Bóg wcale nie jest jak Ojciec. Bóg jest Ojcem…

Ewangelia wg św. Łukasza 15,1-3.11-32

(…). Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”. Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».

,,Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie…”
Czy aby na pewno? Czy aby ojciec właściwie to wszystko zinterpretował? Czy ten drugi syn nie był jeszcze dalej od ojca niż ten pierwszy?

Ten pierwszy (szkoda, że bezimienny) syn mentalnie był już dawno daleko od ojca, ale przynajmniej miał odwagę głośno o tym powiedzieć, poprosić o podział majątku i opuścić dom, z którym i tak niewiele go już łączyło. Nie można odmówić mu uczciwości w jego postępowaniu.

A ten drugi?

On przecież mentalnie też był daleko od ojca. Fizycznie może blisko, ale pretensje, które wypowiedział w przypływie szczerości bardzo obnażyły prawdę o tym, co nosił w swoim sercu i co naprawdę myślał.

Próbując zestawić ze sobą obu synów możemy szukać odpowiedzi na pytanie o to, który z nich dwóch był w rzeczywistości dalej od ojca.

To, że fizycznie jestem przy kimś blisko, wcale nie znaczy, że jestem przy nim moim sercem. A to przecież bliskość serca jest najważniejsza w relacji do drugiego człowieka i w relacji do samego Boga.

Warto więc dzisiaj przyjrzeć się swojemu sercu. ,,Gdzie jest skarb wasz, tam będzie i wasze serce” (Łk 12,34). Czy moje serce jest przy Bogu? Czy mogę powiedzieć, że jestem przy Nim nie tylko moim ciałem (np. w kościele), ale przede wszystkim moim wnętrzem?

Gdy słyszę, co mówisz, to widzę, kim jesteś…

Ewangelia wg św. Marka 12,28b-34


Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest to: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie ma innego przykazania większego od tych». Rzekł Mu uczony w Piśmie: «Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznie powiedziałeś, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary». Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: «Niedaleko jesteś od królestwa Bożego». I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Przykazanie miłości Boga i bliźniego jest w tej Ewangelii poprzedzone krótkim, acz niezwykle ważnym Jezusowym wezwaniem: ,,Słuchaj.” Od razu rodzi się pytanie: Czy możliwe jest kochanie bez słuchania? Czy można mówić o tym, że kocha się Boga, jednocześnie Go nie słuchając? Czy można pokochać ludzi, nie słuchając tego, co chcą nam powiedzieć? To oczywiście czysto retoryczne pytania.

Nie od dziś wiadomo, że nie da się kochać kogoś, kogo się nie zna. I nie da się nikogo naprawdę poznać bez rozmawiania z nim, a więc nie tylko bez mówienia do niego, ale także bez słuchania tego, co On chce nam powiedzieć.

Jezus zwraca nam dziś uwagę na to, że prawdziwa, ewangeliczna miłość bierze się nie tylko z otwartości serca (choć ta jest bardzo ważna), ale także z otwartości uszu. Najpierw potrzebne jest słuchanie – trochę w myśl powiedzenia, że po to mamy dwoje uszu i tylko jeden język, by dwa razy więcej słuchać, niż mówić. Jeśli zabraknie gotowości do słuchania, nie będzie można mówić o prawdziwej miłości – ani do Stwórcy, ani do bliźnich.

Dzisiejsze słowa Jezusa są doskonałą okazją do tego, by zapytać się o nasze słuchanie. Jak słuchamy innych? Dlaczego niektórych nie chcemy słuchać? Co przeszkadza nam w słuchaniu?

Bycie blisko Jezusa zobowiązuje…

Ewangelia wg św. Łukasza 11,14-23

Jezus wyrzucał złego ducha, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: «Mocą Belzebuba, władcy złych duchów, wyrzuca złe duchy». Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i Szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą Belzebuba wyrzucam złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, to zabierze całą broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza».

Ostatnie zdanie dzisiejszej Ewangelii wydaje się być dla nas niezwykle istotne: nie ma żadnej trzeciej drogi, która dałaby się pogodzić z Ewangelią. ,,Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie.” Nie ma trzeciej drogi. I nie ma drogi pośredniej. Nie da się też chodzić dwiema drogami równocześnie, bo kto stoi w rozkroku, szybko się przewróci.

Ta druga – nieewangeliczna – droga nie musi wcale od razu oznaczać czegoś niemoralnego. Nie musi to być od razu coś, co wiąże się z naszym grzechem. Tą drugą drogą może być już np. brak dobrego świadectwa. Świadectwa, do którego wszyscy jako uczniowie Jezusa jesteśmy zobowiązani, a którego tak często po prostu nie ma.

Brak dobrego świadectwa w świecie, który pragnie zakrzyczeń dobro i prawdę, to nic innego, jak właśnie wybór innej drogi – drogi bezpiecznej, ale często – niestety – dalekiej od Ewangelii.

Bóg zawsze wierny…

Ewangelia wg św. Mateusza 5,17-19

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w Królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w Królestwie niebieskim”.

To, co na kartach Starego Testamentu określamy jako ,,Prawo i Prorocy”, jest bardzo ściśle powiązane z tym, co odnajdujemy na stronicach Nowego Testamentu. Cała Biblia i całe jej przesłanie ma swoje źródło w zamyśle samego Stwórcy. Ten zamysł i intencja Pana Boga jest zawsze taka sama, niezmienna – zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie.

Tym zamysłem i intencją było i jest doprowadzenie człowieka do zbawienia. Intencja ta jest ciągle trwała. Tak jak niezmienne jest nauczanie Jezusa, w którym ani jedna jota (dziewiąta litera alfabetu greckiego oznaczająca samogłoskę „i”), ani jedna kreska nie może się zmienić. Wszystko w Piśmie św. wyraźnie pokazuje i podporządkowuje się jednemu – temu, by człowiek został zbawiony.

Może na pierwszy rzut oka trudno tę intencję powszechnego zbawienia dostrzec w opisach wojen, w bratobójczych walkach i szczególnie licznych w Starym Testamencie morderstwach, zbrodniach, itp. Nie ma jednak podstaw, by twierdzić, że Bóg nie chce doprowadzić człowieka do zbawienia. Albo że w trakcie dziejów ludzkości zmienił swój zamysł i plan.

Biblia ukazuje Boga, który jest wierny swojemu Przymierzu. Wierność ta często nie polega tylko na subtelnym byciu obok. Niejednokrotnie idzie ona dalej i przejawia się np. w przyzwoleniu na kuszenie człowieka i doświadczaniu go, jak w przypadku Hioba. Jedno jest jednak pewne – tak, jak w Prawie przyjście Jezusa na ziemię nie zmienia ani jednej kreski, tak Bóg wobec nas przez całe wieki nie zmienia swojego planu. On jest wierny, a wierność ta jest ponadczasowa. Nawet, jeśli my wierni nie jesteśmy.

Św. Dyzmo – módl się za nimi…


Dziś w kalendarzu liturgicznym wspomnienie św. Dyzmy. Niewielu wie, że tak właśnie miał na imię dobry łotr, który razem z Jezusem i ze złym łotrem został ukrzyżowany na Golgocie. Bardzo lubię tego świętego. Szczęściarz z niego – kanonizował go sam Jezus: Dziś ze mną będziesz w raju (Łk 23,43). I choć nie chciałbym znaleźć się w jego skórze tam, na Golgocie, to jednak widzę w sobie pewne podobieństwo do niego. Może właśnie przez to tak go lubię?

Dzisiejszy dzień – decyzją Konferencji Episkopatu Polski z dnia 11 marca 2009 roku – obchodzony jest w Polsce jako Dzień Modlitwy za Więźniów. Oczywiście, w pierwszej kolejności mamy na myśli tych, którzy z jakiegoś powodu spędzają swoje życie za kratami zakładów karnych czy więzień. Im nasza modlitwa jest szczególnie potrzeba, a Katechizm Kościoła Katolickiego podpowiada nam nawet, że nasza modlitwa to nie wszystko. Jesteśmy przynagleni także do tego, by ,,więźniów pocieszać.” Piękny to uczynek miłosierdzia, choć dla wielu z nas pozostaje on chyba tylko na płaszczyźnie czystej teorii.

Dziś modlimy się za więźniów, ale trzeba naszą modlitwą objąć też tych, którzy doświadczają w swoim życiu innego więzienia. Tego, które trzyma ich z dala od Boga i od Jego Miłosierdzia. Wciąż wokół nas nie brakuje tych, którzy spętani są kajdanami grzechu i nie chcą bądź nie potrafią z tych kajdan się wyzwolić.

Takich duchowych więźniów jest wokół nas bardzo wielu. Spotykamy ich w naszej codzienności niemal na każdym kroku. Prawdopodobnie nigdy nie usłyszymy od nich prośby o modlitwę, ale świadomi tego, w jaki wielkim zniewoleniu często żyją, chcemy i o nich pamiętać w naszej modlitwie.

Św. Dyzmo – módl się za nimi

Bogu niech będą dzięki…


Z własnego doświadczenia wiem, że śluby uroczyste (wieczyste) to dla zakonnika nie lada wydarzenie. O ile te wcześniejsze składa się zwykle tylko na rok, o tyle te uroczyste są decyzją nie tylko na całe życie tutaj, ale także na całą wieczność.

W minioną sobotę trzej nasi klerycy: Przemek, Dawid i Emil mieli okazję na własnej skórze doświadczyć tego, o czym piszę. W tej wielkiej radości całego pijarskiego Zakonu, a szczególnie naszej Prowincji, obok wielu pijarów z kraju i z zagranicy uczestniczyły także rodziny Neoprofesów, zaprzyjaźnieni kapłani i klerycy, licznie zgromadzeni parafianie i goście.

Migawkę z tego, jak wyglądał ten jeden z najważniejszych w życiu Przemka, Dawida i Emila dzień można zobaczyć tutaj https://www.youtube.com/watch?v=3JxTSPDvLDo&fbclid=IwAR2RkET9hADXDOOveIp8kUlzp7RLXJcOL2n_f3leRlk4MX54f7OgD_GuO

Kto się narodził, musi umrzeć…

Ewangelia wg św. Łukasza 13,1-9


W tym czasie przyszli jacyś ludzie i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: «Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, iż to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jeruzalem? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie». I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał zasadzony w swojej winnicy figowiec; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”».