Za Bożych szaleńców dziękuję Ci, Panie…

Kończący się rok zachęca nas do bilansowania tego, co powoli staje się już przeszłością. Ja też takich bilansów dziś dokonuję. Pomaga mi w tym zamieszczone na górnym pasku tego bloga moje Kalendarium.

Czytam po kolei wszystko, co było. A było tego całkiem sporo: różne wyjazdy, akcje, spotkania, rekolekcje… Czytam to wszystko i widzę, że chyba nie mam jednej jakiejś szczególnej akcji, za którą jestem Bogu jakoś wyjątkowo wdzięczny. Wybór jednej rzeczy byłby bardzo trudny. Mogę dziękować za to, że trochę pojeździłem po Polskie i pozwiedzałem; za to, że mogłem głosić Pana w wielu nieznanych mi wcześniej kościołach. Mogę dziękować za to, że dane mi było odwiedzać nowe miejsca. Mogę dziękować za nowe duszpasterskie doświadczenia, których w tym odchodzącym roku nie brakowało. Mogę dziękować Bogu za wiele jeszcze innych darów i łask takich jak zdrowie, Jego prowadzenie, dobre natchnienia…

Ale najbardziej chcę Bogu podziękować za spotkanych w minionym roku ludzi. Było ich niesamowicie wiele… Wiele z tych osób dużo mi dało – wiele osób zachwycało mnie swoją wiarą; wiele osób imponowało mi swoim sposobem życia; wiele osób fascynowało mnie czymś, czego sam może do tej pory nie widziałem.

Nie będę wymieniał z imienia i nazwiska osób, o których teraz myślę. Lista byłaby bardzo długa, a i tak pewnie o niektórych bym zapomniał. Jeśli jednak miałbym sobie czegoś życzyć, to życzyłbym sobie właśnie tego, by Nowy Rok nie u był uboższy od Starego w spotkania z Bożymi szaleńcami. Wam też życzę takich spotkań. Niech ludzie, których spotykamy odważnie pokazują nam swoim życiem drogę do Boga.

Babcia, która zawstydza…

Łk 2, 36 – 40.

Gdy Rodzice przynieśli Dzieciątko Jezus do świątyni, była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaretu. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Wczoraj poznaliśmy Symeona, dziś Ewangelia stawia nam przed oczy wdowę Annę. Ewangelista nazywa ją prorokinią i chyba rzeczywiście coś z prorokini miała – była przecież do świątyni właśnie w tym momencie, gdy Maryja z Józefem wnosili tam Dziecię.

Dwie rzeczy fascynują mnie, gdy czytam dzisiejszy fragment Ewangelii. Pierwsza to fakt, że – jak pisze św. Łukasz – Anna mimo swego wieku (a może właśnie dzięki niemu) nie rozstawała się ze świątynią. Różnie można to zdanie interpretować i rozumieć. Jedno jest pewne – świątynia była dla niej miejscem bardzo szczególnym. Spędzała tam pewnie każdą chwilę.

Trochę to zrozumiałe: jako wdowa miała świadomość swojej niewystarczalności i wielkiej zależności od Boga. Ale z drugiej strony w tym wszystkim musiała przecież być miłość. Wydaje się jednak, że Anna poszła jeszcze dalej. Była w świątyni, to prawda. Ale trzeba to wyraźnie powiedzieć, że Anna także była świątynią. Przez całe swoje życie, poprzez fakt, że nie rozstawała się z tym miejscem, że służyła Bogu w postach i w modlitwie, sama stała się mieszkaniem Boga, Jego świątynią.

Można powiedzieć, że osiągnęła to, co bez wątpienia uznać można za cel naszego ziemskiego życia. Stała się dla Boga świątynią. Pozwoliła Bogu zamieszkać w sobie. Niesamowite jest to, że Bóg – który przecież jest Wszechmogący – potrzebuje na mieszkanie ludzkiego serca. I niesamowite jest to, że On daje człowiekowi prawo decydowania o tym, czy On – Wszechmogący może mieszkać w ludzkim sercu, czy też nie. A człowiek ma prawo – zawsze wtedy, kiedy tylko zechce – wyeksmitować Jezusa ze swojego serca. Na to pozwala nam nasza wolna wola, a Bóg poddaje się naszej decyzji. Nie protestuje, nie prosi. On szanuje moją i Twoją decyzję. To właśnie dlatego tak wiele ludzkich serc nie można dziś nazwać Bożymi świątyniami. Przypominają raczej zimne i ciemne groby, czasem tylko z wierzchu pobielane. Prorokini Anna bez wątpienia zawstydza wielu z nas w tym temacie.

I druga rzecz, która mnie osobiście też mocno zawstydza. Anna, po spotkaniu z Jezusem, mówił o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy (Łk 2,38). Mówiła o Nim wszystkim… Bo prawda jest taka, że jeśli na serio człowiek spotka w życiu Jezusa, to nie może tego zostawić tylko dla siebie. Jeśli rzeczywiście człowiek spotkał się z Jezusem, to musi o Nim mówić innym, musi dzielić się radością z tego spotkania. I nie chodzi tutaj tylko o jakiś mniej lub bardziej ewangeliczny przymus. Nie… Tu chodzi o to, że po spotkaniu z żywym Bogiem rodzi się w nas naturalna potrzeba mówienia o tym, czego na własnej skórze doświadczyliśmy.

Pamiętam doświadczenie sprzed kilku lat. Razem z grupą Bożych szaleńców – w ramach akcji Ewangelizacja Nadmorska – chodziłem po wioskach i miastach diecezji koszalińsko – kołobrzeskiej i rozmawiałem z przygodnie poznanymi na drodze czy na plaży ludźmi. Rozmawialiśmy o … Jezusie. Poza kilkoma mało przyjemnymi epizodami (może kiedyś o nich napiszę) były to spotkania niesamowite. Ludzie słuchali i dzielili się swoim doświadczeniem Boga. Odczuwało się głód takich rozmów. Bo w kościele ludzie o Bogu słuchają (raczej nie mają okazji, by o Nim mówić), w domu też raczej o Bogu się nie rozmawia. A tak naprawdę jest w nas ogromny głód takich rozmów, takiego dzielenia się swoją wiarą, bo przecież każdy z nas ma jakieś doświadczenia Boga w swoim życiu.

Wielu uważa to za swoją prywatną sprawę. Wielu nie ma odwagi mówić o tym głośno. To właśnie dlatego babcia Anna z Ewangelii nas dzisiaj zawstydza. Ona miała odwagę mówić o Jezusie wszystkim. Czy wszyscy jej słuchali? Na pewno nie. Czy wszyscy ją rozumieli? Oczywiście, że nie. Pewnie byli i tacy, którzy – dokładnie tak jak dziś wielu – pukali się w czoło. Ale mimo wszystko ona mówiła o Jezusie wszystkim.

Na koniec dwa krótkie pytanie dla Ciebie. Na dobry koniec Starego Roku, albo – jak kto woli – na dobry start w Nowy Rok… Kiedy ostatni raz mówiłeś komuś o Jezusie? Kiedy ostatnio z kimś o Nim rozmawiałeś? Nie o polityce, nie o zmianach w rządzie, nie o zdrowiu, pieniądzach, ale właśnie o Jezusie… Kiedy? Pamiętasz jeszcze?

Chcesz wierzyć w Jezusa, zaprzyjaźnij się z Duchem…

Łk 2, 22 – 35.

Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby przedstawić Go Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: «Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu». Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela; a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:

«Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, które przygotowałeś wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela». A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą – a Twoją duszę miecz przeniknie – aby na jaw wyszły zamysły serc wielu».

,,Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus»” – czytamy w Pierwszym Liście św. Pawła Apostoła do Koryntian. W dzisiejszej Ewangelii mamy na to dowód: starzec Symeon wyznaje w Jezusie Zbawiciela, ale jego wyznanie uprzedza Łukasz Ewangelista pisząc o Symeonie: ,,Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela; a Duch Święty spoczywał na nim.

Między wyznawaniem wiary w Jezusa a poddawaniem się natchnieniom Ducha Świętego istnienie bardzo ścisły związek. I to nie tylko w życiu starca Symeona. W życiu każdego z nas również.

Dlatego chyba nie będzie przesady w stwierdzeniu, że o ile nie brakuje w naszym modlitewnym repertuarze modlitw do Jezusa czy do Matki Bożej, o tyle trudniej już znaleźć tam coś do Ducha Świętego. Zresztą, nawet w kościołach rzadko się o Duchu mówi – poza takimi wydarzeniami jak Pięćdziesiątnica oczywiście.

Osobiście nie mam wątpliwości: jeśli dziś tak wiele osób przeżywa kryzys swojej wiary, to ma to bardzo silny związek z ich słabą relacją z Duchem Świętym. I odwrotnie – ścisła, zdrowa i dobrze pielęgnowana relacja z Duchem Świętym zawsze będzie nas prowadziła do pogłębiania wiary w Jezusa.

Rada jest więc bardzo prosta: Chcesz wierzyć w Jezusa, zaprzyjaźnij się z Duchem Świętym.

 

Prosto na krzywych liniach…

Kolejny piękny poświąteczny dzień dobiega końca. Po dwóch dniach spędzonych w Niepokalanowie i w Łowiczu, po odwiedzeniu rodzinnego domu we Wrześnicy, nadszedł czas na Koszalin. Korzystamy wraz ze Współbraćmi z ogromnej gościnności Rektora i Księży posługujących w tutejszym Wyższym Seminarium Duchownym.

Dla mnie koszalińskie WSD to miejsce szczególne. Pierwszy raz pojawiłem się tutaj na kilka lat przed poznaniem pijarów. Tutaj przeżywałem rekolekcje powołaniowe, uczestniczyłem w Dniach Otwartej Bramy, a później sam organizowałem do tego miejsca pielgrzymki autokarowe z rodzinnej parafii.

To tutaj przyglądałem się życiu seminaryjnemu, a mijając na korytarzach kleryków w sutannach marzyłem, by kiedyś być jak oni. Opatrzność jednak chciała inaczej.

Dziś w koszalińskim WSD ojcem duchownym jest ks. Piotr Skiba. Ten sam, którego wiele lat wcześniej poznałem na Pieszej Pielgrzymce z Ustki na Jasną Górę. Ten sam, który w czasie pewnego postoju podzielił się ze mną wrażeniami z rekolekcji powołaniowych u pijarów. To od niego usłyszałem o pijarach. Zachęcony jego opowieścią pojechałem na Pijarskie Rekolekcje Powołaniowe.

Dziś obaj jesteśmy księżmi, obaj jesteśmy ojcami duchownymi w seminariach. On jeździł do pijarów – dziś jest w seminarium koszalińskim. Ja jeździłem do seminarium koszalińskiego – dziś jestem pijarem.

Do dziś dziękuję Panu Bogu za to spotkanie z Piotrem i za to, że posłużył się nim, żeby pokazać mi to, co dla mnie przygotował. I niech mi ktoś powie, że Pan Bóg nie potrafi pisać prosto na krzywych liniach.

 

Poświąteczne wojaże…

Na trasie poświątecznych wojaży dziś Niepokalanów i Łowicz. Miło jest odwiedzić miejsca, które kiedyś na trwałe wpisały się złotymi zgłoskami w mój zakonny życiorys. Mija właśnie siedem lat od czasu, gdy odbywałem w Łowiczu moje kleryckie roczne praktyki. Dziś wracam tu – co prawda tylko na chwilę, ale zawsze – z wielkim sentymentem. Te same znajome twarze w szkołach, w których uczyłem, te same twarze w kościele, gdzie posługiwałem…

Poza tym trochę zasłużonego odpoczynku, kilka ciekawych spotkań z różnymi osobami i kilka ważnych rozmów z chłopakami, dla których Zakon Pijarów jest i – jak sami mówią – staje się coraz bardziej ważny. Tych ostatnich szczególniej polecam dziś Waszej modlitwie.

Bogu dzięki za czas spędzony w Łowiczu. Jutro dalszy etap podróży.

Św. Szczepanie – módl się za nami…

Wczoraj celebrowaliśmy dzień narodzin Jezusa dla ziemi. Dziś wspominamy pamiątkę narodzin Szczepana dla nieba. Te dwa świąteczne dni spinają niczym klamra to, co powinno być dążeniem każdego chrześcijanina – troska o to, by po życiu ziemskim móc żyć także w Królestwie niebieskim.

Niech odważna postawa i wierność Jezusowi, której przykład daje nam dzisiaj św. Szczepan będzie dla nas wszystkich zachętą i przykładem do naśladowania. A Patron dnia niech się wstawia za każdym i każdą z nas.

Dziękuję Ci, Jezu…

1. Choinka już w domu pięknie przystrojona
I karp na stole już czeka.
Stajemy więc razem, łamiemy opłatek,
Na sianku widzimy Człowieka.

2. Człowiek to niezwykły, Syn Boga żywego,
Do ludzi na ziemię przychodzi.
Na dom swój wybiera ubogą stajenkę.
Na sianku, wśród zwierząt się rodzi.

3. Przychodzi na ziemię, by zamieszkać z nami,
By życie odmienić ludzkości.
Przychodzi, by wspierać, pomagać i leczyć.
Przybywa na ziemię z miłości.

4. Dziękuję Ci, Jezu, że przychodzisz do mnie,
Że dla mnie Betlejem zostawiasz.
I pragniesz zamieszkać w moim zimnym sercu.
A przez to codziennie mnie zbawiasz.

(Kraków 2012 r.)

Życzę wszystkim…

Życzę wszystkim
systematycznie bądź gościnnie
odwiedzającym slowojakziarno.pl,

aby Dziecię Jezus wkroczyło w Wasze życie tak,
jak kiedyś wkroczyło w życie Maryi i Józefa.

Życzę, abyście  znajdowali w sobie na tyle odwagi,
by pozwalać Jezusowi na meblowania życia
według tego, jak On sam chce.

Wszelkiego dobra
z pamięcią w modlitwie
o. Piotr SchP