Warto zacząć od siebie…

Ewangelia wg św. Marka 3,13-19.

Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki, i by mieli władzę wypędzać złe duchy. Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.

Wielu z nas potrafi pewnie bez zająknięcia wymienić po kolei imiona uczniów, których Jezus powołał na swoich apostołów. Umiejętność ta nie jest nam do zbawienia koniecznie potrzebna, ale dobrze jest taką wiedzę mieć. W końcu to właśnie na tych Dwunastu Jezus zbudował swój Kościół, który trwa już – mimo różnych burz i niepowodzeń – całe dwa tysiące lat.

Warto dziś przypatrzeć się apostołom pod kątem ich dojrzewania w seminarium Jezusa. Proces formacyjny każdy z nich przeżywał na swój sposób i można powiedzieć, że jedni ukończyli tę trzyletnią szkołę Jezusa z wyróżnieniem (Jan wytrwał do końca, zdał egzamin z miłości i wierności Mistrzowi), inni mieli nieco trudniej. Dobrze tę formację widać na przykładzie pierwszego papieża.

Piotr zostawił nam dwa Listy. Na uwagę zasługuje to, jak on te listy zaczyna. Pierwszy List rozpoczyna od słów: ,,Piotr, apostoł Jezusa Chrystusa, do wybranych, przybyszów wśród diaspory…” Początek drugiego Listu, choć też pisany przez Piotra, zaczyna się inaczej: ,,Szymon Piotr, sługa i apostoł Jezusa Chrystusa, do tych, którzy…” Warto zwrócić uwagę na imiona.

Dlaczego w pierwszym Liście Piotr zaczyna od imienia, którym go nazwał Jezus, a w drugim imię nadane przez Jezusa poprzedza swoich własnym imieniem?

Drugi List Piotr pisze na krótko przed swoją śmiercią – między 64 a 67 r. Jego życie dobiega już końca i jest świadomy tego, że – mimo, iż otrzymał od Mistrza wraz z nową misją także nowe imię – tak naprawdę nigdy nie przestał być Szymonem. To, co słabe, ludzkie i grzeszne ciągnęło się za nim do końca jego dni. O ile więc w pierwszym Liście mógł pozwolić sobie na wyakcentowanie imienia nadanego wraz z misją przez Jezusa, o tyle pisząc drugi List miał świadomość tego, że nie do końca stał się godny tego imienia. Dlatego właśnie na początku drugiego Listu pisze o sobie: Szymon Piotr.

                                                                             W drodze do Bazyliki św. Piotra w Rzymie.


Można by na spokojnie – tak jak Piotrowi – przypatrzeć się każdemu z Dwunastu i mając wiedzę nie tylko z Ewangelii nakreślić drogę rozwoju osobowościowego każdego z apostołów. Byłoby to dla nas bardzo ciekawe ćwiczenie. Zanim jednak ktoś pokusi się o taką analizę, warto zacząć od siebie. Przecież także my jesteśmy w szkole Jezusa. I to nie tylko trzy lata jak apostołowie, ale o wiele dłużej. Czy w naszym życiu też się coś zmienia? W naszej wierze, w uczynkach, w naszej świadomości?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.