziom to, co najpiękniejsze – Boże Miłosierdzie. Ale to jeszcze nie wszystko.

Są przecież jeszcze inne sakramenty. Chrzest – choć swojego chrztu świętego nie pamiętasz, skrzętnie zapisujesz w notesie nazwiska dzieci, które ochrzciłeś. Ja tak właśnie robię. Stałeś się przecież dla każdego z nich duchowym ojcem. To nic, że nie zawsze rodzice będą prowadzać je do kościoła; to nic, że z czasem zapomnisz nazwiska i po latach nie rozpoznasz na ulicy ,,swoich.” Na to nie masz wielkiego wpływu – taka kolej rzeczy. Najważniejsze, że przez ciebie stały się dziećmi samego Boga. Teraz to, co możesz im dać najpiękniejszego, to modlitwa i dobre świadectwo.

Eucharystia – mówią o niej: źródło i szczyt. A ty w tym źródle i szczycie masz swój udział. Kiedy stajesz przed ludźmi przy ołtarzu i świadomy swojej ludzkiej słabości bierzesz do ręki biały opłatek i kielich z winem, i kiedy z przejęciem wypowiadasz słowa, które kiedyś sam Jezus wypowiedział: ,,Bierzcie i jedzcie…”, ,,Bierzcie i pijcie…”, to nie ma dla człowieka piękniejszej chwili. Potem jeszcze mówisz, że to ,,Wielka Tajemnica Wiary.” I sam łapiesz się na tym, że to także dla ciebie samego wielka tajemnica, której także twoje serce jeszcze nie odkryło. I nie ma znaczenia, czy wypowiadasz te słowa po raz pierwszy czy ostatni w życiu. Tajemnica na zawsze pozostanie Tajemnicą.

I właśnie wtedy widzisz, że jesteś tylko sługą i że tak naprawdę tylko wiara pozwala ci każdego dnia na nowo stawać za ołtarzem. Tylko wiara… A potem wychodzisz przed ołtarz, a wierni podchodzą do ciebie, byś dał im Jezusa. Znów dotykasz Świętych Postaci i podnosząc w górę, wypowiadasz słowa: ,,Ciało Chrystusa.” I widzisz, z jaką wiarą ludzie przyjmują Go do swojego serca. Czasem, gdy tej wiary nie widać, ty i tak głęboko wierzysz, że Jezus przyjęty do serca, zrobi w nim porządek.

Są też inne ważne momenty w kapłańskiej posłudze. Takie chociażby, gdy wezwą Cię do chorego. Kiedy ze łzami w oczach mówią, że umiera, że namaścić trzeba. A ty gdzieś w głębi serca wiesz, że choć ludzi przy łóżku chorego jest wielu, tylko ty z tego grona masz Moc, która nie tylko oczyszcza z grzechów, ale też uzdrawia. Sięgasz do bursy, wyciągasz święte oleje i namaszczasz schorowane ciało. Tylko ty jako kapłan możesz przed konającym otworzyć bramy nieba. Możesz czynić to własnymi rękoma. Tymi samymi, które ludzie starsi jeszcze z takim szacunkiem całują i które z takim namaszczeniem robią znak krzyża na niejednym czole.

Kapłańskie ręce… Kiedy więc ktoś pyta o to, czy warto być dziś kapłanem, patrzę ukradkiem na moje namaszczone dłonie. Niby takie zwyczajne, a jednak skrywające w sobie przedziwną tajemnicę. Ręce kapłańskie mogą czynić prawdziwe cuda. Pod warunkiem, że kapłan nie będzie się bał zrobić z nich użytku. Niestety, także w życiu kapłana zawsze istnieje pokusa schowania namaszczonych rąk do kieszeni.