Nie ulec pokusie chodzenia na skróty…

Stety albo niestety w mojej rodzinnej Wrześnicy – jako, że jest to filia parafii, a nie jej siedziba – nie ma (i to nie tylko przez okres wakacji) codziennych Mszy św. Choć kościół piękny i ludzi pewnie też by trochę przyszło, to jakoś trudno wymagać, by proboszcz objeżdżał co dzień wszystkie kościoły na terenie parafii.

Nie objeżdża… Ma to swoje plusy dodatnie i plusy ujemne – że zacytuję tutaj pewnego klasyka. Do plusów dodatnich zaliczam fakt, że – aby uczestniczyć we Mszy św. w tygodniu – muszę dojechać tam, gdzie takowe są odprawiane. Czasem Sławno, czasem Słupsk. A dziś na przykład Koszalin.

Właśnie w jednym z koszalińskich kościołów widziałem dziś przy ołtarzu dwóch zacnych kapłanów, nadzwyczajnego szafarza i lektora. Jakież było moje zdziwienie, kiedy Komunię św. przy balaskach rozdawali wiernym jeden z celebransów i szafarz właśnie. Drugi celebrans – bynajmniej nie z powodu trudności z poruszaniem się – pozostał przy ołtarzu i dokonywał w tym czasie puryfikacji czyli obrzędu obmycia kielicha i pozostawionej na ołtarzu pateny.

Zgoda, szafarz może udzielać wiernym Komunii św. Nie wolno jednak zapominać, że takowych ustanawia się do pomocy kapłanom, a nie po to, by kapłanów zastępowali. Osobiście nie mam oporów przed przyjmowaniem Komunii św. z rąk świeckiego mężczyzny, ale jest chyba jakimś nieporozumieniem, kiedy świeccy – zastępując kapłanów – rozdają Komunię św., a kapłani (ubrani w komże – a jakże) zbierają w kościele tacę.

Tak łatwo się w tym wszystkim pogubić. Tak łatwo pójść na skróty, na łatwiznę. Dlatego tym bardziej o pewnych rzeczach trzeba mówić (pisać) głośno.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.