Wciąż mamy za co dziękować…

Po Kapitule Prowincjalnej, którą w kwietniu jako pijarzy przeżywaliśmy i po wyborze nowego Zarządu niektórzy z Was pytali, czy wciąż będę duszpasterzem powołań. Dziś już oficjalnie mogę powiedzieć, że tak. Wczoraj odebrałem nominację (na kolejną kadencję) na Delegata o. Prowincjała ds. Powołań.


Siebie i wszystkich młodych, którym na ścieżkach rozeznawania powołania w różny sposób towarzyszę oraz wszelkie podejmowane w naszej Prowincji działania powołaniowe polecam Waszej pamięci.

I dziękuję, bo wierzę, że to również dzięki Waszej modlitwie nasz pijarski Nowicjat i nasze Seminarium nie świecą pustkami. Chwała Panu…

Lepiej późno niż wcale…

Ewangelia wg św. Mateusza 13,47-53

św. Alfons Maria Liguori

Jezus powiedział do tłumów: «Podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Zrozumieliście to wszystko?» Odpowiedzieli Mu: «Tak». A On rzekł do nich: «Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare». Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.

Już po raz kolejny w ostatnich  dniach czytamy w Ewangelii opisy tego, jak będzie wyglądał koniec świata. I po raz kolejny czytamy o rzeczywistości, w której będzie płacz i zgrzytanie zębów. Tak, tak… Piekło istnieje naprawdę, a fakt jego istnienia w żadnym razie nie jest zależny od tego, czy większość społeczeństwa w to wierzy czy też nie. Czy jest ZA czy PRZECIW.

Są tacy, którzy nie wierzą. Są jednak i tacy, którzy rzeczywistością piekła za życia się nie przejmują i wyznają zasadę, że jak będą starzy to wtedy się nawrócą i wtedy o Panu Bogu pomyślą. Argument typu: ,,Skąd wiesz, że doczekasz starości?” już do wielu nie trafia. Ja sam już dawno z niego zrezygnowałem w rozmowach z tymi, którzy z Panem Bogiem żyją od lat na bakier.

Ostatnio zastanowił mnie inny argument. Natrafiłem na niego w książce św. Alfonsa Marii Liguoriego pt. ,,Przygotowanie do śmierci.” Ten XVIII wieczny doktor Kościoła zastanawia się w swoich rozważaniach nad tym, czy człowiek, który przez całe życie żyje z daleka od Boga; który za Bogiem nie tęskni i z Bogiem się nie liczy, będzie potrafił nagle – tuż przed swoją śmiercią – za Bogiem zatęsknić i wołać o miłosierdzie.

Liguori poddaje taką możliwość pod wątpliwość twierdząc, że za Bogiem w godzinie śmierci będą potrafili zatęsknić tylko ci, którzy za życia mieli z Nim relację miłości. A jeśli nie miłości to chociaż przyjaźni.

Św. Alfons ma rację… Oczywiście, nie możemy wykluczyć, że nawet ktoś, kto przez wiele lat żył z daleka od Boga, może od Niego otrzymać taką łaskę, że w godzinie śmierci zwyczajnie za Nim zatęskni. Dokładnie tak jak Dyzma, dobry łotr na krzyżu, którzy został kanonizowany przez samego Jezusa na kilka chwil przed swoją śmiercią. Tylko dlatego, że zatęsknił i poprosił.

Takie jednak sytuacje – niestety – nie zdarzają się często. Pan Bóg bowiem jest dżentelmenem, który nie wpycha się na siłę do ludzkiego życia. Bóg szanuje to, co w raju sam dał człowiekowi – szanuje naszą ludzką wolność i prawo do dokonywania wyborów. A fakt, że prawo wolności niejednego już zaprowadziło do piekła, to już zupełnie inna sprawa.