2 x M czyli Modlitwa i Miłość

Ewangelia wg św. Łukasza 9,51-62

Gdy dopełniał się czas wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jerozolimy i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i przyszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by Mu przygotować pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: «Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich?» Lecz On, odwróciwszy się, zgromił ich. I udali się do innego miasteczka. A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: «Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz». Jezus mu odpowiedział: «Lisy mają nory i ptaki podniebne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć». Do innego rzekł: «Pójdź za Mną». Ten zaś odpowiedział: «Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca». Odparł mu: «Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże». Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu». Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego».

Jeszcze więcej podobieństwa…

Muszę szczerze powiedzieć, że przez całe długie lata nie doceniałem ani świętego Piotra, ani tym bardziej świętego Pawła. Trzydzieści siedem lat temu moi Rodzice wybrali tych dwóch Apostołów na moich Patronów i od tamtego momentu we wszystkich możliwych dokumentach figuruję jako Piotr Paweł. Przez całe lata jednak chyba nigdy nad tym podwójnym patronatem się nie zastanawiałem.

Było tak aż do czasu, gdy zacząłem na serio czytać Pismo św.

Przyszedł taki moment, w którym nie tyle zachłysnąłem się tymi Postaciami, ile bardziej zacząłem kontemplować Ich ciemne strony. I nagle okazało się, że Piotr i Paweł są mi bliżsi, niż myślałem.

Nie będę się tu rozpisywał. Każdy z nas wie, co historia zarzuca tym Apostołom. I kiedy dziś znów o Nich myślę, cieszę się, że ani jeden ani drugi nie był idealny.

Cieszę się – choć może zabrzmi do dziwnie – z tego, że Piotr się Jezusa zaparł, że był porywczy, że wiedział lepiej, a tak naprawdę niewiele rozumiał. I że Paweł też nie od początku był święty. Cieszę się z tego, bo przez to znajduję między sobą a nimi jeszcze więcej podobieństwa. A to znaczy, że i ja mogę kiedyś mieć przed imionami przedrostek ,,św.”

Święci Piotrze i Pawle – módlcie się za nami

Wpatrzeni w Serce Jezusa, wsłuchani w Ewangelię…

Ewangelia wg św. Łukasza 15,3-7

Jezus opowiedział faryzeuszom i uczonym w Piśmie następującą przypowieść: «Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia».

Potrzebna jest także Twoja modlitwa

Ojcowie jezuici z Łodzi, z którymi w ostatnich miesiącach bardzo blisko współpracował ks. Michał Misiak, ogłosili akcję: dzień modlitwy i postu o jego nawrócenie. To właśnie dziś jest ten dzień. Niech nie zabraknie w nim także naszej modlitwy. Osobiście bardzo wierzę, że Pan Bóg przemieni serce Michała. 

Nie przepraszajcie nas za to, że nas potrzebujecie…

Wczoraj zacząłem słuchać na fb nagrań Michała, ale po kilku minutach jakoś mdło mi się zrobiło i wyłączyłem. Nie ma to jak popełnić życiowy błąd, dorobić do niego płytką teologię, a na koniec jeszcze wmawiać sobie i innym, że ,,Jezus tak chciał.”

Dziś jednak nie o Misiaku chcę pisać, choć w kontekście tego, co zrobił. Dość uważnie przeczytałem ostatnie komentarze na jego profilu. Większość to komentarze pełne bólu, smutku, niedowierzania i niezrozumienia. Ani trochę nie dziwię się, że ludzie tego nie rozumieją. Do mnie też nie dociera to, co się stało. Mam wrażenie, że to tylko jakiś głupi żart i że za chwilę wszystko znów będzie jak dawniej.

Na jeden komentarz szczególnie zwróciłem uwagę. Ktoś po obejrzeniu nagrania napisał: ,,Nie wiedziałam… Przepraszam, że zamęczałam swoimi problemami.”

Przeczytałem to i jakoś dziwnie mi się na sercu zrobiło.

Zaraz, zaraz…


Czy ksiądz nie jest po to właśnie, żeby ludzie mieli do kogo przyjść ze swoimi problemami? Czy nie po to – jak mawiał Jan Paweł II – ksiądz jest samotny, żeby inni ludzie samotni nie byli?

Nigdy nie wolno bać się przychodzić do kapłana ze swoimi trudnościami. Nigdy nie wolno z obawy przed tym, że ksiądz sam przeżywa coś trudnego, bać się poprosić go o wysłuchanie, o radę, o dobre słowo, o spowiedź czy błogosławieństwo. Ksiądz po to właśnie jest. To jest jego zadanie i jego misja, która wypływa z jego powołania.

Nie przepraszajcie nas za to, że nas potrzebujecie…

Nie jest winą ludzi to, że ksiądz odchodzi. To przecież zawsze przede wszystkim jego własna decyzja. Jeśli świeccy bardzo chcą się o coś w takich sytuacjach obwiniać, to może tylko o to, że księdza zbyt często traktowali jak kościelnego funkcjonariusza i urzędnika, a tak rzadko jak zwykłego człowieka. Jak kogoś, kto ma swoje zainteresowania i pasje. Jak kogoś, kto czasem zdejmuje sutannę i ma ochotę iść w góry albo na kręgle. Ma ochotę, ale może nie ma z kim.

Osobiście bardzo cenię sobie te momenty, kiedy po duchowej rozmowie z kimś, kogo już jakiś czas prowadzę, słyszę pytanie: A co dobrego u ojca?

I nawet, jeśli nie mogę lub nie chcę ujawnić przed daną osobę tego, co mi w duszy gra, świadomość, że ktoś o to zapytał bardzo mnie cieszy. Bo dostrzegam to, że ten ktoś pod pijarskim habitem widzi normalnego człowieka, który też ma swoje radości i smutki. Który też czasem potrzebuje z kimś zwyczajnie pogadać.

Niekoniecznie nawet o Panu Bogu…

Na drodze ku czystości – dystans…

Kilkanaście dni temu w panelu bocznym na tym blogu pojawiła się nowa kategoria. Tym razem o czystości. Pochylamy się w niej nad tematem ludzkiej seksualności i płciowości. Rozpoczęliśmy od czegoś, co jest zdecydowanie fundamentalne – od uświadomienia sobie, że seksualność jest darem od Pana Boga i że dar ten zawsze łączy się z bardzo konkretną łaską, dzięki której możemy ten dar rzeczywiście przeżywać jako dar, a nie jako krzyż i uciemiężenie. O tych dwóch prawdach nigdy nie wolno nam zapominać. W przeciwnym razie dar stanie się przekleństwem.

Dziś robimy krok dalej. Swoje myśli kieruję dziś w stronę tych, dla których jednak dar stał się przekleństwem. Są tacy pośród nas. Są tacy, którzy ze swoją seksualnością już sobie nie radzą. Tacy, którzy upadają i nie widzą już nadziei i szans na powstanie. W takiej sytuacji najgorsze jest to, co potocznie nazywamy DRAMATYZOWANIEM.

Czasem zdarza się, że księża – chcąc podnieść na duchu osobę uwikłaną w nieczystość – mówią, że ,,nie cudzołóż” to dopiero szóste przykazanie i że przed szóstym jest jeszcze pięć innych. To prawda, ale dla osoby zmagającej się z nieczystością raczej jest to kiepskie pocieszenie.

Na pewno trzeba uciekać przed dramatyzowaniem. Szatan zawsze będzie kusił nas dwa razy: najpierw do popełnienia konkretnego grzechu, drugi raz do tego, by go wyolbrzymić i stracić wszelką nadzieję. Niestety, są tacy, którzy dali się wciągnąć w tę diabelską machinę zła. Są tacy, u których grzech nieczystości stał się przysłowiowym pępkiem świata i którzy interesują się bardziej nim niż swoją relacją z Jezusem.

Na spowiedzi – temat numer jeden to nieczystość, w rozmowach duchowych tak samo. Kiedy proponuje się jakąś pobożną książkę do poczytania, wybierają taką, która dotyczy ich problemu.

Dobrze, że człowiek podejmuje trud radzenia sobie z nieczystością, ale niedobrze, kiedy uczynił z niej swego rodzaju bożka. Koncentrowanie się na grzechu nie jest wcale najlepszym rozwiązaniem. Często większe owoce przynosi nie myślenie o czymś niż myślenia przesadne. Podskakiwania w bagnie wcale nie sprawi, że z niego wyjdziemy. Raczej będziemy się w nim zatapiać coraz bardziej. Przebodźcowanie tematem nieczystości na pewno niczemu dobremu nie służy.

Jeśli ktoś ma problem z nieczystością, niewątpliwie powinien uczynić z tego temat modlitwy. Na pewno jednak nie wolno pozwolić, żeby ten grzech zdominował całą naszą relację z Bogiem. Potrzebny jest dystans – także do naszej ludzkiej seksualności.

Były sobie dwa Michały…

,,Człowiek jest tajemnicą. Z tajemnicy przychodzi i w tajemnicę odchodzi” – mawiała przed laty pisarka Maria Konopnicka. Ja powtarzam te jej słowa zawsze, ilekroć dane mi jest przewodniczyć jakimś pogrzebowym uroczystościom.

Przypomniałem sobie te słowa dość mocno w minionych dniach. Po raz pierwszy wtedy, gdy przeczytałem, że ks. Michał (proboszcz z Tych) w uroczystość Bożego Ciała obwieścił swoim parafianom, że odchodzi z kapłaństwa: „Kochani. Dziś rano odprawiłem ostatnią Mszę św. Pożegnałem się kapłaństwem. To były piękne lata mojego życia głównie dzięki Wam! Rozpoczynam nowy etap życia przy boku Justyny. Dziękujemy za tak liczne słowa wsparcia i serdeczności, które spływają w naszą stronę. Pozdrawiamy!”

Napisał: ,,Pozdrawiamy.” Stosowniej byłoby jednak napisać: ,,Przepraszamy.”

Człowiek naprawdę jest tajemnicą, skoro w 55 roku życiu, po równo 30 latach kapłaństwa potrafi zrzucić sutannę. Czy te trzy dekady, poprzedzone długimi studiami, nic nie znaczą?

Słowa Konopnickiej powróciły do mnie w tych dniach po raz drugi wtedy, gdy przeczytałem, że inny Michał – ks. Michał Misiak z Łodzi – popadł w ekskomunikę.

O ile o Michale z Tych wypowiadać się nie zamierzam (nie wiem, jak inaczej jeśli nie żenadą i głupotą nazwać to, co zrobił), o tyle o Michale z Łodzi kilka słów napisać mogę.

Znam go osobiście. Dwa lata temu udało nam się zaprosić go do Krakowa, do pijarskiego seminarium na spotkanie z naszymi klerykami i młodymi kapłanami. Kiedy wraz z rektorem seminarium zapraszaliśmy go do nas, chcieliśmy, żeby nasi młodsi współbracia poznali kogoś, kto w praktyce wykorzystuje wszelkie możliwe sposoby, żeby ewangelizować, prowadzić ludzi do Boga, Bogiem zachwycać i fascynować.

I przyznaję, słuchaliśmy go wtedy z zapartym tchem. A on mówił m.in. o tym, że co roku musi zmieniać parafie, bo żaden z proboszczów dłużej niż rok nie może z nim wytrzymać.

,,Człowiek jest tajemnicą.” Największą chyba wtedy, kiedy gubi swoją osobistą relację z Panem Bogiem, kiedy zaczyna szołmenić, kiedy Jezus przestaje być pierwszy i najważniejszy, a na Jego miejsce wskakuje ktoś lub coś innego. Wtedy człowiek tak naprawdę zostaje sam. Każdy człowiek, nie tylko kapłan.

Osobiście mam nadzieję, że chociaż Michał z Tych i Michał z Łodzi wybrali dla siebie inną drogę, Pan Bóg ciągle jest przy nich. I mocno wierzę, że nasza modlitwa w tej sytuacji może zdziałać cuda.

https://natemat.pl/276719,ekskomunika-dla-ks-michala-misiaka-proboszcz-wyjasnia-przyczyny-tej-decyz