Gdy słyszę, co mówisz, to widzę, kim jesteś…

Ewangelia wg św. Marka 12,28b-34


Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest to: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie ma innego przykazania większego od tych». Rzekł Mu uczony w Piśmie: «Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznie powiedziałeś, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary». Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: «Niedaleko jesteś od królestwa Bożego». I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Przykazanie miłości Boga i bliźniego jest w tej Ewangelii poprzedzone krótkim, acz niezwykle ważnym Jezusowym wezwaniem: ,,Słuchaj.” Od razu rodzi się pytanie: Czy możliwe jest kochanie bez słuchania? Czy można mówić o tym, że kocha się Boga, jednocześnie Go nie słuchając? Czy można pokochać ludzi, nie słuchając tego, co chcą nam powiedzieć? To oczywiście czysto retoryczne pytania.

Nie od dziś wiadomo, że nie da się kochać kogoś, kogo się nie zna. I nie da się nikogo naprawdę poznać bez rozmawiania z nim, a więc nie tylko bez mówienia do niego, ale także bez słuchania tego, co On chce nam powiedzieć.

Jezus zwraca nam dziś uwagę na to, że prawdziwa, ewangeliczna miłość bierze się nie tylko z otwartości serca (choć ta jest bardzo ważna), ale także z otwartości uszu. Najpierw potrzebne jest słuchanie – trochę w myśl powiedzenia, że po to mamy dwoje uszu i tylko jeden język, by dwa razy więcej słuchać, niż mówić. Jeśli zabraknie gotowości do słuchania, nie będzie można mówić o prawdziwej miłości – ani do Stwórcy, ani do bliźnich.

Dzisiejsze słowa Jezusa są doskonałą okazją do tego, by zapytać się o nasze słuchanie. Jak słuchamy innych? Dlaczego niektórych nie chcemy słuchać? Co przeszkadza nam w słuchaniu?

Bycie blisko Jezusa zobowiązuje…

Ewangelia wg św. Łukasza 11,14-23

Jezus wyrzucał złego ducha, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: «Mocą Belzebuba, władcy złych duchów, wyrzuca złe duchy». Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i Szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą Belzebuba wyrzucam złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, to zabierze całą broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza».

Ostatnie zdanie dzisiejszej Ewangelii wydaje się być dla nas niezwykle istotne: nie ma żadnej trzeciej drogi, która dałaby się pogodzić z Ewangelią. ,,Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie.” Nie ma trzeciej drogi. I nie ma drogi pośredniej. Nie da się też chodzić dwiema drogami równocześnie, bo kto stoi w rozkroku, szybko się przewróci.

Ta druga – nieewangeliczna – droga nie musi wcale od razu oznaczać czegoś niemoralnego. Nie musi to być od razu coś, co wiąże się z naszym grzechem. Tą drugą drogą może być już np. brak dobrego świadectwa. Świadectwa, do którego wszyscy jako uczniowie Jezusa jesteśmy zobowiązani, a którego tak często po prostu nie ma.

Brak dobrego świadectwa w świecie, który pragnie zakrzyczeń dobro i prawdę, to nic innego, jak właśnie wybór innej drogi – drogi bezpiecznej, ale często – niestety – dalekiej od Ewangelii.

Bóg zawsze wierny…

Ewangelia wg św. Mateusza 5,17-19

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w Królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w Królestwie niebieskim”.

To, co na kartach Starego Testamentu określamy jako ,,Prawo i Prorocy”, jest bardzo ściśle powiązane z tym, co odnajdujemy na stronicach Nowego Testamentu. Cała Biblia i całe jej przesłanie ma swoje źródło w zamyśle samego Stwórcy. Ten zamysł i intencja Pana Boga jest zawsze taka sama, niezmienna – zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie.

Tym zamysłem i intencją było i jest doprowadzenie człowieka do zbawienia. Intencja ta jest ciągle trwała. Tak jak niezmienne jest nauczanie Jezusa, w którym ani jedna jota (dziewiąta litera alfabetu greckiego oznaczająca samogłoskę „i”), ani jedna kreska nie może się zmienić. Wszystko w Piśmie św. wyraźnie pokazuje i podporządkowuje się jednemu – temu, by człowiek został zbawiony.

Może na pierwszy rzut oka trudno tę intencję powszechnego zbawienia dostrzec w opisach wojen, w bratobójczych walkach i szczególnie licznych w Starym Testamencie morderstwach, zbrodniach, itp. Nie ma jednak podstaw, by twierdzić, że Bóg nie chce doprowadzić człowieka do zbawienia. Albo że w trakcie dziejów ludzkości zmienił swój zamysł i plan.

Biblia ukazuje Boga, który jest wierny swojemu Przymierzu. Wierność ta często nie polega tylko na subtelnym byciu obok. Niejednokrotnie idzie ona dalej i przejawia się np. w przyzwoleniu na kuszenie człowieka i doświadczaniu go, jak w przypadku Hioba. Jedno jest jednak pewne – tak, jak w Prawie przyjście Jezusa na ziemię nie zmienia ani jednej kreski, tak Bóg wobec nas przez całe wieki nie zmienia swojego planu. On jest wierny, a wierność ta jest ponadczasowa. Nawet, jeśli my wierni nie jesteśmy.

O robotnikach – niewdzięcznikach…

Ewangelia wg św. Mateusza 21,33-43.45-46


Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: «Posłuchajcie innej przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?» Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze». Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce». Arcykapłani i faryzeusze, słuchając Jego przypowieści, poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go pochwycić, lecz bali się tłumów, ponieważ miały Go za proroka.

Niewdzięczność – to słowo nasuwa mi się po lekturze dzisiejszej Ewangelii. Chyba wszyscy zgodzimy się z tym, że niewdzięczność to nie tylko problem ewangelicznych robotników. Niewdzięczność to także nasza przywara. Nie będę zatrzymywał się przy niewdzięczności w stosunku do innych ludzi. Zatrzymam się tu tylko przy niewdzięczności, której doświadcza od nas Pan Bóg.

Co mam na myśli? Co możemy nazwać naszą niewdzięcznością? Przykładów można podawać bardzo wiele: od najmniej błahych do takich, które w życiu chrześcijanina nigdy nie powinny mieć miejsca. Zacznijmy od tych małych: wszelkiego rodzaju narzekania, niezadowolenia, marudzenia, itp. Jakże wiele tego w życiu niejednego chrześcijanina. Nasze malkontenctwo to przecież nic innego, jak przejaw naszej niewdzięczności wobec tego, co każdego dnia od Pana Boga otrzymujemy. Warto się temu przyjrzeć, by nie stać się podobnym do ewangelicznych robotników – niewdzięczników.

I drugi, bardziej wymowny przykład: niedzielna Msza św. Pan Bóg daje nam aż 168 godzin w tygodniu. Aż tyle… Wiele z tego czasu możemy sobie rozdysponować tak, jak chcemy. Trzeba okazać się naprawdę człowiekiem małodusznym, żeby Bogu w niedzielę nie oddać nawet tej jednej godziny. Godziny, o którą upominają się aż dwa przykazania – jedno Boże i jedno kościelne. Czy potrzeba nam lepszych dowód na ludzką niewdzięczność wobec Pana Boga?

Widzieć więcej i dalej…

Ewangelia wg św. Łukasza 16,19-31

Jezus powiedział do faryzeuszów: «Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień ucztował wystawnie. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza. A także psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy cierpiąc męki w Otchłani, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: „Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i przyślij Łazarza, aby koniec swego palca umoczył w wodzie i ochłodził mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu”. Lecz Abraham odrzekł: „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz w podobny sposób – niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A ponadto między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd nie przedostają się do nas”. Tamten rzekł: „Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki”. Lecz Abraham odparł: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają!” „Nie, ojcze Abrahamie – odrzekł tamten – lecz gdyby ktoś z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą”. Odpowiedział mu: „Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby ktoś z umarłych powstał, nie uwierzą”».

Kilka szczegółów powinno nam rzucić się w oczy po lekturze dzisiejszego fragmentu Ewangelii. Np. to, że bogacz przedstawiony jest tu jako bezimienny satrapa, wówczas gdy żebrak ma w tym tekście swoje imię. Kolejna ciekawostka to fakt, że bogacz zna imię biedaka. Mówi przecież po swojej śmierci: ,,Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza…”

Skąd zna jego imię? Może za życia nie raz i nie dwa słudzy mówili mu o nim. A może poznał jego imię w innych okolicznościach. To ciekawe, ale mało prawdopodobne, by bogacz sam kiedykolwiek z żebrakiem rozmawiał. To, co powinno nas zatrzymać przy tym fragmencie, to fakt, że żebrak nie prosi bogacza o pomoc. ,,Pragnął on nasycić się odpadkami” – dokładnie tak samo jak syn marnotrawny w innej przypowieści – ale Ewangelia nie mówi nic o tym, że biedak jakoś o to jedzenie prosił.

Gdyby prosił i gdyby bogacz tej prośby nie usłuchał, mielibyśmy podstawę do tego, by bogacza zrugać, my potępić jego zachowanie. Ale biedak nie prosi… Tylko tam leży. Nie krzyczy, nie woła… Ten opis podnosi nam trochę poprzeczkę.

Nie wystarczy odpowiadać lub nie na potrzeby tych, którzy nas proszą. Jako chrześcijanie musimy iść o krok dalej – mamy się domyślać, czego inni od nas potrzebują. Nie wolno nam czekać na to, aż ktoś przyjdzie i poprosi. Ewangelia wyraźnie zachęca nas do otwarcia oczu i serc również na tych, którzy do nas nie podejdą, o nic nie poproszą, nie zawołają, nie opowiedzą o swoich głodach, nie podzielą się swoimi brakami.

To bardzo ważne. Kiedyś może będzie pokusa, by na Sądzie Ostatecznym usprawiedliwiać się i mówić: ,,Pomógłbym, ale nikt mnie nie prosił, Nakarmiłbym, ale nikt nie powiedział, że jest głodny, Ubrałbym, ale nikt nie poinformował mnie o tym, że mu zimno.”

Chrześcijanin nie tylko czeka, aż ktoś do niego wyciągnie rękę z prośbą o pomoc. Chrześcijanin to przede wszystkim ten, który widzi więcej i dalej. Który dostrzega to, czego inni wokół nie dostrzegają.

By nie przespać spotkania…

Ewangelia wg św. Łukasza 9,28b-36

Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dopełnić w Jeruzalem. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni się z Nim rozstawali, Piotr rzekł do Jezusa: «Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, pojawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: «To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!» W chwili gdy odezwał się ten głos, okazało się, że Jezus jest sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie opowiedzieli o tym, co zobaczyli.

Dziwnych Jezus miał tych Apostołów. Trzech z nich wziął z sobą na górę, a oni na pewno szli tam ze świadomością, że są wyróżnieni. Pozostała dziewiątka nie była zaproszona na tę wspinaczkę. Idąc, musieli czuć się wyjątkowi. Mogli też podejrzewać, co coś się wydarzy. Przecież tak bez powodu nie wchodziliby na wysoką górę.

Dobrym powodem była już sama modlitwa Jezusa. Tym bardziej więc Apostołowie powinni się ucieszyć z faktu, że będą mogli z bliska obserwować Jezusa, który rozmawia z Ojcem. Cóż za wyróżnienie…. To już samo w sobie godne było zainteresowania. A spotkanie z Mojżeszem i Eliaszem to już w ogóle…

Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni… Można powiedzieć, że przespali to niezwykłe spotkanie. Przespali całą rozmowę Jezusa z Mojżeszem i Eliaszem, bo gdy się ocknęli – tak zapisał Łukasz – zobaczyli już tylko moment rozstania. Piotr w prawdzie próbował jeszcze ratować honor swój i kolegów i wypalił: ,,Dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty…”, ale tak naprawdę nie miał do końca pojęcia o tym, co się tam wydarzyło. Nie wiedział bowiem, co mówi – zapisał Ewangelista.

Jesteśmy do tych trzech Apostołów podobni bardziej, niż nam się wydaje. Potrafimy zasnąć (dosłownie lub w przenośni) w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Potrafimy przegapić to, co przeżywane w pełnej świadomości mogłoby dla naszego życia duchowego wydać się czymś niezwykle cennym.

Myślę tu m.in. o naszych spotkaniach z Jezusem w czasie Eucharystii. O tym, jak często te nasze ,,spotkania na górze” przelatują nam przez palce. Trudno bowiem, żeby nie przelatywały, kiedy ktoś wchodzi do kościoła za pięć dwunasta, kiedy nie daje sobie komfortu wyciszenia się, zatrzymania. Kiedy w trakcie Mszy św. pozwala sobie na fruwania myślami to tu, to tam.

Będąc obecnym na spotkaniu ciałem, można duchem zupełnie w to spotkanie nie wejść. Można przespać istotę, a potem – jak dziś św. Piotr – zwyczajnie świecić oczami: ,,Dobrze, że tu jesteśmy…”

Warto dziś zadać sobie pytanie o nasze przygotowanie do Eucharystii. O to, jak ono wygląda i o to, jak przeżywamy spotkanie z Jezusem w liturgii. Te pytania naprawdę są bardzo ważne. Szczera odpowiedź na nie może nam bardzo pomóc. Niech tak będzie…

Owoce jak magnesy

Ewangelia wg św. Łukasza 4,1-13

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem». Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek”». Wówczas powiódł Go diabeł w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł do Niego: «Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je dać, komu zechcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje». Lecz Jezus mu odrzekł: «Napisane jest: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”». Zawiódł Go też do Jerozolimy, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: „Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, żeby cię strzegli, i na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”». Lecz Jezus mu odparł: «Powiedziano: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”». Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu.

No i doczekaliśmy pierwszej Niedzieli Wielkiego Postu. Kościół dał nam na dziś przepiękną Ewangelię. I chociaż w większości diecezji czytano dziś list ordynariuszy, to jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by samemu nad tekstem Ewangelii się pochylić. Ja tak właśnie zrobiłem i do tego też zachęcam…

Przyznam, że mnie dzisiaj w Ewangelii nie zatrzymała żadna z trzech szatańskich pokus. Nie zatrzymało mnie nawet to, że Jezus walczy z nimi przy pomocy Słowa Bożego. To wydało mi się bardzo oczywiste (by nie powiedzieć, że trochę oklepane – to już przecież 36 Wielki Post 😉 w moim życiu) i chyba właśnie przez to drugorzędne. Dzisiaj jakoś dłużej zatrzymałem się przy… samotności Jezusa na pustyni. Dlaczego? Może dlatego, że w kapłaństwie nieraz bardzo mocno tej samotności doświadczam.

Jezusowa samotność była niezwykła. ,,Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni…”

Jezus był pełen Ducha Świętego. Ducha, który nie sprawił wcale, że nie było na pustyni pokus, ale Ducha, który zrobił coś o wiele więcej – dał siłę do pokonania szatańskich zasadzek.

Obecność Ducha Świętego w naszym życiu jest kluczem do poradzenia sobie z naszą samotnością. Ona przecież może być problemem nie tylko dla kogoś, kto żyje w celibacie. Samotność jest wpisana w życie każdego człowieka. Ta dzisiejsza Ewangelia jest więc ważna dla nas wszystkich.

Czy mam w sobie Ducha Świętego? Czy chodzę w Jego obecności i działam w Jego mocy? To bardzo ważne pytania. Pytania fundamentalne. Także w kontekście samotności właśnie.

Znamy przecież słowa z piątego rozdziału Listu do Galatów, w którym czytamy: Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (Gal 5,22-23). Słowo ,,duch” zapisane jest tu z małej litery, ale chyba nikt z nas nie ma wątpliwości co do tego, że dary te i cnoty – nazwane tutaj owocami – biorą swój początek z właściwej relacji do Pana Boga.

Antidotum na naszą samotność jest właśnie… miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Ludzie obdarzeni tymi  darami nigdy nie będą samotni, zawsze przyciągać będą do siebie innych. Bo prawdziwa miłość, autentyczna radość i kolejne spośród wymienionych wyżej zawsze działają jak magnes. Zawsze przyciągają…

 

Stokrotnie obdarowany…

Ewangelia wg św. Marka 10,28-31

Piotr powiedział do Jezusa: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą». Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. Lecz wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi».

Podejmując z Piotrem temat powołania, Jezus zwraca naszą uwagę na coś bardzo ważnego – na to, że wszystko, co opuszczamy wybierając drogę powołania, będzie nasz wielokrotnie wynagrodzone.

Mogę w tym miejscu – dla lepszego zrozumienia obietnicy Jezusa – podać dwa przykłady:

1. Choć sam mieszkam w Krakowie, jako zakonnik i kapłan znajdę dach nad głową w wielu innych miejscach w Polsce. Przede wszystkim w tych, gdzie pijarzy mają swoje klasztory, ale nie tylko tam. Już wiele razy korzystałem z gościnności różnych seminariów duchownych w Polsce. Na słowo: ,,jestem księdzem, zakonnikiem” naprawdę otwiera się wiele serc i wiele drzwi. Obietnica Jezusa spełnia się tak, jak zapowiedział.

2. Drugi przykład dotyczy osób. Choć w rodzinie biologicznej nie mam brata, decydując się na życie zakonne zyskałem wielu braci – w samej tylko Polskiej Prowincja naszego Zakonu ponad stu. A pijarów na świecie jest przecież dużo więcej. Łączy nas wiele: osoba Założyciela, charyzmat, misja, itp. To wszystko sprawia, że jesteśmy dla siebie braćmi.

To tylko dwa przykłady na to, że słowa Jezusa o opuszczaniu domu i o otrzymywaniu czegoś więcej, sprawdzają się w praktyce.

Chcę jednak zwrócić uwagę także na coś innego. Jezus w rozmowie z Piotrem dotyka tylko tematu tego, co widać. Mówi o domu, rodzinie, polach… Nie mówi nic o tym, czego nie widać. A przecież oczywiste jest, że decydując się na chodzenie za Nim drogami powołania kapłańskiego czy zakonnego, otrzymujemy o wiele więcej.

Pamiętam pewną kolędę z lat mojej młodości. Mieszkałem jeszcze wtedy w rodzinnym domu, uczyłem się i pracowałem. Już wtedy bardzo poważnie myślałem o kapłaństwie, ale mój proboszcz ks. Lucjan jeszcze o tym nie wiedział. Widział jednak moje zaangażowanie w parafii. Pamiętam, jak w czasie wizyty kolędowej podjął z moją babcią temat mojego ewentualnego kapłaństwa:

Babcia to pewnie by chciała, żeby wnuk poszedł do seminarium – bardziej stwierdził, niż zapytał.

– Pewnie, że bym chciała… Modlę się za niego – odpowiedziała babcia.

I wtedy ks. Lucjan powiedział coś bardzo ważnego. Powiedział: ,,Powołanie w rodzinie to ogromna łaska. Ten dom, z którego wychodzi kapłan, jest przez Boga szczególnie błogosławiony. I ta parafia, która daje Bogu kapłana, też jest błogosławiona.”

Słowa ks. Lucjana nie miały żadnego wpływu na moją decyzję, bo ona zapadła dużo wcześniej. Pamiętam jednak do dziś tę rozmowę, bo uświadomiła mi to, że opuszczając tych, których kocham, niesamowicie więcej otrzymuję. I to nie tylko w tym wymiarze materialnym, widzialnym. Także – a może przede wszystkim – w wymiarze duchowym. Bo przecież tylko Pan Bóg jeden wie, ile otrzymałem od Niego tego wszystkiego, co dla oczu niewidzialne. I Bogu dzięki…

Ps. Zawsze będę powtarzał, że w życiu miałem szczęście do mądrych, oddanych Bogu kapłanów 😉